Gwarancje zabezpieczające kontrakty cieszą się coraz większym zainteresowaniem w związku z nową perspektywą unijną, która powoli się rozkręca. Jednak pomimo sporego popytu i dużej konkurencji wśród oferentów takich zabezpieczeń, niektórym firmom o gwarancje może być naprawdę trudno.

Minimum dziesięć lat
Głównym powodem jest fakt, że wymagania inwestorów dotyczące takich zabezpieczeń są coraz większe. — Inwestorzy z roku na rok oczekują coraz dłuższych okresów trwania gwarancji usunięcia wad i usterek, a także coraz większych sum gwarancyjnych — przyznaje Agata Rembalska, starszy broker specjalista w Marsh Polska.
— Długość trwania niektórych gwarancji dochodzi nawet do 15 lat, a 10 lat powoli staje się normą — zwraca uwagę Andrzej Puta, dyrektor biura gwarancji ubezpieczeniowych w Euler Hermes. To reakcja na oskarżenia w stosunku do inwestorów publicznych, że w swoich wyborachkierowali się wyłącznie oferowaną przez wykonawców ceną, a nie jakością wykonanych prac, co doprowadziło do wykonania wielu obiektów o wątpliwej jakości, których koszt, wliczając w to również ewentualne naprawy i poprawki, znacznie przekraczał pierwotny budżet.
— Aby się ustrzec przed takimi oskarżeniami, do ceny, jako dodatkowe kryterium wyboru oferty, inwestorzy dołączają proponowaną długość okresu gwarancyjnego. Jednak, żeby zapobiec dowolnemu ustalaniu tego okresu przez konkurujące ze sobą podmioty, jego maksymalny punktowany w przetargu okres często jest ograniczany do 10 lat. W efekcie firma, która chce zdobyć zamówienie, musi zaoferować dziesięcioletni okres gwarancyjny, przy zbliżonej do konkurentów cenie, albo zaproponować znacząco niższą od konkurencji stawkę, tak żeby zrównoważyć w punktacji krótszy okres gwarancyjny. Po stronie oferenta leży wybór, które z tych rozwiązań jest dla niego bardziej korzystne i które daje mu większe szanse na zdobycie zamówienia, jednak częstszym rozwiązaniem jest wydłużanie okresu gwarancyjnego, gdyż odwleka ono ewentualne koszty związane z usuwaniem usterek w odległą przyszłość — tłumaczy Andrzej Kardasiewicz, dyrektor biura gwarancji ubezpieczeniowych w KUKE.
Trudne ryzyko
Rynkowi ubezpieczeniowemu trudno odpowiedzieć na takie wymagania. — Z punktu widzenia ubezpieczyciela ocena ryzyka gwarancji na okres dziesięciu lat jest bardzo utrudniona i opiera się na pewnych założeniach, które w tak odległej perspektywie są niemożliwe do zweryfikowania. Nic dziwnego, że reasekuratorzy nie chcą pokrywać ryzyka na tak długi okres. Na Zachodzie podobne okresy nie są stosowane — tam siedem czy osiem lat to już bardzo długo — zwraca uwagę Andrzej Kardasiewicz.
— Czy ktokolwiek jest w stanie ocenić, czy firma za dziesięć lat będzie w stanie usunąć usterki? Sam Buffett nie udzieliłby dobrej odpowiedzi — wtóruje mu Joanna Domańska, dyrektor Departamentu Ubezpieczeń Finansowych w InterRisk. Ubezpieczyciele ryzyko dłuższych okresów gwarancji mogą sobie zminimalizować, wymagając twardych zabezpieczeń w postaci np. hipoteki lub kaucji pieniężnej.
— Jednak z uwagi na specyfikę rynku i konkurencję panującą pomiędzy podmiotami oferującymi gwarancje jest to zadanie niezwykle trudne. Pojawiają się także pomysły, żeby okresy długoterminowych gwarancji dzielić — np. na 2 lata, po których wymagane jest przedstawienie dodatkowego zabezpieczenia. Jednak z punktu widzenia inwestorów to nie jest najwygodniejsze rozwiązanie, ponieważ jeżeli nie dopilnują terminu ustanowienia kolejnego zabezpieczenia, nie będą mogli domagać się złożenia kolejnej gwarancji. Także z punktu widzenia gwarantów takie rozwiązanie jest rzadko akceptowane, gdyż pojawiają się wątpliwości, na jaki rzeczywisty okres gwarancja jest udzielona, zwłaszcza że należy liczyć się z roszczeniem, jeżeli nie zostanie w terminie przedłużona — tłumaczy Andrzej Kardasiewicz.
Zawężony krąg
Wobec tego skutkiem wydłużania okresów gwarancji stanie się coraz węższy krąg podmiotów, które na takie zabezpieczenia będą mogły liczyć. — Wraz ze wzrostem oczekiwania po stronie inwestorów do wydłużania okresów obowiązywania gwarancji zmniejsza się też skłonność gwarantów do oferowania takiego zabezpieczenia — przyznaje Robert Dębecki, dyrektor ds. ryzyka ubezpieczeń finansowych w PZU.
— Obserwujemy, że obecnie przy dużych kontraktach z długimi okresami trwania gwarancji zakłady ubezpieczeń składają swoje oferty największym wykonawcom — o bardzo dobrej kondycji finansowej. Tym samym inwestorzy mogą eliminować z konkursu podmioty średnie lub o słabszej kondycji finansowej — mówi Agata Rembalska. Wymagania inwestorów dotyczące okresów gwarantowania ograniczą także dostęp do gwarancji mniejszym firmom, nawet jeżeli pozyskanie długoterminowego zabezpieczenia nie będzie dla nich problemem.
— Generalni wykonawcy, od których będą wymagane długoterminowe gwarancje, od swoich podwykonawców będą oczekiwać takich samych zabezpieczeń. Natomiast stawki są zwykle pobierane za cały okres z góry — co szczególnie dla mniejszych przedsiębiorców może oznaczać zbyt duży wydatek. A trzeba też pamiętać, że wiele inwestycji oferowanych w ramach przetargów tym razem zostało podzielonych na odcinki właśnie po to, żeby dać szansę również małym firmom na ich realizację — podkreśla Andrzej Kardasiewicz.
Blokada przetargów
Dostęp do gwarancji niektórym firmom ograniczać może także ich cena. — Długie okresy obowiązywania gwarancji wpływają również na zwiększenie kosztów po stronie klienta, głównie w zakresie płatności składki, która uzależniona jest od oceny ryzyka, a jej istotnym elementem jest okres obowiązywania gwarancji — mówi Robert Dębecki. Joanna Domańska zwraca także uwagę, że dodatkowym ograniczeniem do udzielania gwarancji z długimi okresami odpowiedzialności będzie Solvency II, które zacznie obowiązywać od przyszłego roku.
— Takie gwarancje potęgują ekspozycję na ryzyko i będą oddziaływać na wzrost wymagań kapitałowych — tłumaczy Joanna Domańska. Zdaniem Andrzej Puty, wymaganie długich okresów gwarancji w efekcie może okazać się po prostu niebezpieczne.
— Może ono skutecznie zablokować realizację przetargów, bo tylko największe firmy będą mogły zaoferować takie gwarancje, a one wszystkiego nie są w stanie zrobić w kontekście wykorzystania pieniędzy z perspektywy unijnej, więc możemy część tych pieniędzy stracić. Mniejsze firmy zaoferują krótsze gwarancje, ale nie wygrają i staną się automatycznie podwykonawcami — twierdzi Andrzej Puta.
Powtórka z rozrywki
Ubezpieczyciele obawiają się także powtórki sytuacji z lat 2012-13, kiedy mieliśmy do czynienia z dużymi wypłatami z gwarancji w związku z lawiną upadłości głównie w budowlance.
— Wymogi inwestorów nie współgrają z możliwościami rynku ubezpieczeniowego i sądzimy, że z czasem szkody z gwarancji kontraktowych powrócą ze zdwojoną siłą — mówi Agata Rembalska. Nie wszyscy są jednak takimi pesymistami. — Obserwujemy tendencję rynkową do standaryzacji kontraktów, w których pojawiła się między innymi indeksacja ceny oraz możliwość wypłacania zaliczek przez inwestorów. To są pozytywne i oczekiwane zmiany, które mogą zapobiec sytuacji, która pojawiła się w latach 2012-13 — mówi Robert Dębecki.
Jego zdaniem, nie można jednak wykluczyć takiej sytuacji, pomimo że inwestorzy, wykonawcy oraz gwaranci wyciągnęli wnioski i w odpowiedni sposób przygotowali się do nowej perspektywy finansowej. — Wydaje się, że dzisiaj firmy podchodzą do kontraktów znacznie ostrożniej i rozsądniej wybierają też przetargi, w których startują. Trzeba również pamiętać, że ostatni kryzys oczyścił rynek z firm, które przeceniały swoje siły w zakresie realizacji niektórych zadań — wtóruje mu Andrzej Kardasiewicz.
OKIEM EKSPERTA
Okiem eksperta — partnera sekcji
ELŻBIETA URBAŃSKA
dyrektor Biura Ubezpieczeń Finansowych PZU
Nowa perspektywa finansowa, z uwagi na wysokość przyznanych nam pieniędzy spowoduje, że będziemy świadkami kolejnego boomu inwestycyjnego. Tym razem większe znaczenie niż w poprzedniej perspektywie, poza inwestycjami drogowymi, będą mieć również inwestycje energetyczne czy kolejowe. Prognozowane zwiększenie zapotrzebowania na gwarancje ubezpieczeniowe jest, nie tylko dla nas, łakomym kąskiem. Nie zamierzamy jednak uczestniczyć w żadnej wojnie cenowej. Wyciągnęliśmy wnioski z poprzedniej pespektywy i jako lider na rynku ubezpieczeń czujemy się, można powiedzieć, strażnikiem tego rynku. Żeby nie dopuścić do pogorszenia sytuacji finansowej firm z szeroko rozumianej branży budowlanej, wszyscy uczestnicy rynku muszą ze sobą współpracować. W przypadku gwarancji nie jest to łatwe, bo można by odnieść wrażenie, że każda ze stron relacji gwarantowania ma inne potrzeby, lecz przecież cel dla wszystkich uczestników procesu jest jeden — właściwa realizacja zobowiązania. Niewykonany kontrakt jest problemem zarówno dla wykonawcy, inwestora, jak również dla gwaranta. Tylko w przypadku prawidłowego wykonania zobowiązań przez dłużnika wszystkie strony procesu mogą mówić o sukcesie. Dlatego też, w przypadku pojawiających się problemów, istotnego znaczenia nabiera bieżący monitoring i wymiana informacji pomiędzy stronami. W celu osiągnięcia sukcesu wszystkie strony procesu muszą być dla siebie partnerami, a nie traktować się wyłącznie podmiotowo.