Mało kto chce płacić na nadzór

Katarzyna Sadowska
opublikowano: 2010-03-17 00:00

Nadzorowane instytucje niechętnie płacą składki na działalność regulatora, ale głośno o tym nie mówią.

Finansowaniem KNF zajmie się specjalna grupa robocza

Nadzorowane instytucje niechętnie płacą składki na działalność regulatora, ale głośno o tym nie mówią.

Ciszej nad tym budżetem — zdają się mówić instytucje, z których składek finansowana jest działalność Komisji Nadzoru Finansowego (KNF), czyli banki, fundusze, zakłady ubezpieczeń i instytucje rynku kapitałowego. Niby wszystko jest w porządku, ale coraz częściej słychać głosy, że finansowanie działalności regulatora wymaga reformy. Nad sprawą pochyli się specjalna grupa robocza przy Ministerstwie Finansów, a dokładnie — pod patronatem Rady Rozwoju Rynku Finansowego.

Czas na refleksję

— To dobry moment, by po kilku latach funkcjonowania zintegrowanego nadzoru przyjrzeć się finansowaniu urzędu. Na tym etapie nie ma tu nic do udowodnienia. Dyskusja jest zupełnie otwarta — mówi Dariusz Daniluk, podsekretarz stanu w Ministerstwie Finansów i przedstawiciel resortu w KNF.

Zaproszenia do grupy roboczej dostały zainteresowane instytucje (m.in. banki TFI, PTE itd.) i izby je zrzeszające. Niechętnie jednak dzielą się opiniami o budżecie regulatora.

— Członkowie zarządu GPW będą uczestniczyć w pracach grupy — ucina Marcin Przeszłowski z biura prasowego GPW.

Nie odpowiada na pytania, czy należy coś zmienić w systemie finansowania KNF i czy grupa robocza jest w ogóle potrzebna. Komentarza odmówił też Krajowy Depozyt Papierów Wartościowych (KDPW). Poinformował tylko, że do grupy dołączy prezes Iwona Sroka.

Banki są na tak

— Wiem, że banki narzekają, bo płacą najwięcej — mówi proszący o anonimowość przedstawiciel instytucji finansowej.

Faktycznie — pokrywają w ponad 70 proc. blisko 200-milionowy budżet nadzoru.

— Dla sektora bankowego ważne jest, by w Polsce działał profesjonalny, skuteczny i sprawnie funkcjonujący nadzór. Jednak koszty nadzoru pokrywane obecnie przez banki stanowią znaczącą pozycję w ich portfelach — mówi Joanna Tylińska, doradca prezesa Związku Banków Polskich (ZBP).

Jej zdaniem to stawki należące do najwyższych w Europie.

— Na 1 mln EUR sumy bilansowej banków przypada 188 EUR kosztów nadzoru, a na 1 mln EUR udzielonych kredytów — 359 EUR. To kwoty kilkukrotnie wyższe, niż w większości innych krajów UE — przekonuje Joanna Tylińska.

ZBP popiera powołanie grupy roboczej.

Budżet nadzorcy zdaje się nie być tematem numer jeden dla funduszy. Przynajmniej oficjalnie.

— Nie zastanawiałem się głęboko nad tą kwestią — przyznaje Grzegorz Chłopek, wiceprezes ING PTE.

— Pogodziliśmy się z taki systemem finansowania KNF, gdy powstawał zintegrowany urząd i nie jest to chyba najbardziej palący problem — mówi Andrzej Gładysz, członek zarządu Aviva PTE.

Opłaty od PTE i firm ubezpieczeniowych to jednak "tylko" 20 proc. budżetu KNF. Pieniądze faktycznie mogą nie być najistotniejszą kwestią, ale pretekstem do rozpoczęcia dyskusji o sposobie działania KNF.

— Jeśli chodzi o ogólną formułę, model zintegrowanego nadzór jest poprawny. Trzeba jednak przyjrzeć się temu, czy deklarowane przy powoływaniu go cele zostały osiągnięte, a jeśli nie, to dlaczego. Na ten temat powinien powstać publiczny raport, a na razie go nie ma, są tylko spekulacje — mów Andrzej Sadowski z Centrum im. Adama Smitha.

Urząd się niepokoi

KNF trochę niepokoi się wynikami prac grupy.

— Dyskusja nad przejrzystością finansowania nadzoru jest pożyteczna, ale niebezpiecznie byłoby, gdyby przybrała formę politycznego nacisku na niezależny urząd. Można przypuszczać, że gdyby Ministerstwo Finansów przeprowadziło wśród podatników ankietę, czy chcą płacić podatki, odpowiedź byłaby negatywna. Konsultacje prowadzone przez ministra Dariusza Daniluka wśród podmiotów nadzorowanych przez KNF będą chyba miały podobny wynik — mówi Łukasz Dajnowicz, rzecznik KNF.

W pracach grupy uczestniczyć będzie kilku pracowników urzędu.

Banki płacą więcej,

bo wymagają więcej pracy

Jacek Socha

były przewodniczący KPWiG, partner w PricewaterhouseCoopers

Finansowanie Komisji Nadzoru Finansowego ze składek instytucji nadzorowanych to lepsze rozwiązanie niż finansowanie z budżetu. Taki model wprowadziliśmy w połowie lat 90. i zdaje on egzamin m.in. dzięki lepszemu kontaktowi między nadzorcą a instytucjami nadzorowanymi. Jeśli natomiast chodzi o ogólne funkcjonowanie nadzoru, to na świecie są dwa podejścia: scentralizowane i zdecentralizowane, jak np. Wielkiej Brytanii, czy USA. Doświadczenia ostatnich lat pokazały, że ani jeden, ani drugi model nie poradził sobie w pełni z kryzysem.

Na problem funkcjonowania nadzoru trzeba też spojrzeć z punktu widzenia ryzyka, jakie podejmują nadzorowane podmioty. Jest ono diametralnie różne w przypadku instytucji rynku kapitałowego i banków. Ratowanie sektora bankowego i części ubezpieczeniowego w kryzysie kosztowało świat biliony dolarów. Rynek kapitałowy ucierpiał pewnie jeszcze bardziej, ale sam pokrył straty.

Warto też zauważyć, że co prawda sektor bankowy płaci w Polsce na nadzór najwięcej, ale też wymaga od nadzorcy wiele pracy — bardzo głębokich analiz i kontroli na wielu płaszczyznach.

Obecnie ponownie podejmowane są dyskusje nad modelowym rozwiązaniem nadzoru. W wielu krajach powróci się do modelu zdecentralizowanego.

Katarzyna

Sadowska