„PB”: Jak, po ostatnich wydarzeniach, zamierza pan poprawić reputację giełdy?

Adam Maciejewski: Będę pracował nad tym, żeby wizerunek giełdy wyglądał inaczej: profesjonalnie, z dobrymi relacjami z otoczeniem, także z konkurencją. Ważne jest środowisko domów maklerskich, emitentów, całego otoczenia giełdy. Cele mamy wspólne, brakowało dyskusji wokół sposobów ich osiągania. A najbardziej i tak ucierpiała reputacja kilku osób, a nie samej spółki.
Nie ma obaw, że i tak będzie pan kojarzony z Ludwikiem Sobolewskim, który przecież przed laty wybrał pana do zarządu giełdy?
Czy ja wyglądam na człowieka, który się czegoś boi? Nie boję się.
Ale łatka zaufanego człowieka Sobolewskiego do pana przylgnęła. A teraz, jak rozumiem, wolta i zostaje pan siewcą pokoju?
Dobre pytanie, ale odpowiedź nie jest prosta. Jedna rzecz to postrzeganie pewnych zjawisk z zewnątrz, druga sprawa to jak to wyglądało od środka. Oczywiście współpracowałem z prezesem Sobolewskim i robiliśmy nieraz bardzo dobre, fajne rzeczy. Natomiast na wiele rzeczy mieliśmy kompletnie odmienne poglądy. Nie prezentowaliśmy tego na zewnątrz, bo tak się w profesjonalnym biznesie nie robi.
Będą zatem zmiany w zarządzie GPW?
Na razie mam ważniejsze rzeczy na głowie.
Takie jak np. rozkręcenie NewConnect?
NewConnect trzeba traktować tak, jak na to zasługuje. A więc najważniejszy jest rynek główny i tam będzie się koncentrowała moja uwaga. Giełda musi dostarczać rynkowi dobre instrumenty płynne.
NewConnect idzie w odstawkę.
Tego nie powiedziałem. Tam też będziemy aktywni, ale bądźmy realistami — na małych spółkach nigdy nie będzie dużego obrotu. Rynek wtórny na NewConnect jest nieco mniej ważny niż rynek pierwotny. Ot, taka specyfika.
W kontekście odwołania pana poprzednika nie sposób nie zapytać o pana życie prywatne. Nie łączy go pan z biznesem?
Nie. Mam żonę, córki, które pozdrawiam, skoro mam okazję.
A dobre kino pan lubi?
Byłem ostatnio z córką na „Hobbicie” w wersji 3D. Myślałem, że to będzie mój następny ulubiony film, ale się zawiodłem. Niedawno oglądałem też kolejny raz „Łowcę androidów” z Harrisonem Fordem. To jest dzieło, do którego regularnie wracam.
W lutym znajdzie pan czas na rodzinną komedię z perypetiami jej bohaterów w Egipcie? [tu rzecznik GPW próbuje przerwać wywiad, ale prezes go powstrzymuje — red.]
Na razie nie jest to na liście priorytetów. Myślę, że skoncentruję się przede wszystkim na pracy na giełdzie.