Czy to prawda, że mozolną pracą można osiągnąć sukces? Prawda. I to duży. Dokonali tego Andrzej i Janina Sawaniewscy.
Zaczęli osiem lat temu właściwie bez pieniędzy. Dziś zatrudniają 20 pracowników w Olsztynie i w Białymstoku.
— Od początku zajmujemy się handlem hurtowym kosmetyków, oraz akcesoriów kosmetycznych. Obsługujemy w zasadzie całą północno-wschodnią Polskę, aż po Ciechanów i Siemiatycze — precyzuje 42-letni Andrzej Sawaniewski, właściciel olsztyńskiej hurtowni kosmetyków Savana.
Pięcioma busami docierają do prawie pół tysiąca odbiorców. Są wśród nich mniejsze i większe drogerie, sklepy chemiczno-kosmetyczne, a nawet lokalne sieci handlowe, takie jak na przykład PSS Społem w Olsztynie.
— Głównie handlujemy pielęgnacją, zapachówką i kolorówką. Ze sprzedania paczki zmywaczy do paznokci (20 sztuk) mamy tyle samo co ze sprzedaży szesnastu 2,5-kilogramowych paczek proszku do prania. Więc poszliśmy w kosmetyki, bo to się lepiej opłaca niż chemia gospodarcza — opowiada Andrzej Sawaniewski.
L’Oreal się nie bał
Savana oferuje ponad 4,5 tys. artykułów. Służą do pielęgnacji ciała, zaś tzw. kosmetyka kolorowa (pomadki, szminki, lakiery do paznokci i kredki do oczu) podkreśla urodę. Akcesoria kosmetyczne z tej oferty (pilniczki, nożyczki, szczotki do włosów itp.) oraz kilkanaście rodzajów perfum, m.in. Coty i duńskiej firmy Gosh, również pomagają ją uatrakcyjniać. O ich cenach można się dowiedzieć z wydawanej co miesiąc gazetki promocyjnej „Savana” z aktualną ofertą.
— Szybko dostrzegły nas poważne firmy kosmetyczne. Gdy się okazało, że potrafimy sprostać ich dużym wymaganiom, zaczęły z nami stałą współpracę — chwali się Andrzej Sawaniewski.
Największym dostawcą kosmetyków do Savany jest L’Oreal. Ale w jej hurtowni można kupić produkty również innych znanych firm zagranicznych, na przykład Welli, Schwarzkopfa czy Levera. Jest także duży wybór polskich kosmetyków, choćby Miraculum, Ziai, Bielendy, Inco-Veritas Celii, Joanny, Kolastyny, Polleny Ewy czy Beiersdorf-Lechii (Nivea). Dzienny obrót Savany sięga 50 tys. zł.
Ratują producentów
Andrzej i Janina Sawaniewscy pochodzą z Bartoszyc i w tym przygranicznym mieście na północy Polski rozpoczynali swój biznes. On, technik mechanizacji rolnictwa, naprawiał aparaty w budkach telefonicznych. A że miał smykałkę do handlu, więc od czasu do czasu jeździł do Turcji po dżinsy, swetry, bluzki i tym podobny towar. Sprzedawał go na bartoszyckim targowisku, a po przeprowadzce w 1991 roku — na olsztyńskim.
Szło nieźle, więc zainwestował na giełdzie i całkiem sporo zarobił. Później jednak przyszła bessa i jeszcze więcej stracił. Popadł w długi. Na szczęście znalazł ogłoszenie w gazecie. Poznańska firma kosmetyczna poszukiwała przedstawicieli handlowych. I tak — właściwie przez przypadek — wszedł w kosmetyki.
Po pewnym czasie zaczęła mu pomagać żona. Potem zatrudnili pierwszego pracownika. Firma szybko się rozwijała. W styczniu 2003 roku otworzyła filię w Białymstoku. Pięcioro jej pracowników obsługuje województwo podlaskie i częściowo mazowieckie.
— W zasadzie wszystkie zyski inwestujemy. A w czerwcu 2005 roku otworzyliśmy w Iławie swój pierwszy sklep — nie ukrywa zadowolenia szef Savany.
Z myślą o karnawale Savana zleciła na przykład wyprodukowanie lakieru z brokatem do włosów oraz dezodorantu w trzech zapachach. I sprzedała już prawie wszystko.
— Pomogliśmy też producentom. Gdybyśmy nie złożyli im tych zleceń, nie mieliby co robić — dodaje Andrzej Sawaniewski.
Satysfakcja
O tym, że Andrzej i Janina Sawaniewscy dobrze trafili w biznesie, mogą świadczyć wyniki ich pracy. W zeszłym roku olsztyński oddział Savany wystawił 20 tys. faktur, a białostocki — prawie 9 tys. Łącznie — na blisko 12 mln zł. Z obliczeń Janiny, która prowadzi w firmie księgowość, wynika, że zeszłoroczne obroty Savany były o blisko 14 proc. większe niż rok wcześniej.
Sukces zachęca ich do spróbowania importu z Unii Europejskiej. Przymierzają się do sprowadzania szamponów z Belgii.



