Czy zauważyliście, jak przez ostatnie lata zmieniały się sprawy, które najpilniej obserwowaliśmy i śledziliśmy? My, czyli rynek. A więc i inwestorzy, i analitycy. Sam łapię się na tym, że czekam na informacje, które jeszcze parę lat wcześniej omijałbym by nie marnować czasu. A to jakaś aukcja bonów skarbowych na Węgrzech, a to emisja obligacji Portugalii, CDS-y na Hiszpanię, zmiany budżetowe we Włoszech, nastroje społeczne w Grecji… A wszystko głównie po to, by ciągle aktualizować swój scenariusz dla …WIG20. I kiedy szukam tych wszystkich dziwnych informacji, to dochodzę do wniosku, że globalizacja – paradoksalnie – wypaczyła niektóre mechanizmy rynkowe. Stąd w sumie czasem wręcz absurdalne powiązanie bardzo różnych zjawisk w bardzo różnych gospodarkach. W efekcie, zamiast skupiać się na faktycznych, wymiernych fundamentach, rynek zbiera całe multum poszlak globalnych. No i to one często mają większy wpływ na wyceny polskich aktywów niż twarde fakty, np. z polskiej gospodarki.
Pamiętam, jak jesienią 2008 r., kolega – prezes jednej z instytucji finansowych, zżymał się, że cała ta globalizacja zaczyna go mocno wkurzać, bo to przez nią - wstając rano - musi sprawdzić, jak się zamknął jakiś tam rynek gdzieś w Azji. No i czy przypadkiem Amerykanie czegoś głupiego znowu nie wymyślili. Sytuacja jest teraz inna, ale jakby się spokojnie zastanowić, to przecież cały czas zmuszeni jesteśmy do przywiązywania dużej wagi do sygnałów, które wcześniej nie były zbyt poważnie traktowane.
Latem 2010, patrzymy czujnie np. na Węgrów, którzy zachowują się jak po spożyciu zbyt dużych ilości tokaju. Oni bredzą, nasza waluta i obligacje dostają w łeb. Doszło do tego, że walory anegdoty straciły dawne doświadczenia z rumuńskim rynkiem obligacji, którym kiedyś tam kiedyś musiałem się chwilowo zainteresować. Wtedy było to nawet zabawne. Ale to było lata temu. A teraz już bym się z tego tak nie śmiał. No bo, a nuż np. spadek cen rumuńskich obligacji zaważy kiedyś istotnie na poziomie naszego indeksu WIG20? I tu kończę. Muszę przecież sprawdzić, jak tam aukcje papierów w Portugalii…
*Analityk. Felieton wyraża wyłącznie jego prywatne opinie.