Każdy dziś może otworzyć sklep z markowymi i modnymi ciuchami. A wszystko dzięki franczyzie.
Robert Będziński jest franczyzobiorcą polskiej firmy Etos, właściciela marki Diverse. Ma dwa sklepy — w Gdańsku i we Włocławku.
— Biorąc licencję, podejmuję ryzyko, ale mam zapewniony marketing i kontakt z klientem. Franczyza jest przyszłościowa — uważa Będziński.
Marcin Przybojewski kupił franszyzę od Levi’sa. Ma sklepy w Jankach, Warszawie, Łodzi i Nadarzynie. Planuje otwarcie kolejnych.
— Z branżą odzieżową jestem związany od 1993 r. Przez kilka lat byłem doradcą, ale zawsze chciałem prowadzić sklep. Zależało mi na sprawdzonym schemacie, rozpoznawalnej marce i pomocy w aranżacji lokalu. Jeśli ktoś chce szybko wystartować w tym biznesie, franczyza jest idealnym rozwiązaniem. W przyszłym roku planuję otwarcie nowego sklepu w Łodzi, zamierzam także dotrzeć na rynek wrocławski i prowadzić tam dwa sklepy — mówi Przybojewski.
Franczyza kusi przedsiębiorców przede wszystkim możliwością obcowania ze znaną marką. Małgorzata Bogucka kupiła licencję tureckiej firmy DSD, przedstawiciela skórzanej odzieżowej marki Derri.
— Wcześniej działałam w bankowości i branży motoryzacyjnej. W Bydgoszczy brakowało sklepu z markową odzieżą skórzaną. Podpisując umowę, zdecydowałam się na prowadzenie działalności na podstawie sprawdzonego systemu ograniczającego ryzyko niepowodzenia. To atut franczyzy. Koszty aranżacji nie były wysokie, bo miałam już dobrze przygotowany lokal — mówi Małgorzata Bogucka.
Ubrania lubią franczyzę
Franczyzę lub współpracę partnerską w branży odzieżowej oferują m.in. właściciele takich marek, jak: Diverse, House, Levi’s, Lee Cooper, Okazja, Tatuum, Reporter, Szame, Derri, Quiosque czy Tally Weijl. Żeby stać się franczyzobiorcą i sprzedawać markowe ciuchy, wystarczy mieć lokal w ruchliwym miejscu i trochę pieniędzy.
— Interesują nas lokalizacje w galeriach handlowych lub przy głównych ulicach miast — mó- wi Marek Jamroż, przedstawiciel firmy Etos, właściciela marki Diverse.
W branży odzieżowej nie ma ograniczeń, czego przykładem może być Tomasz Więckowski z Koszalina, który jednocześnie reprezentuje marki House i Quiosque oraz Big Star.
— Przez 10 lat byłem dyrektorem handlowym sieci spożywczej. Przypadkowo zacząłem się przyglądać dobrze prosperującym firmom odzieżowym i franczyzie. W moim mieście otwierano galerię i szukano biorcy Big Stara. Zdecydowałem się podjąć tę pracę. W 2003 r. rozpocząłem współpracę z przedstawicielami marek Quiosque i House. Moja wiedza i pomysły franczyzodawców okazały się doskonałym połączeniem — twierdzi Więckowski.
W sieci
Sieci narzucają franczyzobiorcy sposób aranżacji lokalu według dostarczonego projektu, jednak za jego wykonanie płaci już właściciel sklepu. Agnieszka Czekaj kupiła licencję marki Szame, której właścicielem jest polskie FHP Giewont, i właśnie otwiera drugi punkt w Lublinie.
— W licencję zainwestowałam jedynie 2 tys. zł, bo wynegocjowałam dobre warunki. W aranżację sklepu i towar — około 80 tys. zł. Wcześniej zajmowałam się kamieniarstwem. Branża odzieżowa jest bardziej kobieca, dlatego dobrze mi się współpracuje z franczyzodawcą — mówi Agnieszka Czekaj.
Firmy proponują tańsze lub droższe warianty, wybór należy do klienta.
— Kiedy zostałem franczyzobiorcą, wyłożyłem duże pieniądze na aranżację sklepu. Płaciłem 2 tys. zł za mkw. lokalu. Zaryzykowałem, ale firma zapewnia mi marketing, towar i kontakt z klientem, ale sama też ma korzyści ze środków, które ja inwestuję w aranżację sklepów — twierdzi Robert Będziński.
Dawcy licencji marek odzieżowych zapewniają, że ich partnerzy otrzymają opiekę zarówno szkoleniową, jak i marketingową. Szwajcarska firma Tally Weijl oferuje bezpłatne szkolenie m.in. w zakresie obsługi systemu kasowego, prowadzenia dziennych raportów i technik sprzedaży. Podobnie firma Giewont.
Cena licencji
System franczyzowy nie jest jednolity. Dlatego różne firmy proponują współpracę na różnych warunkach. Często pierwszą inwestycją jest tzw. opłata licencyjna.
— Za naszą licencję trzeba zapłacić 2-4 tys. zł, zależnie od wielkości lokalu — mówi Jowita Bojda, przedstawicielka firmy FHP Giewont, właściciela marki Szame.
Są także sieci, które na dzień dobry wymagają wpłaty od 15 do nawet 70 tys. zł.
— Pobieramy 15 tys. zł opłaty licencyjnej, ale suma ta zawiera także koszt projektu architektonicznego — zapewnia Henryk Radomski, przedstawiciel PBH, właściciela polskiej sieci Quiosque.
Jednak nie wszystkie firmy stosują opłaty wstępne.
— Nie pobieramy opłat. Jesteśmy dostawcą towaru i uważamy, że nasz zysk powinien zależeć od wyników sprzedaży partnera — mówi Anetta Pszczołowska, przedstawicielka firmy DSD.
Okiem eksperta
Wolność i ustalone reguły gry
Franczyza to sprawdzony pomysł na biznes. Oferuje wolność w prowadzeniu, zarządzaniu i kierowaniu własną firmą. W tym systemie odpowiedzialność biorcy licencji polega na pod- porządkowaniu się regułom zawar-tym w umowie z jej dawcą, bo on jest właścicielem znaku towarowego i marki sieci.
MICHAŁ WIŚNIEWSKI, dyrektor działu analiz, Profit System