Aleksander Grad, minister skarbu, mimo niesprzyjającej koniunktury, podtrzymuje prywatyzacyjne zapowiedzi. Na razie. Bo zastanawia się, czy nie byłoby lepiej powiedzieć pass i przeczekać kryzys.
"Ministerstwo kontynuuje proces prywatyzacji, wychodząc z założenia, że
spółki potrzebują prywatnych właścicieli i inwestycji. Nie rezygnujemy z
prywatyzacji, uwzględniając kryzys przy wyborze trybu przekształceń i rodzaju
inwestora. Pojawiają się jednak argumenty, że prywatyzację należy odłożyć do
czasu pojawienia się lepszej koniunktury" — czytamy w zaproszeniu na spotkanie
ministra skarbu z ekspertami, z którymi Aleksander Grad chce przedyskutować tę
kwestię.
Nie jest tak fatalnie
"PB" postanowił pomóc mu w podjęciu decyzji. Zapytaliśmy ekspertów, jaką politykę prywatyzacyjną zalecają na czas kryzysu. Byli jednomyślni. Nie ma sensu bezczynnie czekać na koniunkturę.
— Kiedy będzie lepiej? Lepiej już było. Żyjemy w zwariowanej epoce krzykliwych i katastroficznych tytułów w prasie. Ale sytuacja gospodarcza wcale nie jest fatalna. Bywało już gorzej. Mamy poziom indeksów z 2004 r. Czy to powód, żeby wysuwać oskarżenia pod adresem tych, którzy wówczas prywatyzowali? — pyta Robert Gwiazdowski, szef Centrum im. Adama Smitha.
Jego zdaniem, czekanie na lepsze czasy nam się nie opłaci.
— Nic tak źle nie wpływa na gospodarkę, jak polityka. W państwowych firmach związkowcy nie negocjują z zarządem, tylko z rządem. A prywatny właściciel zawsze będzie podejmował lepsze decyzje niż państwowy — szczególnie w czasach kryzysu — uważa ekspert.
— Nie wiemy, czy za rok będzie lepiej. Możemy tylko powiedzieć, że najlepszy czas na prywatyzację już był. Na pewno spółki będzie trzeba sprzedawać taniej niż w ubiegłym roku, bo wszystko jest tańsze. Ale to jeszcze nie oznacza "zbyt tanio" — mówi Jarosław Niedzielewski, zarządzający funduszami DWS.
Najważniejsze, żeby cenę ustalił rynek.