Made in Poland? No to kupuję!

Bartosz Krzyżaniak
16-05-2005, 00:00

Polskie firmy sprzedają za granicą coraz więcej. Nie przeszkadza im ani silny złoty, ani problemy europejskich gospodarek.

Mimo obaw naszych przedsiębiorców związanych z umocnieniem złotego na początku roku, eksporterzy doskonale dają sobie radę. W pierwszym kwartale eksport wyniósł 16,3 mld EUR, co oznacza roczny wzrost aż o 23,5 proc. Teraz, kiedy złoty nieco stracił do euro, eksport staje się dla naszych firm bardziej opłacalny.

— Osłabienie złotego pozwoliło nam złapać oddech — przyznaje Jerzy Safader, prezes działającego w przetwórstwie rybnym Stanpolu.

Jesteśmy tańsi

Naszym głównym partnerem handlowym od lat są Niemcy, do których trafia bez mała jedna trzecia polskiego eksportu. Na drugim miejscu są Włochy. I choć gospodarki tych krajów borykają się z kłopotami: produkt krajowy brutto Niemiec, największej gospodarki Europy, nie zmienił się w pierwszym kwartale, a Włoch — drugi kwartał z rzędu spada, polscy eksporterzy nie narzekają na brak popytu z ich strony.

— Sprzedajemy tam coraz więcej. W ostatnim półroczu korzystnie dla polskich przedsiębiorstw zmieniła się sytuacja zwłaszcza na rynku niemieckim — mówi Alicja Płonka, menedżer ds. eksportu w olkuskiej Emalii.

Chodzi o to, że niemieccy producenci mają bardzo wysokie koszty produkcji, co przekłada się na ceny towarów. Korzystają na tym firmy polskie oferujące podobne jakościowo, lecz tańsze wyroby.

— To dla nas duża szansa. W ostatnim czasie zwiększyliśmy sprzedaż do Niemiec około 15 proc. — dodaje Alicja Płonka.

Dobra recesja

Ekonomiści nie spodziewają się, by w tym roku gospodarki państw Europy Zachodniej zaczęły nagle przyspieszać.

— Z pewnością rok 2006 będzie lepszy niż 2005. Możemy spodziewać się zwiększenia popytu za granicą. Także na polskie produkty — przewiduje Marek Zuber, główny ekonomista IDM.

Okazuje się jednak, że słaba koniunktura w Europie dla naszych eksporterów nie musi oznaczać problemów. Wręcz przeciwnie.

— W okresie dekoniunktury szuka się tańszych substytutów kupowanych towarów. I polskie firmy mogą bardzo dobrze wpasować się w tę lukę — uważa Maciej Reluga, główny ekonomista BZ WBK.

Tańszych nie znaczy gorszych, bo — zdaniem Marka Zubera — polskie firmy konkurują nie tylko ceną, ale także coraz lepszą jakością.

Łukasz Tarnawa, główny ekonomista PKO BP, zwraca uwagę, że recesja w Niemczech wymusza na tamtejszych przedsiębiorstwach restrukturyzację, a także szukanie nowych, tańszych dostawców za granicą.

— Pamiętajmy, że Niemcy są największym na świecie eksporterem i to właśnie dynamicznie rosnący eksport jest kołem zamachowym ich gospodarki. Z tym wiąże się duże zapotrzebowanie na import zaopatrzeniowy. Polskie firmy na tym korzystają — dodaje ekonomista PKO BP.

Wzrostów ciąg dalszy

Ekonomiści spodziewali się, że w tym roku eksport „siądzie”, a rolę motoru gospodarki przejmą inwestycje. Podobnie prognozowali jednak także przed 2004 r. i podobnie się pomylili.

— Fakt, że dynamika eksportu znacznie przewyższa dynamikę importu — i to przy bardzo wysokiej bazie odniesienia z poprzedniego roku — wskazuje, że przynajmniej w pierwszym półroczu eksport wciąż będzie ciągnął wzrost gospodarczy — uważa Łukasz Tarnawa.

Według Marka Zubera, w całym 2005 r. dynamika eksportu będzie kilkunastoprocentowa.

— Nie powinniśmy jednak liczyć na tak dobre wyniki, jak w 2004 r., gdy eksport wzrósł o ponad 25 proc. — twierdzi ekonomista.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Bartosz Krzyżaniak

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Świat / Made in Poland? No to kupuję!