Magia nazwiska

Conrad Wallenrodhe, adwokat w kancelarii Linklaters
opublikowano: 2010-11-26 00:00

Czy mecenas Dyzio Wygwizdalski może liczyć na sukces i długą listę klientów? A może mecenas Aleksander Temidalski lub jego wspólnik mecenas Korneliusz Staropolski będą mieli większe powodzenie? A pan, panie prezesie, z kim wolałby pójść na negocjacje?

Coś w tym jest, że pewne nazwiska dobrze się sprze- dają w środowiskach biznesowych, a inne trochę mniej. W pewnej mierze to kwestia stereotypów i uprzedzeń, w których tkwimy, najczęściej nieświadomie.

W Szwecji, gdzie ponad 22 proc. ludności nosi pospolite nazwiska kończące się na "-son", np. Svensson, Johansson czy Karlsson, stereotypy odnoszą się najczęściej do imion. Na przykład według większości adwokat powinien nosić imię bardziej "dostojne", jak Eric, Carl czy Gustav lub w przypadku kobiet Louise, Charlotte czy Ebba, a nie Ronny, Kevin czy Liam lub — dla pań — Sabina, Izabella czy Britney. Jeśli ktoś nie miał szczęścia urodzić się z "właściwym" nazwiskiem i jego brzmi zbyt pospolicie, to może je zmienić na bardziej adekwatne, zarówno do osobowości, jak i zajmowanego stanowiska. Nie ma bowiem innego narodu na świecie, który zmieniałby nazwiska tak często i chętnie jak Szwedzi.

Jest bardzo wiele dziedzin życia czy profesji zupełnie "neutralnych nazwiskowo", ale są i takie, gdzie nazwisko nie tylko ma znacznie, ale staje się wręcz znakiem towarowym, czyli "brandem" lub "trademarkiem" — jak ujęli- byśmy to naszą piękną polszczyzną, lekko jedynie doprawioną zielem angielskim.

Jednym ze środowisk, w których nazwisko ma znaczenie, jest świat biznesu, a w nim świat prawników biznesowych. Tutaj nazwisko może być zarówno na wagę złota, jak i działać odstraszająco — zależnie od wcześniejszych osiągnięć i dokonań pod tym nazwiskiem. Na nazwisko należy sobie bowiem zapracować i to latami — a jak się już zapracowało, to łatwo się tego nie odda.

Prawniczka zaczynająca karierę i osiągająca sukcesy pod panieńskim nazwiskiem niechętnie zmieni je w przyszłości na nazwisko męża, ryzykując utratę wypracowanego "prawniczego brandu". Dlatego wiele pań mecenas po zamążpójściu albo pozostaje przy własnym nazwisku, albo dodaje do niego nazwisko męża.

W rodzimym biznesie mamy już spory dorobek magicznych nazwisk, z którymi każdy chciałby "robić interesy". I choć za wcześnie jeszcze mówić — w stosunkowo młodej biznesowo Polsce — o dynastiach biznesowych na miarę starego Zachodu, zjawisko to już się pojawiło i będzie się rozwijało. Jest bowiem nośnikiem wartości i tradycji wypracowanych latami.

"Dobre" nazwisko budzi pozytywne skojarzenia, jest rozpoznawalne i łatwe do zapamiętania. Można to zaobserwować nie tylko w biznesie, ale także na scenie politycznej czy w świecie filmu i rozrywki. Z dobrego nazwiska można czerpać zysk, sławę i uznanie.

Są nazwiska neutralnie dobre, czyli "bezśrodowiskowe", oraz takie, które istnieją jako nazwiska w konkretnym środowisku, a poza nim są po prostu zwykłymi nazwiskami.

Prawnik czy biznesmen z "dobrym" nazwiskiem od razu umiejscawia się w podświadomości rozmówcy w odpowiednim kontekście i "zestawie wartości". Ta sama osoba "na dorobku", zatem jeszcze bez "nazwiska", musi liczyć na różne "dopełniacze", "dookreślniki" typu: "no, to ten od traktorów" albo "to wspólnik tego z nazwiskiem". Ale jak wiemy, do cierpliwych świat należy.

Niewątpliwie dobrze jest mieć "nazwisko", które otwiera wiele drzwi, ułatwia życie, prywatne i zawodowe, ludziom łatwo je zapamiętać... Jednak niejednemu nazwisko dostarczyło rozterki lub wręcz zgrozy i przeszkodziło w codziennym życiu, czasami do tego stopnia, że najchętniej zamieniłoby się je na zwykłe, pospolite, choćby na poczciwego szwedzkiego Svenssona.

Również w wymiarze międzynarodowym mnożyć można przykłady nazwisk niewywołujących żadnych emocji w jednym języku, a wzbudzających różne wrażenia w innym. Wie o tym dobrze, bo na własnej skórze doświadczył, autor niniejszego felietonu, który lat temu 14, po przyjeździe z "bezemocjonalnej" Szwecji do rozentuzjazmowanej Polski, stał się "ofiarą ani" — czyli ani taksówki nie zamówił, ani biletu do teatru, ani niczego innego na telefon, gdyż po podaniu imienia i nazwiska zamawiającego jedyne co usłyszał, to trzask odkładanej słuchawki. l

Możesz zainteresować się również: