Maklerzy z Aliora odskoczyli konkurencji

opublikowano: 13-02-2018, 22:00

Opłaca się być dostępnym dla klienta — przez telefon albo w placówce. Warto też uczestniczyć w IPO. Tym wyróżnia się czołówka szóstej edycji naszego rankingu rachunków do inwestowania na giełdzie

Tak jak w latach ubiegłych, porównaliśmy rachunki maklerskie z myślą o inwestorze indywidualnym. Po kilku latach doświadczeń istotnie jednak zmieniliśmy metodologię. Doszliśmy do wniosku, że 135 tys. zł obrotu na rynku akcji miesięcznie plus 15 kontraktów indeksowych to zdecydowanie za dużo. Tym bardziej że z badań prowadzonych rokrocznie przez Stowarzyszenie Inwestorów Indywidualnych (SII) wynika, że giełdowe pochodne są wśród nich mniej popularne niż produkty TFI, obligacje czy nawet Forex.

Przyjęliśmy więc założenie, że nasz inwestor operuje wyłącznie na rynku akcji. Przy tym nie jest krezusem, ale raczej człowiekiem ponadprzeciętnie sytuowanym. Jego portfel to 180 tys. zł. Wartość tę określiliśmy proporcjonalnie do udziału inwestorów o portfelach wartości 50-500 tys. zł w badaniach SII z ostatnich pięciu lat.

Pięcioletnią średnią zaokrągliliśmy do równych 5 tys. zł. Tak jak w ostatnich pięciu latach rozkładają się deklaracje badanych przez SII na temat tego, na jakie okresy kupują akcje, tak podzieliliśmy obrót naszego inwestora. W rezultacie 37 proc. kapitału inwestuje on na okres dłuższy niż rok. Przyjęliśmy więc, że raz w roku dokona z tego tytułu kupna lub sprzedaży akcji na kwotę 66,6 tys. zł. Kolejne 39 proc. kapitału lokuje na okres dłuższy niż miesiąc i krótszy niż rok. Oznacza to, że musi w tym samym roku dokonać zarówno transakcji kupna, jak i sprzedaży. Daje to roczny obrót rzędu 140,4 tys. zł. Tak samo potraktowaliśmy pulę przypadającą na deklaracje o inwestycjach krótszych niż miesiąc.

Nie uznaliśmy za właściwe przyjęcie założenia, że papiery za 48 tys. zł kupuje i sprzedaje co miesiąc, bo z ankiet SII wyłania się zdecydowana przewaga inwestorów lokujących kapitał na okresy dłuższe niż miesiąc. Nasz inwestorma zaś być inwestorem, a nie traderem. Handluje wyłącznie przez internet, a w efekcie wszystkich operacji dokonuje rocznego obrotu rzędu 293,4 tys. zł. To wielokrotnie mniej niż w latach ubiegłych, gdy jego obroty przekraczały 1,5 mln zł. Doszliśmy jednak do wniosku, że nowa metodologia bardziej odzwierciedla realia. Może się do niej przyrównać zarówno nasz hipotetyczny inwestor, jak i mniej zasobny, ale bardziej aktywny. Na potrzeby obliczania prowizji założyliśmy przy tym, że roczny obrót rozkłada się równomiernie na wszystkie miesiące, a nasz inwestor nie dokonuje transakcji tak małych, by z prowizji określonych procentowo wpaść w prowizje kwotowe.

Prowizje nie dominują

Zwyciężył rachunek maklerski w Alior Banku, za nim uplasowały się rachunki w Centralnym Domu Maklerskim Pekao i Domu Maklerskim Pekao. Właściwie powinniśmy im przyznać drugie miejsce ex aequo i tym samym wypełnić podium. Ponieważ jednak wykorzystywanie dwóch licencji przez Bank Pekao to zaszłość historyczna, obaj brokerzy mają takie same tabele opłat i wiąże ich unia personalna kierownictwa, przyznaliśmy również trzecie miejsce. Zajął je rachunek eMakler z mBanku.

Znamienne, że na podium nie znalazł się żaden z trzech brokerów oferujących zdecydowanie niższe prowizje od konkurencji. DM Banku BPS ze swoimi 0,13 proc. zajął dopiero czwarte miejsce. Jeszcze dalej uplasowali się dotychczasowi zwycięzcy naszych rankingów — DB Securities oraz ING Bank Śląski — z prowizjami 0,19 proc. To ewidentny efekt zmiany metodologii. Przy obrotach rzędu setek tysięcy zamiast 1,5 mln zł sama prowizja za handel akcjami ma po prostu mniejsze znaczenie, mimo że tak jak w latach ubiegłych wszystko przeliczaliśmy na pieniądze i każdego złotego wypadającego z portfela inwestora traktowaliśmy jako swoisty punkt karny. Następnie wynik zwycięzcy zastąpiliśmy 100 pkt., a rezultaty konkurencji przeliczyliśmy w relacji do wyniku lidera. Opłatom związanym z handlem i prowadzeniem rachunku przypisaliśmy 70-procentową wagę. Pozostałe 30 proc. oceny przyznaliśmy za coś, co można określić jako szeroko rozumiany komfort obsługi.

Co się liczy

Punktem wyjścia dla obliczeń dotyczących komfortu obsługi był status materialny naszego inwestora. Założyliśmy, że nie jest krezusem, ale zarabia ponadprzeciętnie. Równowartość przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia w sektorze przedsiębiorstw bez wypłaty nagród z zysku z ubiegłego roku (4529,19 zł) dostaje do ręki. Każda godzina urwania się z pracy lub spóźnienia może go więc kosztować 28,31 zł. Co braliśmy pod uwagę, oceniając komfort obsługi? Głównie godziny obsługi telefonicznej i sieć placówek.

Niezręcznie jest rozmawiać w pracy na tematy związane z obsługą rachunku. Premiowaliśmy więc obsługę telefoniczną poza godzinami 8-18. Każdą godzinę poza wspomnianymi widełkami wyceniliśmy na 8 godzin pracy naszego inwestora rocznie. Kwotę tę odejmowaliśmy od kosztów prowadzenia rachunku. W podobny sposób premiowaliśmy posiadanie ponad dziesięciu oddziałów. Za każdy z przedziału 11-20 odpisywaliśmy od kosztów prowadzenia rachunku równowartość 2 godzin pracy naszego inwestora. Za każdy następny — pół godziny. Uwzględnialiśmy wyłącznie placówki domów maklerskich, odrzucając bankowe, agentów firmy inwestycyjnej itp. Gdy potrzeba, często okazuje się, że z różnych powodów nie można w nich załatwić wszystkiego.

Alior Bank zwyciężył w dużej mierze dzięki bonusom za komfort użytkowania. Już w zeszłym roku — gdy prowizje miały większe znaczenie — zajął dzięki temu trzecie miejsce. Wyróżnia się tym, że jako jedyny na rynku oferuje całodobową obsługę telefoniczną. Zyskuje dzięki temu sporo punktów. Godziny obsługi telefonicznej pomogły też rachunkowi eMakler z mBanku. Użytkownicy obu mogą korzystać z aplikacji mobilnej do składania zleceń. Brokerów, którzy nie mają aplikacji mobilnej ani mobilnej strony www, obciążaliśmy czterema godzinami pracy naszego inwestora. Wysokie miejsce rachunków Banku Pekao to zaś w dużej mierze zasługa utrzymywania sporej liczby oddziałów.

Braliśmy pod uwagę standardowe tabele opłat. Nikt nie zyskał w naszym zestawieniu w konsekwencji zaoferowania lepszych stawek w pierwszym roku po podpisaniu umowy członkom Stowarzyszenia Inwestorów Indywidualnych (SII) lub studentom. Na potrzeby brokerów, którzy pobierają osobną opłatę za przechowywanie walorów,przyjęliśmy, że w dniu jej pobrania mają one wartość 180 tys. zł, czyli równowartości całego portfela naszego inwestora. Z badań SII wynika, że osoby z takim portfelem zaczynają już bywać na walnych zgromadzeniach — przyjęliśmy więc, że nasz inwestor zdecyduje się na to raz w roku. Trzy razy wypłaci zaś przez internet pieniądze z rachunku maklerskiego na zwykłe konto bankowe. © Ⓟ

Kwestia IPO

Założyliśmy, że nasz inwestor brał udział w ofertach pierwotnych, w ramach których inwestował po 20 tys. zł. Jako że w ofertach pierwotnych nie biorą zazwyczaj udziału wszystkie biura, a prowizje są niższe niż standardowe, do wyliczenia kosztów udziału w ofertach pierwotnych posłużyliśmy się ofertami Dino Polska, Getbacku i Play Communications — trzema największymi w zeszłym roku. W przypadku brokerów oferujących akcje tych spółek posłużyliśmy się rzeczywistymi kosztami zapisów. Pozostałym przypisaliśmy koszty, jakie poniósłby ich klient, zapisując się na akcje u konkurenta o najniższej opłacie za transfer papierów do innej instytucji, niepobierającego jednocześnie opłaty za samo prowadzenie rachunku.

Do suboceny za komfort obsługi doliczyliśmy przy tym wartość czterech godzin pracy naszego inwestora za każdą ofertę, z której nie mógł skorzystać w swoim macierzystym biurze. To ekwiwalent czasu, jaki musiałby poświęcić na formalności związane z otwarciem innego rachunku i transfer instrumentów. Jest to także o 2 godziny więcej niż w zeszłym roku. Ale uznaliśmy, że poważnych IPO nie ma wiele i należy wyraźniej premiować domy maklerskie, które uczestniczą w konsorcjach detalicznych. Cała trójka brokerów, która zajęła miejsce na podium, brała udział w największych IPO, a poza nimi był tylko jeden taki dom maklerski.

Zdyskwalifikowani

W rankingu nie uwzględniliśmy Noble Securities i Banku BGŻ BNP Paribas. Udostępniają klientom notowania wyłącznie przez platformę Sidoma. Pozwala ona na dostęp do notowań historycznych zaledwie do roku wstecz. Uznaliśmy, że to za mało. Nie wzięliśmy też pod uwagę rachunku Ipopemy Securities. Nie pozwala on handlować kontraktami terminowymi. Choć nasz inwestor tego nie robi, to nie ma przez to dostępu do pełnej oferty GPW.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Kamil Kosiński

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Maklerzy z Aliora odskoczyli konkurencji