Madryt nowym ogniskiem kryzysu strefy euro

  • Jacek Kowalczyk
11-04-2012, 00:00

Inwestorzy wycofują kapitał z Hiszpanii i lokują go w Szwajcarii. To problem i dla polskiego rządu, i dla kredytobiorców

Widmo kryzysu strefy euro znowu straszy inwestorów na rynkach finansowych. Rentowność 10-letnich obligacji Hiszpanii wzrosła wczoraj o kolejne 0,2 pkt proc. i wyniosła już 5,95 proc. Hiszpańskie papiery ostatnio tak słabo były notowane na rynkach w listopadzie ubiegłego roku. Od początku marca oprocentowanie „dziesięciolatek” wzrosło już o 1,1 pkt proc.

— Problemy Hiszpanii sprawiły, że obligacje państw strefy euro znowu są głównym zmartwieniem inwestorów i powodują powrót napięć na rynkach finansowych — ostrzega Mansoor Mohi-uddin, strateg walutowy UBS AG.

Koniec sjesty

Wczorajsza ucieczka inwestorów od hiszpańskiego długu to przede wszystkim echo publicznych wypowiedzi tamtejszych oficjeli. Luis de Guindo, minister gospodarki, w jednym z wywiadów odmówił zapewnienia, że Hiszpania nie będzie potrzebowała zewnętrznej pomocy finansowej. Miguel Angel Fernandez Ordonez, prezes tamtejszego banku centralnego, stwierdził natomiast, że hiszpańskie banki mogą stracić płynność, jeśli recesja okaże się głębsza, niż się zakłada. Te dwie opinie wystarczyły, by inwestorzy wystraszyli się o perspektywy dla Eurolandu. A to nakręca spiralę strachu.

— Jeśli oprocentowanie hiszpańskich „dziesięciolatek” przekroczy psychologiczną barierę 6 proc., spowoduje to jeszcze większy strach na rynkach — zaznacza Marcin Kiepas, analityk X-Trade Brokers. Ucieczka inwestorów od hiszpańskich obligacji jest tym bardziej niepokojąca, że odbywa się akurat teraz, kiedy rząd Mariano Rajoya deklaruje drastyczne oszczędności budżetowe. Dwa tygodnie temu ogłosił najbardziej restrykcyjny od trzech dekad budżet, a w poniedziałek zapowiedział dodatkowe 10 mld EUR oszczędności. Skoro mimo to inwestorzy wyzbywają się hiszpańskich papierów, może to oznaczać, iż nie wierzą już, że zaciskanie pasa to skuteczny sposób rozwiązywania kryzysu w Eurolandzie.

Helwecki magnes

Rosnący koszt obsługi hiszpańskiego długu sprawia, że inwestorzy boją się też o inne państwa strefy euro. Rentowność włoskich „dziesięciolatek wzrosła wczoraj o 0,14 pkt proc. i sięgnęła 5,59 proc., czyli jest najwyższa od prawie dwóch miesięcy. Nieco mniejsze zwyżki odnotowano też w przypadku papierów Portugalii, Belgii czy Francji. Pogorszenie nastrojów na rynku długu nie omija Polski. Rentowność naszych „dziesięciolatek” wzrosła wczoraj o 0,02 pkt proc., do 5,60 proc. Kapitał wycofywany z rynku długu trafia w dużej mierze do Szwajcarii — kraju uznawanego za bezpieczną przystań. Tamtejszy rząd sprzedał wczoraj sześciomiesięczne bony skarbowe z ujemnym oprocentowaniem (-0,25 proc.). Czyli część inwestorów jest skłonnych nawet płacić Szwajcarom za to, żeby przechowali ich pieniądze. Ten napływ kapitału do Szwajcarii sprawia, że frank szwajcarski pewnie skazany jest na umocnienie. Waluta testuje barierę 1,20 za euro, ustanowioną przez Narodowy Bank Szwajcarii (SNB) jako granica, poniżej której będzie on drukowałpieniądze i skupował za nie euro. Jak podaje Bloomberg, w poniedziałek kurs na chwilę zszedł do 1,996, czyli najniżej września 2011 r., kiedy Szwajcarzy usztywnili franka.

— Jesteśmy w pełni przygotowani, by skupować waluty w nieograniczonej ilości. Nasza polityka w tej kwestii pozostaje niezmienna — grozi Thomas Jordan, prezes SNB.

Przepychanki między rynkiem a szwajcarskim bankiem mają duże znaczenie dla polskich kredytobiorców zadłużonych we frankach. Gdyby okazało się, że SNB jednak nie wytrzymuje presji i pozwala zejść poniżej 1,20 za euro, złoty mógłby zacząć gwałtownie tracić do złotego.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Kowalczyk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Waluty / Madryt nowym ogniskiem kryzysu strefy euro