LST Capital postawi fabrykę dla łupków

Magdalena GraniszewskaMagdalena Graniszewska
opublikowano: 2013-01-25 00:00

Na amerykańskiej gorączce złota najwięcej zarobili producenci łopat. Dlatego wokół łupków rodzą się kolejne start-upy

Opowieść o wielkich zyskach amerykańskich producentów łopat, a mniejszych — poszukiwaczy złota, ma żartobliwy wydźwięk, ale głęboki sens. Do serca wzięły ją sobie zwłaszcza te firmy, które zwęszyły interes w polskim gazie z łupków, m.in. giełdowy fundusz inwestycyjny LST Capital.

Piotr Woźniak, prezes Baltic Ceramics (nie mylić z głównym geologiem kraju), szuka finansowania dla pierwszej fabryki proppantów w regionie. [FOT. GK, BCR MEDIA]
Piotr Woźniak, prezes Baltic Ceramics (nie mylić z głównym geologiem kraju), szuka finansowania dla pierwszej fabryki proppantów w regionie. [FOT. GK, BCR MEDIA]
None
None

Polskie proppanty kuszą

Dla LST Capital „łopatą”, na której zamierza zarobić, będą proppanty ceramiczne. To mikrogranulki, dodawane do płynu używanego do szczelinowania hydraulicznego.

A szczelinowanie to proces niezbędny do uruchomienia wydobycia gazu z łupków. — Perspektywy dotyczące popytu są bardzo zachęcające. Już przy okazji niedawnego przetargu rozpisanego przez PGNiG, na prace przy ich odwiercie na Lubocinie, mieliśmy zapytania o możliwości dostawy proppantów — opowiada Piotr Woźniak, prezes Baltic Ceramics, czyli spółki kontrolowanej przez LST Capital, która ma produkować proppanty. Produkcja ma się rozpocząć dopiero na początku 2015 r.

Do tego czasu musi ruszyć wydobycie gliny z należących do spółki pobliskich złóż (zasoby szacuje się na 4,8 mln ton), stanąć zakład produkcyjny w okolicach Zielonej Góry (o mocach produkcyjnych sięgających 105 tys. ton proppantów ceramicznych rocznie) oraz zostać pozyskana technologia (od amerykańskich specjalistów oraz dzięki współpracy z uczelniami).

— Szacujemy, że na pierwszy etap projektu potrzebować będziemy około 60 mln zł. Finansowanie kolejnych etapów, wartych dodatkowe 70 mln zł, będzie finansowane za pomocą długu oraz wpływów z działalności operacyjnej — twierdzi Piotr Woźniak.

Zbieranie pieniędzy dopiero się zaczęło. W ofercie prywatnej Baltic Ceramics pozyskał właśnie 3 mln zł, a z dotacji unijnych oraz programu Blue Gas (prowadzonego przez Narodowe Centrum Badań i Rozwoju) może jeszcze otrzymać 50 mln zł. Główny zastrzyk gotówki ma jednak pochodzić od inwestora.

— Rozmawiamy z inwestorami amerykańskimi, zarówno finansowymi, jak i branżowymi, którzy mogliby objąć mniejszościowy pakiet akcji Baltic Ceramics — zapowiada Piotr Woźniak.

Lokalne ceny są niższe

Szef Baltic Ceramics jest przekonany, że ma czym kusić. Po pierwsze, rynkiem. — Szacuje się, że wartość rynku proppantów ceramicznych na świecie przekroczy 5 mld USD w 2020 r., wobec 1,2 mld USD w 2010 r. W naszym regionie popyt na proppanty może sięgnąć 1,14 mln ton rocznie w 2020 r., co przekracza dziesięciokrotnie planowaną wydajność naszego zakładu — zauważa Piotr Woźniak.

Po drugie — lokalizacją. — Będziemy jedyną fabryką proppantu ceramicznego w regionie. Będziemy więc mogli dostarczać na zasadzie „just in time” [klient nie musi wtedy magazynować towaru — red.] w promieniu 2 tys. km — podkreśla Piotr Woźniak.

Z bliskości produkcji wynika druga przewaga Baltic Ceramics — cenowa. Koszty transportu stanowią często do 40 proc. ceny proppantów ceramicznych (sprowadzanych np. z Azji lub USA).

— To istotne, ponieważ proppanty ceramiczne są lepsze, ale również droższe od substytutów, czyli piasku i piasku otoczkowanego żywicą [ceny proppantu wahają się od 400 do 1100 $/t, a piasku to 200-300 $/t — red.]. A my będziemy tu konkurencyjni — zapewnia Piotr Woźniak.

Geofizyka też ma chętnych

Na łupkowych „łopatach” zamierza też zarabiać United Oilfield Services (UOS), którego mniejszościowy pakiet kupił w zeszłym roku fundusz private equity Enterprise Investors. Firma, założona w 2011 r., oferuje usługi i urządzenia potrzebne do poszukiwania i wydobywania gazu i ropy ze złóż konwencjonalnych i niekonwencjonalnych. Kupiła już specjalne maszyny (dostosowane do polskich standardów), sprowadziła je do Polski, wybudowała bazę logistyczną w Łowiczu i… walczy w przetargach.

Na razie — bez sukcesu, ale to dopiero początki. Zorganizowany przez PGNiG przetarg na prace na odwiercie w Lubocinie wygrał Halliburton, ale UOS ma szanse w trwającym właśnie postępowaniu na otworze w Syczynie (należy do Orlenu).

— Poza tym cały czas świadczymy usługi geofizyczne, na które jest ogromny popyt — zauważa Cezary Filipowicz, dyrektor ds. rozwoju UOS.

OKIEM EKSPERTA

Jest wola polityczna, będą zlecenia

DARIUSZ MARZEC

dyrektor w KPMG

Otoczenie rynkowe będzie w najbliższych latach sprzyjać firmom współpracującym z sektorem gazu łupkowego, czyli dostarczającym sprzęt, produkty, usługi i technologie. Po pierwsze — jest wola, przede wszystkim polityczna, aby gazu z łupków szukać. Po drugie — do stwierdzenia, czy gazu jest wystarczająco dużo i czy opłaca się go wydobywać, potrzeba wielu odwiertów. A skoro odwiertów musi być dużo, to i perspektywy firm przy nich pracujących wyglądają obiecująco. Nie dziwne więc, że pojawiają się na rynku start-upy, które chcą działać właśnie w tym sektorze.