„PB” wielokrotnie opisywał problemy przedsiębiorców, szczególnie e-sklepów, z tzw. łowcami klauzul. To prawnicy specjalizujący się w wyszukiwaniu zabronionych przez prawo zapisów w regulaminach czy umowach firm z klientami. Działają według prostego schematu: podszywając się pod obrońców praw konsumentów (niestety to zgodne z prawem), wysyłają pisma do firm z propozycją „ugody”, czyli zapłacenia za święty spokój. Kto nie zapłaci, dostaje lawinę pozwów (są rozdrabniane w celu uzyskania efektu skali).
Firmy zżymają się na takie praktyki, a Sąd Ochrony Konkurencji i Konsumentów (SOKiK), do którego w ciągu kilku lat trafiło kilkadziesiąt tysięcy pozwów od łowców klauzul, jest zatkany i sparaliżowany. Ministerstwo Sprawiedliwości (MS) postanowiło ukrócić szkodliwy proceder. Zaproponowało odebranie osobom fizycznym prawa do występowania z pozwami w sprawach niedozwolonych klauzul. To uprawnienie przysługiwałoby jedynie dużym organizacjom konsumentów (liczącym powyżej 1 tys. członków), powiatowym rzecznikom konsumentów, prezesom: UOKiK, KNF, URE, UKE, ULC, UTK oraz rzecznikom: ubezpieczonych i praw pacjenta.
W trakcie uzgodnień i konsultacji pomysł MS zyskał poparcie wielu organów i instytucji państwowych. Jednak ostra krytyka spadła z najmniej oczekiwanej strony — Rządowego Centrum Legislacji (RCL). Prawnicy rządu alarmują, że pomysł resortu sprawiedliwości ograniczy prawa konsumentów. Dostrzegają co prawda problem zatkanego SOKiK, lecz podkreślają, że duża liczba niedozwolonych klauzul jest eliminowana z porządku prawnego.
— Nadużywanie przez profesjonalnych pełnomocników tej formy kontroli postanowień wzorca umowy nie powinno uzasadniać pozbawiania konsumenta jednego ze środków prawnych, służących ochronie jego praw. Nawet jeżeli motywacja tych pełnomocników do składania pozwów opiera się na ich oczekiwaniach zarobkowych — uważa Piotr Gryska, wiceprezes RCL. Jego zdaniem, bezzasadne jest „zmniejszanie liczby postępowań i w efekcie zmniejszanie kosztów ponoszonych przez przedsiębiorców”.
— Priorytetem władz publicznych powinna być ochrona konsumentów przed nieuczciwymi praktykami rynkowymi — uważa Piotr Gryska. Czy to oznacza, że propozycja MS przepadnie? Wszystko zależy od determinacji resortu w obronie projektu na posiedzeniu Rady Ministrów. W rozkroku stoi UOKiK, prowadzący rejestr niedozwolonych klauzul [zawiera już 5725 pozycji — red.]. Z jednej strony, zauważa, że „masowe kierowanie pozwów przez profesjonalnych pełnomocników reprezentujących konsumentów [jeden wnosi kilkadziesiąt pozwów o tę samą klauzulę — red.] paraliżuje pracę SOKiK i nie ma nic wspólnego z ochroną interesu publicznego. Nie budzi wątpliwości, że przedmiotowe działania mają cel zarobkowy”.
Z drugiej strony, urząd obawia się, że odebranie osobom fizycznym możliwości składania takich pozwów jest rozwiązaniem zbyt daleko idącym. UOKiK proponuje kompromis: umożliwienie wnoszenia pozwów tylko tym konsumentom, którzy zawarli z firmą umowę mogącą zawierać zakazane klauzule. „To rozwiązanie powinno wyeliminować zjawisko sztucznego mnożenia liczby pozwów do SOKiK przez przypadkowe osoby nadużywające tego prawa” — czytamy w opinii UOKiK.
Obrońcy konsumentów
Niedozwolone klauzule stosowane przez e-sklepy wyłapywało m.in. łódzkie stowarzyszenie Patronus, które złożyło przeciwko sprzedawcom kilkanaście tysięcy pozwów (średnio na jedną firmę przypadało ok. 40). Szef Patronusa przyznał, że rozdrabniał pozwy z przyczyn ekonomicznych. Podkreślał jednak, że stowarzyszenie działa zgodnie z prawem i skutecznie broni konsumentów. Podobnie działał poznański Lexus, który szczególnie upodobał sobie biura podróży i księgarnie internetowe.