Ludzi nie stać na budowę domów

Aleksander Paszyński
15-12-1998, 00:00

Aleksander Paszyński: ludzi nie stać na budowę domów

PIENIĄDZE NA BUDOWNICTWO: Ich brak jest tylko zewnętrznym objawem choroby. Jej źródłem jest dysproporcja między ceną mieszkania a dochodami polskich rodzin — twierdzi Aleksander Paszyński. fot. Małgorzata Pstrągowska

Kolejne manifestacje sfrustrowanych ofiar procesów transformacji gospodarki muszą ponawiać pytanie, jak głęboko usadowił się w naszej świadomości homo sovieticus, przywołany swego czasu przez ks. prof. Tischnera. Hasła protestujących rolników — domagających się, by państwo kupowało od nich płody ich ciężkiej pracy po cenach godziwych, górników — by „ktoś“ zmusił odbiorców węgla do wykupienia hałd kopalnianych, producentów mało chodliwych towarów — by bariery celne odgrodziły ich od konkurentów, skłania do refleksji nad podobnymi postulatami zapewnienia naszemu społeczeństwu mieszkaniowej szczęśliwości.

BRAK MIESZKAŃ jest społeczną klęską. Jednak ilekroć do głosu dochodzi postulat intensyfikacji budownictwa mieszkaniowego, tylekroć ów homo sovieticus sprawia, że dyskusja zbacza na tory prowadzące donikąd. Ulegają temu także parlamentarzyści i politycy różnej maści, dopominający się uchwalania różnych „polityk”, nie tylko mieszkaniowych. Przedkładając założenia tych programów najczęściej abstrahują od możliwości budżetowych.

OSTATNIO uchwalony program przewidywał np. zapewnienie grubo ponad 2 proc. PKB na cele mieszkaniowe. W rzeczywistości w tym roku udział ten zmalał do 0,6 proc. Skromność budżetowych kwot przeznaczanych na mieszkania powodowała, że zdecydowana ich część musiała być przeznaczona na zaszłości, czyli wykup odsetek od starych kredytów i premie gwarancyjne. Na działania aktywizujące zostawało już niewiele, bo ok. 11 proc.

NIE SPRAWDZIŁY SIĘ też inne instrumenty zapowiadane jako remedium na lokalowe trudności. Dotyczy to przede wszystkim kredytu hipotecznego uruchomionego dzięki pożyczce z Banku Światowego. Z teoretycznie pozostawionej nam do dyspozycji kwoty bliskiej 250 mln USD udało się wykorzystać mniej niż 6 proc., choć płacić trzeba za gotowość dyspozycyjną całej pożyczki.

NIE LEPIEJ funkcjonuje Krajowy Fundusz Mieszkaniowy, który teoretycznie miał stanowić fundament masowego budownictwa czynszowego dla mniej zamożnych grup społeczeństwa. Znów zabrakło środków. Fundusz dysponował w tym roku 300 mln zł, co da się przeliczyć na możliwość budowy 5, może 6 tys. mieszkań.

Pytanie podstawowe, to skąd wziąć pieniądze na rozruch budownictwa mieszkaniowego.

ICH BRAK jest jednak tylko zewnętrznym objawem mieszkaniowej choroby. Jej źródłem jest natomiast dysproporcja między ceną mieszkania a poziomem dochodów polskich rodzin. Już czuję kontrargument oponentów: czy pod koniec lat siedemdziesiątych byliśmy o tyle bogatsi, że wówczas stać nas było na budowę 300 tys. mieszkań rocznie, a dziś wznosi się pięciokrotnie mniej; przecież aż tak nie zbiednieliśmy!

Nigdy nie budowaliśmy w Polsce tyle mieszkań, ile notowała statystyka. Zafałszowana jest nie tylko statystyka, także nasz sposób myślenia o mieszkaniach (i nie tylko o nich). Przypomnijmy więc pewne fakty.

OTÓŻ OWE 300 TYS. lokali to był rzut na taśmę gierkowskiego programu budowy „Drugiej Polski”. Początkowo rzeczywiście wydawało się, że lata siedemdziesiąte będą dobre dla budownictwa mieszkaniowego, oficjalna krzywa pięła się ku górze, tyle że kolejny sukces osiągano fałszując rzeczywistość. Proceder ten zaczął się już wcześniej, ale wówczas przekształcony został w systemową zasadę. Rok budowlany został wydłużony do 16-17 miesięcy, inwestorów zmuszano do przyjmowania budynków ledwo wychodzących z ziemi, Komisja Planowania wymyśliła pojęcie „mieszkań przeliczeniowych” (czasem z jednego mieszkania dużego mogły powstać dwa „przeliczeniowe”), połowę powierzchni loggii doliczano do powierzchni mieszkań, itd.

ZAŁAMANIE nastąpiło znacznie wcześniej, niż się powszechnie uważa. Wprawdzie jeszcze w latach osiemdziesiątych władze próbowały utrzymać przy życiu obumierający sektor mieszkaniowy, pompując weń publiczne środki i zapewniając względną dostępność kredytów, ale już było jasne, że trzeba przyznać się do klęski.

Stary system zbankrutował, natomiast budowa nowego postępuje wolno.

Aleksander Paszyński, były minister budownictwa, jest prezesem Korporacji Przedsiębiorstw Budowlanych Uni-Bud

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Aleksander Paszyński

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Nieruchomości / Ludzi nie stać na budowę domów