Manipulowanie referendami to zło dla demokracji

opublikowano: 29-06-2015, 00:00

Powszechne głosowanie jest najwyższą formą demokracji, ale w społeczeństwach przygotowanych do odpowiedzialnego podejmowania zbiorowych decyzji.

Wykorzystywanie referendum przez władzę do bieżących gier politycznych oraz manipulowanie pytaniami prowadzi do jego parodii. Najnowsze przykłady występują w Grecji i niestety w Polsce.

Premier Grecji przemawia na forum parlamentu w sprawie referendum
Zobacz więcej

Premier Grecji przemawia na forum parlamentu w sprawie referendum Bloomberg

Na wniosek premiera Aleksisa Tsiprasa parlament grecki uchwalił przeprowadzenie referendumw najbliższą niedzielę 5 lipca. Grecy mają wypowiedzieć się w sprawie warunków przedstawionych przez międzynarodowych kredytodawców. Sam inicjator apeluje o głosowanie na „nie”, licząc na wzmocnienie jego siły negocjacyjnej. Euroland twardo stoi jednak na stanowisku, że program pomocowy definitywnie wygasa 30 czerwca o północy. Jeśli w głosowaniu społeczeństwo da odpór „szantażowi”, to taki wynik uruchomi proces wyjścia Grecji nie tylko z Eurolandu, lecz być może i z UE.

Ewoluuje również sytuacja na referendalnym froncie w Polsce. Prezydent Bronisław Komorowski zarządził na 6 września swoje referendum, wymyślone w stanie szoku w klęskową noc powyborczą 10/11 maja. Polacy mają wypowiedzieć się na trzy tematy: wprowadzenia jednomandatowych okręgów wyborczych do Sejmu; dalszego finansowaniapartii z budżetu państwa; rozstrzygania wątpliwości w prawie podatkowym na korzyść podatnika. Tematyka referendum mocno gra na korzyść PO przed październikowymi wyborami. Zwłaszcza pytanie pierwsze ma zapalić zielone światło do budowania hipotetycznej koalicji z antysystemowym Pawłem Kukizem.

Pozostające w niewygodnej sytuacji PiS znalazło rozwiązanie sprytne, choć nierealne.

Kandydatka na premiera Beata Szydło zaproponowała… rozszerzenie głosowania 6 września o trzy kolejne pytania, w sprawie: obniżenia wieku emerytalnego; obowiązku szkolnego sześciolatków; przyszłości polskich lasów. Kalendarz referendalny bezproblemowo jeszcze umożliwia wydanie przez prezydenta postanowienia o zmianie postanowienia, pod warunkiem wyrażenia przez Senat zgody na posiedzeniu 8–10 lipca. Ale odchodząca głowa państwa nigdy się na takie rozszerzenie nie zgodzi. PiS pozostaje zatem alternatywna ścieżka konstytucyjna — na posiedzeniu 8-10 lipca Sejm może uchwalić własne referendum z trzema pytaniami. PO rzecz jasna nigdy na to nie pozwoli i kółko się zamyka. Gdyby jednak — czysto teoretycznie — to 6 września odbyłyby się dwa osobne referenda, każdy głosujący dostałby dwie kartki: na jednej pytania prezydenckie, a na drugiej sejmowe. Zostało to już przećwiczone 18 lutego 1996 r., gdy odbyły się dwa referenda tzw. uwłaszczeniowe — na jednej kartce pytanie prezydenta Lecha Wałęsy, a na drugiej cztery sejmowe. Wszystko trafiło do wspólnego śmietnika ze względu na frekwencję ledwie ponad 32 proc. Również 6 września nie ma mowy o przekroczeniu 50 proc., zatem wyniki głosowania czeka taki sam los, bez względu na liczbę kartek i pytań. Czytaj też str. 6

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu