Majówkowy nabór na regulatora

W środku majowego długiego weekendu kancelaria premiera ogłosiła nabór na szefa URE. Kandydaci mają mało czasu na zgłoszenia.

Jeśli chcesz coś ogłosić, ale po cichu, to poczekaj na weekend. Zasadę znają giełdowe spółki, które złe wieści publikują najchętniej w Wigilię lub sylwestra. Nie wiemy, czy zasadę tę zna kancelaria premiera, ale na ogłoszenie naboru na stanowisko prezesa Urzędu Regulacji Energetyki (URE) wybrała majówkę.

Maciej Bando jest szefem URE od czerwca 2014 r. i kończy
pięcioletnią kadencję. Przez ostatnie dwa lata wielokrotnie krytykował rządowe
zmiany w legislacji energetycznej
Zobacz więcej

KRYTYK KOŃCZY KADENCJĘ:

Maciej Bando jest szefem URE od czerwca 2014 r. i kończy pięcioletnią kadencję. Przez ostatnie dwa lata wielokrotnie krytykował rządowe zmiany w legislacji energetycznej Fot. Marek Wiśniewski

Plan zrekrutowania nowego szefa URE nie jest zaskakujący, bo obecny prezes — Maciej Bando — kończy pięcioletnią kadencję 2 czerwca. Zaskakiwać może jednak harmonogram naboru.

Kandydaci na nowego szefa regulatora nie dostali wiele czasu na przygotowanie zgłoszenia. Papiery muszą dostarczyć do 16 maja (nie liczy się data na stemplu pocztowym). Jeśli ogłoszenie z 30 kwietnia dostrzegli dopiero po majówce, to na przygotowanie mają ledwie 10 dni. Decydujący głos w sprawie wyboru nowego szefa URE będzie miał premier Mateusz Morawiecki, bo to jemu, zgodnie z przepisami, podlega urząd. Ministerstwo Energii (ME) też chce jednak mieć tu coś do powiedzenia. Świadczy o tym projekt zmiany przepisów, dający ME duży wpływ na powoływania szefa URE. Projekt utknął jednak na etapie konsultacji, a negatywną opinię, wskazującą na niezgodność z prawem UE, przesłało m.in. Ministerstwo Spraw Zagranicznych.

Według naszych rozmówców, błyskawiczny konkurs może oznaczać, że zwycięzca jest już wytypowany. Wymagania obowiązkowe, wymienione w zgłoszeniu, są jednak standardowe, dosłownie przepisane z Ustawy prawo energetyczne, i nie zawężają grona kandydatów. Mowa w nich m.in. o wyższym wykształceniu i 3-letnim stażu pracy na stanowisku kierowniczym. O pewność co do wyniku naboru jednak w branży trudno. — Jeszcze niedawno był pomysł, by obecny prezes URE pozostał jeszcze przez jakiś czas na stanowisku i domknął trudne tematy — wskazuje jeden z rozmówców.

Pod względem formalnym mogłoby to być łatwe do przeprowadzenia. Maciej Bando mógłby, zgodnie z przepisami, pełnić funkcję do czasu powołania następcy. Gdyby nabór zakończył się brakiem rozstrzygnięć, taki scenariusz byłby możliwy. Maciej Bando mógłby się też ubiegać o wybór na drugą kadencję. Zapytaliśmy go, czy będzie kandydował, ale rzeczniczka prasowa odpowiedziała, że komentarza nie będzie.

Maciej Bando jest prezesem URE od czerwca 2014 r. Wcześniej, od stycznia 2012 r., pełnił obowiązki wiceprezesa urzędu. Jest absolwentem wydziału elektrycznego Politechniki Warszawskiej, w latach 2002-09 związany był z PGE, m.in. jako wiceprezes Elektrowni Szczytowo- Pompowych (obecnie PGE Energia Odnawialna) oraz dyrektor biura inwestycji w PGE Dystrybucja Warszawa Teren. Przez ostatnie dwa lata Maciej Bando wielokrotnie krytykował projekty zmian w przepisach energetycznych, m.in. tzw. Lex Energa, czyli ustawę napisaną na potrzeby państwowej spółki Energa. Negatywnie oceniał też tzw. ustawę prądową, przeforsowaną przez Krzysztofa Tchórzewskiego, ministra energii, która zamroziła ceny energii.

— Możemy mówić o końcu rynku energii elektrycznej. W jednej chwili cofnęliśmy się o 30 lat, w których obserwowaliśmy powolną jego liberalizację — mówił Maciej Bando.

Zgodnie z przepisami, szef URE może zostać odwołany przez premiera wyłącznie w określonych przypadkach, m.in. za rażące naruszenie prawa, skazanie prawomocnym wyrokiem za umyślne przestępstwo czy w przypadku choroby.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Magdalena Graniszewska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu