LPR stawia warunki, a SLD już nie chce wyborów

ISB
10-08-2007, 17:50

W piątek nadal trwała licytacja polityków partii parlamentarnych, która z nich tak naprawdę zdecyduje o terminie wyborów. Po konferencjach prasowych Sojuszu Lewicy Demokratycznej (SLD) oraz Ligi Polskich Rodzin (LPR) okazuje się, że wcześniejsze wybory wcale nie są tak pewne, jak wczoraj zapewniali L. Kaczyński z D. Tuskiem.

Jako pierwszy konferencję zorganizował SLD. Jeden z liderów Sojuszu, Ryszard Kalisz zarzucił szefowi PO Donaldowi Tuskowi, że ten nie konsultował się z resztą opozycji przed rozmową z prezydentem o warunkach wcześniejszych wyborów. Kalisz uznał, że wybory mają sens wyłącznie wówczas, gdy najpierw odsunie się Prawo i Sprawiedliwość (PiS) od władzy.

"Chcemy jak najszybszych wyborów, ale jeżeli prokuratura i służby specjalne pozostaną pod władzą Jarosława Kaczyńskiego i Zbigniewa Ziobro, to wybory mogą nie być zgodne z zasadami demokracji. To co wyprawiały pod kierunkiem Zbigniewa Ziobry te służby - jak mówi Kaczmarek - to jest zaprzeczenie demokracji" - mówił Kalisz.

Kalisz dodał, że wybory nie mogą być przez nikogo manipulowane, w szczególności przez prokuraturę i służby specjalne. Jego zdaniem do wyborów powinien doprowadzić nowy, opozycyjny do obecnej władzy rząd, wyłoniony po przeprowadzeniu konstruktywnego wotum nieufności.

"Sojusz podejmie decyzję, jak zachowa się w głosowaniu nad samorozwiązaniem Sejmu 20 sierpnia. Partia nie zgadza się na dyktat Donalda Tuska w opozycji, mentalnie Tusk to PiS-bis" - powiedział Ryszard Kalisz.

W czwartek Lech Kaczyński i Donald Tusk zgodzili się, że przyspieszone wybory "są nieuchronne". Tusk powiedział po spotkaniu z prezydentem, że ich najlepszym terminem jest październik.

Kalisz dodał, że jeśli prezydent chce włączyć się w rozwiązanie kryzysu politycznego, to na konsultacje powinien zaprosić szefów wszystkich partii.

Wiceszef SLD przypomniał, że Sojusz na stanowisko premiera takiego tymczasowego rządu proponuje szefa partii, Wojciecha Olejniczaka. Opowiedział się również za jak najszybszym powołaniem sejmowych komisji śledczych ds. akcji CBA w Ministerstwie Rolnictwa oraz ds. śmierci Barbary Blidy.

Godzinę później swoją konferencję zwołał szef LPR, Roman Giertych, który bardzo poważnie potraktował groźbę nowych wyborów i przygotował nowe-stare propozycje dla premiera Jarosława Kaczyńskiego.

"Stworzyć rząd bez liderów partyjnych, beze mnie, bez pana Kaczyńskiego, bez pana Leppera. Oczekujemy także rozpoczęcia nowych rozmów koalicyjnych" - powiedział Roman Giertych.

Zdaniem szefa LPR, wcześniejsze wybory parlamentarne są bardzo mało prawdopodobne, dlatego trzeba znaleźć alternatywę, która "pozwoli uniknąć zamieszania, bałaganu i rozwalania koalicji".

"Nie poprzemy wniosku o samorozwiązanie Sejmu. (...) Przeprowadzanie wyborów bez wyjaśnienia akcji CBA do końca byłoby narażeniem obywateli na podejmowanie decyzji, bez pełnej wiedzy o najważniejszej sprawie, która doprowadziła do wyborów" - oświadczył szef Ligi

Lider LPR stwierdził, że obawia się przejęcia władzy przez Platformę Obywatelską (PO) oraz Lewicę i Demokratów (LiD). Wypowiedź Giertycha wywołała natychmiastową reakcję partii rządzącej.

"Propozycja jest nierozważna, dlatego, że na czele rządu w każdym państwie demokratycznym, stoi szef największej partii. Szefem naszej partii jest Jarosław Kaczyński i my nie zamierzamy zmieniać premiera tylko dlatego, że taki pogląd ma pan Giertych" - powiedział wicepremier i członek władz PiS, Przemysław Gosiewski.

Do propozycji swojego koalicjanta odniosła się również Samoobrona. "Propozycja ciekawa, nie wykluczamy jej poparcia. Na pewno musiałaby zostać spisana nowa umowa koalicyjna, stara już przecież nie obowiązuje" - powiedział wiceszef partii, Janusz Maksymiuk.

Według niego, jeśli liderzy partii zgodzą się na rozwiązanie proponowane przez LPR, to mogą się rozpocząć rozmowy nad powołaniem nowego rządu. Tymczasem według ostatnich badań wybory wygra PO z 10-proc. przewaga nad PiS.

Największe partie otrzymają odpowiednio (wg. PBS-DGA) 33% i 23% głosów. Do nowego parlamentu wejdą także LiD (13%), LiS (10%) oraz Polskie Stronnictwo Ludowe (PSL) (5%). W takiej sytuacji PO zabraknie zaledwie kilku głosów do uzyskania bezwzględnej większości, którą gwarantuje uzyskanie 35-proc. większości.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: ISB

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Inne / LPR stawia warunki, a SLD już nie chce wyborów