Mali producenci nalewek topią się w koncesji

Michalina SzczepańskaMichalina Szczepańska
opublikowano: 2015-05-11 00:00

Niskie limity produkcji, wysokie opłaty za zezwolenie. Producenci regionalnych trunków są w odwrocie.

Do nieustającego narzekania przedsiębiorców zazwyczaj podchodzi się z rezerwą. Mali producenci alkoholu wysokoprocentowego tłumaczą, że mają ku temu podstawy. Na razie nikt ich nie słucha.

— Oczywiście firmy zawsze narzekają, bo chcą, by zdjąć z nich obciążenia, ale sytuacja małych producentów alkoholi jest naprawdę fatalna. Podwyżka akcyzy dała w kość również handlowi, który — poszukując oszczędności na kurczącym się rynku — przerzucił na małe firmy koszt zezwolenia na handel hurtowy, w większości odmówił przyjęcia powiększonych o podwyżkę akcyzy cenników, co tak naprawdę wyklucza małe podmioty z nowoczesnego kanału — mówi Leszek Wiwała, prezes Związku Pracodawców Polskiego Przemysłu Spirytusowego.

Być albo nie być

Zezwolenie na hurtowy handel alkoholem to 45 tys. zł rocznie. Pozwala sprzedawać 500 tys. litrów czystego alkoholu. Sęk w tym, że małe podmioty, a tych w Polsce jest 33, mają z definicji pozwolenie na produkcję nie wyższą do 10 tys. litrów czystego alkoholu, czyli 50 razy mniej, a płacą tyle samo.

— Sieci handlowe poinformowały nagle producentów w zeszłym roku, że to na nich spoczywa obowiązek posiadania zezwolenia na handel hurtowy,bo one są detalistami, a zamówienie do centralnego magazynu jest tak naprawdę zamówieniem nie hurtowym, lecz dla wielu pojedynczych sklepów — tłumaczy szef ZP PPS.

— Bez zezwolenia hurtowego nie możemy bezpośrednio dostarczać również do małych sklepów, lecz korzystać z pośrednika, czyli hurtowni. Oznacza to dodatkowe marże i wyższą cenę dla konsumenta — mówi Krzysztof Maurer, założyciel Manufaktury Maurera, produkującej m.in. okowity. Zdaniem Leszka Wiwały, dla dużego producenta 45 tys. zł rocznie jest do zaakceptowania, ale dla małego to kwestia być albo nie być. W tym wypadku — nie być.

— Handel alkoholem przenosi się do nowoczesnego kanału. Jeszcze pięć lat temu 70 proc. mocnego alkoholu sprzedawano w małych sklepach. Dzisiaj dominują duże sieci handlowe. Z jednej strony mały producent, aby się rozwijać, powinien być w sieci, ale z drugiej — przestało go być na to stać — twierdzi Leszek Wiwała.

10 zł ekstra na butelce

Leszek Wiwała spodziewa się, że i tak nieliczna grupa małych jeszcze zmaleje. Tymczasem w Niemczech działa niemal 20 tys. przedsiębiorców.

Wydawało się, że branża zacznie się rozwijać, tak jak rozwinęli się mali piwowarzy. Jednak produkcja i sprzedaż napojów spirytusowych są przeregulowane — mówi szef ZP PPS.

12 maja odbędzie się połączone posiedzenie Komisji Ochrony Środowiska, Zasobów Naturalnych i Leśnictwa, Komisji Finansów Publicznych, Komisji Samorządu Terytorialnego i Polityki Regionalnej, podczas którego ma być mowa o zezwoleniach hurtowych.

— Apelujemy do polityków wszystkich opcji o poparcie małego biznesu, ale na razie bezskutecznie. To nie jest tak, że nie chcemy płacić. Chcemy, ale proporcjonalnie do tego, co sprzedajemy. Przez to wszystko przebrnąłem, mam koncesję hurtową, ale to oznacza dla konsumenta w sumie 10 zł więcej na butelce — twierdzi Krzysztof Maurer.

— Mówimy o regionalnych produktach z wyższej półki, które są ręcznie robione, a ich proces produkcji długotrwały. Nie konkurujemy więc z dużymi graczami, bo to zupełnie inny typ produktu, ale ze strony polityków słyszymy, że obniżenie opłat dla nas oznaczałoby zaburzenie konkurencji. Chwalimy się wszędzie lokalną produkcją — serami czy kiełbasami, i ją wspieramy, a o nas zapomniano — dodaje Karol Majewski, twórca Nalewek Staropolskich. 33 producentów płacących za hurtową koncesję to niecałe 1,5 mln zł rocznie dla budżetu.

— Dla skarbu państwa to niewielka suma. Gdyby obciążenia fiskalne były mniejsze, byłoby nas więcej, więcej byśmy sprzedawali, więc i wpływy by się zwiększyły — przekonuje Karol Majewski.

— Oznaczałoby też ograniczenie szarej strefy. Wysokie opłaty prowadzą do rozwoju bimbrownictwa i przemytu alkoholu — dodaje Krzysztof Maurer. © Ⓟ