Małolotna troska o klienta WizzAir

opublikowano: 04-10-2012, 11:13

Trudno zrozumieć sposób, w jaki WizzAir agrumentuje zmniejszenie limitu bagażu.

Od dziś na pokład samolotów tanich linii WizzAir bezpłatnie można wnieść jedynie bagaż o wymiarach zbliżonych do torby na laptopa. Zmniejszenie limitu to duża niedogodność dla pasażerów, którzy do tej pory mogli za darmo przewieźć bagaż wystarczający na weekendowy wypad. Chęć poszukiwania dodatkowego zarobku przez taniego przewoźnika, w obliczu słabej kondycji branży lotniczej, można zrozumieć, ale formy, w jaką to opakowuje, już nie.

Otóż WizzAir twierdzi, że wprowadzenie opłaty za bagaż podręczny wynika z… troski o klienta. Dzięki temu „pasażer będzie miał więcej miejsca” i „zaoszczędzi”.

Latam dość często i nigdy nie słyszałem, by pasażer uskarżał się na zbyt mało miejsca w luku bagażowym czy pod siedzeniem. Wręcz przeciwnie, klienci są w stanie ścierpieć niedogodności, np. lądowanie na lotniskach z dala od centrum czy drogie przekąski na pokładzie, w zamian za niską cenę biletu. Na tych, którzy wolą komfort, czeka przecież klasa biznes.

To niejedyna brzydka sztuczka tanich linii. Standardem jest tania taryfa, np. bilet za 10 zł, która rośnie po dodaniu opłat lotniskowych i podatków, a na koniec okazuje się, że dochodzi do kilkudziesięciu złotych tylko za to, że klient płaci kartą. To zniechęca i skłania do kupowania biletów w tradycyjnych liniach, które często okazują się finalnie niewiele droższe od tych, które mienią się tanimi. Na dodatek nieraz przymykają oko na nadbagaż.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: GRZEGORZ NAWACKI

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu