Lotos ma pomysły na złoże Yme

Magdalena GraniszewskaMagdalena Graniszewska
opublikowano: 2016-10-27 22:00

Nowa nazwa, nowa formuła inwestowania. Taki plan na nieudany projekt ma gdańska firma paliwowa.

Yme to jedno z kilku haseł, obok np. orlenowskich Możejek, symbolizujących nieudane inwestycje zagraniczne polskich firm. Lotos kupił 20 proc. udziałów w tym norweskim złożu w 2008 r. i wyłożył ponad 500 mln USD. Platforma okazała się wadliwa, inwestycja siadła, a gdańska spółka poniosła na niej straty. Odzyskała z nich na razie ok. połowy, dzięki tarczy podatkowej. Dziś Yme walczy o nowe życie, a Lotos nie wyklucza odegrania w nim roli partnera.

— Decyzję podejmiemy wiosną, bo wtedy operator złoża będzie miał gotowe analizy dotyczące sposobów jego zagospodarowania. Potencjał wydaje się ogromny. Zastanawiałbym się też nad zmianą nazwy tego projektu, bo obecna ma złe konotacje — mówi Robert Pietryszyn, prezes Lotosu.

Entuzjazm prezesa nie oznacza jednak, że Lotos już szykuje pieniądze na inwestycję. Wiceprezes Mariusz Machajewski przypomina, że w grę wchodzi również sprzedaż udziałów w Yme. A gdyby Lotos zdecydował się zostać, to budżet inwestycji i tak jest niewiadomą.

— Rozważamy m.in. kwestię infrastruktury, którą można kupić lub dzierżawić. W tym drugim przypadku wartość nakładów byłaby o wiele niższa — mówi Mariusz Machajewski. Ewentualna inwestycja w Yme wpisałaby się w nową strategię Lotosu, która nie została jeszcze ogłoszona, ale jej filary są znane.

Jednym z nich mają być poszukiwania i wydobycie. Dokument ujrzy światło dzienne w grudniu i będzie podzielony na dwa etapy: do 2018 r. i po 2018 r. W pierwszym priorytetem będzie utrzymanie w ryzach poziomu zadłużenia, w tym drugim przyjdzie czas na nowe przedsięwzięcia. Na razie zarządzanie zadłużeniem wychodzi Lotosowi dobrze. Na koniec trzeciego kwartału 2016 r. dług netto wyniósł 4,4 mld zł, czyli spadł o 1,3 mld zł w porównaniu z końcem 2015 r. Dobrze też wyszedł trzeci kwartał — zysk netto wyniósł 380 mln zł, wobec 249 mln zł straty przed rokiem.

To lepiej, niż oczekiwali analitycy. Zarząd wskazuje, że dobre rezultaty to m.in. efekt nowych przepisów ograniczających szarą strefę. Ale walka nadal trwa.

— W szarej strefie działają bardzo sprawne podmioty, z wieloletnim doświadczeniem, obsługiwane przez świetnych doradców podatkowych. Wciąż szukają nowych sposobów — mówi Robert Pietryszyn. W końcówce roku sprzyjać będą zaś marże. Zdaniem zarządu, marża rafineryjna się odbuduje (w trzecim kwartale wyniosła 6 USD/bbl, co oznacza spadek o 19 proc. w porównaniu z zeszłym rokiem).