Lottomaty znów pod lupą policji

Dawid Tokarz
22-07-2002, 00:00

FBI ma wkrótce przesłuchać kilku byłych menedżerów AWI, jednej z trzech spółek, walczących w 2001 r. o kontrakt na obsługę lottomatów dla Totalizatora Sportowego. Przesądzi to o losach śledztwa w sprawie korupcji przy przetargu, prowadzonego od ponad roku przez łódzką prokuraturę.

W ciągu najbliższych dni dojdzie do przesłuchania kilku byłych pracowników, którzy zajmowali wysokie stanowiska w amerykańskiej spółce AWI, jednej z trzech firm biorących udział w wielomilionowym przetargu na obsługę lottomatów dla Totalizatora Sportowego — wynika z nieoficjalnych informacji.

Wezwania na przesłuchania, wystosowane przez FBI (Federal Bureau of Investigation), już jakiś czas temu dotarły do Chrisa Coyle’a i Toma Hydemana, czyli tych menedżerów, którzy reprezentowali AWI przy słynnym przetargu.

— Śledztwo w sprawie domniemanej korupcji przy przetargu na obsługę systemu on-line dla Totalizatora Sportowego jest zawieszone. Poprosiliśmy o pomoc prawną za granicą i czekamy na jej efekty — potwierdza pośrednio nasze informacje Maria Świetlicka, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Łodzi.

Łódzka prokuratura wszczęła śledztwo w tej sprawie wiosną 2001 r. na polecenie ówczesnego ministra sprawiedliwości, Lecha Kaczyńskiego. Ten krok był pokłosiem informacji uzyskanych od Jarosława Bauca, który w tamtym czasie pełnił funkcję ministra finansów. Jego z kolei o możliwej korupcji w przetargu na obsługę lottomatów poinformował Rick Burt, były ambasador Stanów Zjednoczonych w Niemczech, który zasłynął jako główny negocjator USA w rozmowach z byłym Związkiem Radzieckim na temat redukcji broni strategicznej (tzw. układ START). W trakcie przetargu Rick Burt był członkiem rady nadzorczej spółki Anchor Gaming, czyli właściciela AWI.

Na czym miały polegać nieprawidłowości ujawnił sam Lech Kaczyński, który w odpowiedzi na interpelację poselską napisał w kwietniu 2001 r. o fakcie „zażądania przez osobę pełniącą funkcję publiczną, reprezentującą statutowe władze jednoosobowej spółki skarbu państwa Totalizator Sportowy (chodzi o zatrzymanego niedawno w związku z działalnością w PZU Władysława J. — przyp. aut.), korzyści majątkowej od przedstawicieli AWI, dla spółki Support, wskazanej jako polski partner operatora systemu, a polegającej na przysporzeniu tej spółce nienależnych jej przychodów w kwocie wielokrotnie przekraczającej rzeczywistą wartość oferowanych przez ten podmiot usług“. Według naszych informacji chodziło o 1 mln USD (ponad 4 mln zł) rocznie (czyli łącznie ponad 40 mln zł).

— Powiadomienie prokuratora generalnego o rzekomej korupcji było moim obowiązkiem. Urzędnik państwowy, który dowie się o prawdopodobieństwie popełnienia przestępstwa, powinien poinformować o tym organa ścigania — tłumaczy Jarosław Bauc, który obecnie jest szefem PTE Skarbiec Emerytura.

Support to warszawska spółka, zajmująca się wytwarzaniem software’u i outsourcingiem usług informatycznych dla firm, zatrudniająca ponad 100 osób. Jacek Łyżba, prezes i jeden z trzech udziałowców Supportu, nie zgadza się z ówczesnymi stwierdzeniami ministra Kaczyńskiego.

— W żaden sposób nie byliśmy zaangażowani w jakiekolwiek nieprawidłowe działania i bez obaw czekamy na wyniki prowadzonego śledztwa. Naprawdę nie mamy z tym nic wspólnego — przekonuje Jacek Łyżba.

— Rzeczywistym beneficjentem tych 10 mln USD miał być bowiem nie Support, ale firma, z którą Support miał współpracować, czyli PZU-CL Agent Transferowy — twierdzi nasz informator.

Z tą opinią zgodziło się kilka innych osób, z którymi rozmawialiśmy. Nikt nie chciał się jednak wypowiadać pod nazwiskiem, zaznaczając, że nie dysponują dowodami na potwierdzenie tej tezy.

PZU Agent Transferowy (bo tak obecnie brzmi nazwa) to spółka outsourcingowa założona w 1998 r. przez PZU i Computerland. Od września 2001 r. jedynym jej udziałowcem jest PZU. To właśnie dzięki tej firmie Grzegorz W., były szef PZU Życie przez wiele miesięcy skutecznie unikał odwołania ze stanowiska (PZU-CL Agent Transferowy został akcjonariuszem spółki życiowej i nie dopuszczał do zwołania jej WZA). Co ciekawe w 2001 r. zarówno Grzegorz W. jak i Władysław J. zasiadali w radzie nadzorczej PZU-CL Agent Transferowy.

Z zarzutami dotyczącymi nieprawidłowości podczas konkursu nie zgadzał się ówczesny prezes TS, Władysław J. Gdy cała sprawa wybuchła zapewniał, że zwrócił się do NIK o przeprowadzenie badania procedury wyboru operatora systemu. Jak nam się jednak udało dowiedzieć w NIK, kontrola nie została przeprowadzona.

Z naszych informacji wynika, że łódzka prokuratura przesłuchała już wszystkie osoby znajdujące się w Polsce, które miały jakikolwiek związek z przetargiem na obsługę systemu on-line (zarówno pracowników TS jak i innych stron). Dla ewentualnych dalszych kroków (umorzenie śledztwa bądź wniesienie aktu oskarżenia) kluczowe znaczenie będą miały przesłuchania byłych menedżerów AWI. Pikanterii całej sprawie dodaje fakt, że według naszych informacji, obecnie są oni pracownikami GTECH, czyli głównego konkurenta AWI przy przetargu i jego zwycięzcy.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Dawid Tokarz

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Lottomaty znów pod lupą policji