Fundusze private equity pokochały łupki i chętnie włożą w nie pieniądze. Enterprise Investors (EI) już zaczął. Pojutrze zamierza zaprezentować rynkowi inwestycję „w nowym i ważnym sektorze polskiej gospodarki”. Szczegółów nie podaje, ale ustaliliśmy, że chodzi o zakup spółki działającej właśnie w sektorze łupkowym.
Interes jest pewny…
Przepytani przez nas eksperci przypuszczają, że łupkowy nabytek EI to firma specjalizująca się w tzw. usługach okołowydobywczych, czyli np. szacowaniu złóż, magazynowaniu, energetyce gazowej, specjalistycznym oprogramowaniu etc.
Prawdopodobieństwo, że fundusz zainwestował w koncesję, jest — zdaniem naszych rozmówców — znikome. To po prostu zbyt duże ryzyko.
— Inwestycja w firmy działające w obszarze „okołołupkowym” to dziś w Polsce praktycznie pewny interes. Mam tu na myśli firmy wiertnicze, producentów maszyn i urządzeń itp. Powszechnie znane są przecież ekspansywne plany państwowych firm w tym sektorze. Spójrzmy na globalny sektor wydobywczy: na wczesnych etapach rozpoznania złoża fundusze zwykle nie są zaangażowane. Pojawiają się dopiero w miarę zmniejszania się ryzyka. A w usługach okołowydobywczych, kiedy produkcja trwa, ryzyka związanego z geologią już praktycznie nie ma — zauważa Herbert Wirth, prezes KGHM, który planuje wspólnie z PGNiG inwestować w wydobycie gazu z łupków w Polsce.
…więc wielu szuka
Zainteresowanie EI łupkami to nie ewenement i należy się spodziewać naśladowców. Np. w funduszu Advent International.
— Advent z uwagą przygląda się rozwojowi sektora eksploracji gazu łupkowego w Polsce, gdyż może on stworzyć dla nas okazje inwestycyjne podobne do tych, z których już skorzystaliśmy na innych rynkach. Mamy bogate doświadczenie w zakresie inwestycji w firmy świadczące usługi okołowydobywcze — podkreśla Christian Senye, dyrektor w Advent International.
W globalnym portfelu Adventu jest już m.in. spółka BOS Solutions, która świadczy usługi recyklingowe cieczy wykorzystywanych przy odwiertach gazu łupkowego na terenie Ameryki Północnej.
Wcześniej fundusz zainwestował również w Boart Longyear, produkującą wiertła oraz oprzyrządowanie dla przemysłu wydobywczego. Spółka jest teraz notowana na australijskiej giełdzie. Aktywny w tym sektorze może być też fundusz EQT Partners, ale musi minąć trochę czasu.
— EQT nie inwestuje w projekty na wczesnym etapie rozwoju. Dlatego tematy łupkowe mogą być dla nas interesujące — zwłaszcza dla funduszu EQT Infrastructure — gdy zaczną generować pierwsze przychody — tłumaczy Piotr Czapski, szef warszawskiego biura EQT.
Uważa jednocześnie, że pod względem inwestycyjnym interesujący może być cały łańcuch wartości w tym sektorze, czyli zarówno producenci sprzętu, jak i firmy wydobywcze czy instalacje przesyłowe. EQT nie byłby tu zresztą nowicjuszem. Ma w portfelu np. Peregrine Midstream Partners, zajmującą się przechowywaniem i transportem gazu łupkowego w Texasie, a także Swedgas, czyli operatora sieci przesyłowej gazu w Szwecji.
Co piąte przejęcie to łupki
Rosnące zainteresowanie fuzjami i przejęciami w sektorze łupkowym w Polsce można przewidywać na podstawie danych światowych.
Z raportu Ernst & Young z lutego 2012 r. wynika, że na transakcje związane z eksploatacją gazu i ropy z łupków wydano w minionym roku ponad 66 mld USD (a to stanowi ponad 20 proc. łącznej wartości rynku M&A w sektorze paliw). Takie transakcje odbywały się też w Polsce. Odnotowano ich pięć, a największą było przejęcie Realm Energy przez San Leon Energy za kwotę 91 mln USD.
— Widać ruch, jeśli chodzi o transakcje fuzji i przejęć w sektorze łupkowym w Polsce, ale specyficzny. Jego celem jest bowiem głównie podział ryzyka wynikającego z posiadania koncesji poszukiwawczej. Firmy posiadające takie koncesje chętnie dopuszczają do spółki innych graczy, na zasadzie wspólników w joint venture. Są to jednak zwykle międzynarodowe firmy branżowe z doświadczeniem w poszukiwaniach i wydobyciu. Praktycznie nieobecni są w tym segmencie inwestorzy czysto finansowi, co można wiązać z wysokim ryzykiem takich inwestycji — wyjaśnia Michał Wróblewski, menedżer w Deloitte.