Po wycofaniu się zachodnioeuropejskich koncernów z utworzenia spółki do budowy i eksploatacji gazociągu Nord Stream 2 po dnie Bałtyku upowszechniana jest teza, że definitywnie zakończyło to całą inwestycję. Obiektywnie byłoby to rozwiązanie dla Polski bardzo korzystne, ale na taki optymizm jest zdecydowanie przedwcześnie.

Wypada przypomnieć skład niedoszłego konsorcjum z siedzibą planowaną w Szwajcarii. Czterej udziałowcy zarejestrowani są w Unii Europejskiej: Uniper Global Commodities (Niemcy), Engie (Francja), Shell Exploration and Production (Holandia) oraz Wintershall Nederland (Holandia). Dwaj mają natomiast siedziby poza wspólnotą: Gazprom (Rosja) oraz Nord Stream 2 Holding (Szwajcaria).
Powodem zbiorowej decyzji rezygnacyjnej stała się odmienna sytuacja czwórki wobec dwójki. Zgodnie z prawem międzynarodowym, jedynie firmy unijne związane były zastrzeżeniami, które wobec tworzenia konsorcjum zgłosił nasz Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów (UOKiK). Chodziło o to, że lider projektu Gazprom już obecnie posiada pozycję dominującą w dostawach gazu do Polski. Druga nitka Nord Stream realnie tylko wzmocniłaby siłę negocjacyjną rosyjskiego potentata.
Nowe uprawnienia UOKiK zostały określone w uchwalonej 10 czerwca 2014 r. nowelizacji ustawy o ochronie konkurencji. Ale nasz wewnętrzny akt prawny nie miałby dla zagranicznego konsorcjum jakiegokolwiek znaczenia, gdyby jego fundamentem nie był traktat o funkcjonowaniu UE. Razem z bardziej znanym traktatem o UE są to dwa filary wspólnotowego porządku.
Właśnie jego artykuł 102 (dawny 82 traktatu rzymskiego z 1957 r.) ustala, że „Niezgodne z rynkiem wewnętrznym i zakazane jest nadużywanie przez jedno lub większą liczbę przedsiębiorstw pozycji dominującej na rynku wewnętrznym lub na znacznej jego części, w zakresie, w jakim może wpływać na handel między państwami członkowskimi”. Cztery koncerny unijne wywodzą się akurat z państw założycielskiej wspólnotowej szóstki, która właśnie tak ustaliła w 1957 r. ochronę swoich rynków wewnętrznych. Wtedy nikomu nawet do głowy nie przyszło, że po sześciu dekadach przepis wykorzysta Polska — no, ale skoro zostaliśmy do UE przyjęci i cały wspólnotowy dorobek prawny nas objął…
Żadnym traktatem ochronnym nie jest natomiast związany Gazprom. Dlatego od razu w miniony piątek, gdy ogłoszono rezygnację z konsorcjum — po stronie rosyjskiej rozpoczęło się myślenie nad alternatywnym wariantem gigantycznego projektu. Niezmiennie przekonani są do niego również partnerzy zachodni, którzy tylko chwilowo zwinęli żagle. Obecnie jedynym akcjonariuszem spółki projektowej Nord Stream 2 pozostał Gazprom. Zdecydowana większość problemów technicznych i środowiskowych została przećwiczona i rozwiązana już dekadę temu podczas budowy Nord Stream 1. Zatem tak naprawdę głównym problemem inwestycji staje się jej dopięcie finansowe — pierwsza nitka jednak została położona na dnie Bałtyku również za pieniądze niemieckie. Reasumując — klucz do budowy/zaniechania Nord Stream 2 leży w stanie kasy Gazpromu. Oraz oczywiście w politycznej kalkulacji Władimira Putina — grać gazociągiem nadal czy na razie wziąć na wstrzymanie.