Robert Bou-Simon, który był szefem działu swapów w londyńskim biurze, twierdzi, że był źle traktowany przez kolegów i menedżerów i ostatecznie zmuszony do rezygnacji z pracy. Stał się też obiektem drwin, gdyż kibicował zachodniolondyńskiemu klubowi piłkarskiemu Chelsea oraz był fanem australijskiej narodowej drużyny rugby.
Zgodnie z nieformalną tradycją w BGC, każdy z pracowników, który sfinalizuje pierwszą transakcję, musi przejść proces inicjacji polegający na bieganiu, czołganiu się po podłodze, podczas gdy pozostali pracownicy polewają go wodą. Zdaniem Bou- -Simona, proceder jest niebezpieczny, co uzasadnił wypadkiem, jaki miał jeden z poprzedników — musiał być hospitalizowany po zderzeniu z meblem. Tymczasem BGC tłumaczy, że zarzuty są bezpodstawne, a sam skarżący był przedmiotem postępowań dyscyplinarnych, m.in. z powodu zaśnięcia przy biurku. Bou-Simon, który jest obywatelem Australii, był zatrudniony w BGC dwukrotnie.
Pracował w firmie w latach 2000-05, a następnie dołączył do nowego zespołu w lutym 2012 r. Obecnie jest zatrudniony w Capital Markets. Prawnik skarżącego nie chciał powiedzieć, jakiego odszkodowania domagać się będzie jego klient. Średnio w przypadku takich rozpraw w grę wchodzą kwoty około 70 tys. GBP (ponad 350 tys. zł).