Jest zbyt wcześnie by mówić, że rynek osiągnął poziom docelowy. Ale ani nasz rynek nie zareagował kontynuacją przeceny obligacji na piątkowe dane o inflacji producentów (23,7 proc.), ani niemiecki, gdzie PPI sięgnął 33,5 proc. W obydwu przypadkach odczyty są zapowiedzią dalszego wzrostu inflacji i zapewne też spowolnienia gospodarczego i wszystkiego, co w gospodarce najgorsze, a jednak wyprzedaż nie była kontynuowana, nie widzieliśmy nowych szczytów rentowności, nowych rekordów wyceny stóp procentowych.

Rynek wygląda na wykończony skalą ostatniej przeceny. Możliwe, że w kierunku obligacji przepływa kapitał z rynków akcyjnych, gdzie ostatnio nie działo się najlepiej, a perspektywy też trudno uznać za różowe. Ale nie jest to bynajmniej argument za budowaniem długiej pozycji w papierach o stałym oprocentowaniu. Do takiego zakładu potrzeba czegoś więcej niż przeczucie czy przekonania o zbliżającej się korekcie. Obecna rentowność naszych obligacji – choć osiąga niewiedziane od dekad poziomy – jest zaledwie normą, jeśli prześledzić różnicę między wysokością stopy referencyjnej i rentownością obligacji dziesięcioletnich. A przecież WIBOR już zdyskontował podwyżki o kolejnych 100 pkt i jeśli chodzi o krótkoterminowe przewidywania wyrażane stawkami WIBOR, to rynek tu zwykle się nie myli. Rentowności mogą jeszcze wzrosnąć, zanim zaczną spadać.
Co innego rynek kontraktów FRA lub IRS – tu grają rolę nie tylko przewidywania ekonomistów, ale także emocje tym większe, im bardziej zmienny jest rynek. I tu faktycznie pojawiają się okazje do gry kontrariańskiej, jeśli ktoś ma takie akurat zacięcie i możliwości. Na razie mamy nakreśloną perspektywę na najbliższe miesiące (szczyt inflacji w okolicach 15 proc. w wakacje), ale co się wydarzy po nich? Kiedy okaże się, że gazu przed zimą może jednak zabraknąć dla wszystkich, że susza odbiła się na zbiorach, a Chiny odeszły od lockdownów i popyt na ropę wzrośnie? Owszem, czarne scenariusze można kreślić w nieskończoność i zawsze brzmią one dobrze. Ale ten pomyślny – spadek cen gazu, ropy i udane zbiory brzmi dziś jak zakończenie disneyowskiej kreskówki.
Zapisy w publicznej emisji rozpoczął Kruk, który na dobry początek oferuje około 9,7 proc. w pierwszym okresie odsetkowym, a w kolejnych WIBOR 3M plus 3,3 pkt proc. Echo, które zapisy prowadziło do poprzedniego piątku oferowało 4 pkt ponad WIBOR 6M, czyli na dziś byłoby to ponad 10,6 proc. Od miesięcy przekonywałem, że obligacje korporacyjne indeksowane do WIBOR to jeden z nielicznych sposobów lokowania gotówki w taki sposób, by uciec przed kłopotami. Powoli jednak rynek zbliża się też do kolejnych punktów krytycznych – emitenci obligacji też mają swoją zdolność kredytową, też muszą te podwyższone odsetki regulować, a ich wpływ na marże netto jest już widoczny w raportach za I kwartał. Dla przypomnienia – zaczęliśmy go z WIBOR na poziomie 2,5 proc., a zakończyliśmy na 4,8 proc. Minęło kilka tygodni, a wydaje się, że cała epoka.
I część emitentów reaguje. Ghelamco zapowiedziało przedterminowy wykup czterech serii obligacji, które w czerwcu weszłyby w nowe okresy odsetkowe z kuponami przekraczającymi 11 proc. Przy nadmiarze gotówki (Ghelamco sprzedało Google swój flagowy projekt w pierwszym kwartale) spłata zobowiązań, których obsługa kosztuje coraz więcej to dobry kierunek. Czy inni emitenci też będą myśleli w ten sposób? Za każdym razem sytuacja jest inna, płynność też jest wartością w czasie, kiedy potrzeba coraz więcej pieniędzy na opłacenie dostawców, wykonawców i pracowników.
