Marines to stan umysłu

Robert Rybarczyk
opublikowano: 27-09-2018, 22:00

Tomasz Józefacki, współwłaściciel start-upu Nais, to chyba jedyny w Polsce żołnierz piechoty morskiej, który zasiadał w zarządach korporacji — Agory, Benefit Systems, Neuca. W biznesie kieruje się wartościami wyniesionymi z czasów służby.

„Sierżant artylerii Hartman. Będę waszym szkoleniowcem. Nie odzywacie się bez pytania. Każde zdanie zaczynacie i kończycie słowem: Sir. Zrozumieliście mnie, ludzkie larwy? Moje panie, jeśli uda się wam przeżyć to szkolenie, będziecie aniołami wojny. Będziecie się modlić o wojnę. Ale na razie jesteście tylko rzygowinami, najniższą formą życia na Ziemi. Nie jesteście nawet ludźmi, tylko podrzędnym, amebim gównem” — tak dowódca wita rekrutów piechoty morskiej w filmie „Full Metal Jacket” Stanleya Kubricka. Według Tomasza Józefackiego, to najlepszy film, który pokazuje pierwsze tygodnie rekrutów w Marines.

Przygoda życia. Jako żołnierz piechoty morskiej Tomasz Józefacki służył w batalionie 3 dywizji Marines, który stacjonował na wyspie Okinawa. Polak korzystał z okazji, by zgłębiać kulturę Japonii, która fascynuje go od najmłodszych lat
Wyświetl galerię [1/5]

Przygoda życia. Jako żołnierz piechoty morskiej Tomasz Józefacki służył w batalionie 3 dywizji Marines, który stacjonował na wyspie Okinawa. Polak korzystał z okazji, by zgłębiać kulturę Japonii, która fascynuje go od najmłodszych lat Fot. Marek Wiśniewski

„Wojna jest największą sprawą państwa, podstawą życia i śmierci” — Sun Tzu

— Jak to wytrzymać? Początki w Marines to przejście w inny świat. Gdy staje się na pomalowanych na żółto odciskach butów, które układają się w podstawową formację plutonu, nic nie jest już takie, jakie było. Nie ma się prawa do rzeczy osobistych. Aby się odezwać, trzeba prosić o zgodę — wspomina Tomasz Józefacki. Przyznaje, że to najtrudniejsze szkolenie wojskowe na świecie.

— Poza wyspecjalizowanymi jednostkami, np. Navy Seals, wszystkie limity psychiczne i fizyczne są przetestowane. Każdy dzień to ryzyko poważnego wypadku i załamania psychicznego. Od 30 do 50 proc. ludzi odpada w trakcie szkolenia, kończą je tylko najlepsi. Słowami nie da się tego opisać — dodaje i odsyła do strony youtu.be/jDzVmuvvnmo.

To film z treningu rekrutów „United States Marine Corps Recruit Training — Marine Recruit Depot San Diego Boot Camp”. Widać na nim grupę chłopaków w nieustannym pędzie. Wokół krążą sierżanci, którzy drą się na nich, aż ochrypną. Nieustannie pytają ćwiczących, „czy zrozumieli”. Ci odpowiadają wrzaskiem: „Yes Sir”! Drą się: „Kill”, kiedy biegną z bagnetem na manekina. Krzyki słychać bez przerwy, nawet gdy ścielą łóżka. I ciągle bieg albo musztra.

W komentarzu pod filmem można przeczytać: „Zawsze chciałem dołączyć do Korpusu Piechoty Morskiej Stanów Zjednoczonych. Ale po obejrzeniu tego filmu postanowiłem dołączyć do amerykańskiej poczty” — Nick Hersheys. Ale sierżant Mark Little już pisze: „Dzięki Bogu za US Marines!”.

Rekruci z „Full Metal Jacket” trenowali w tej samej bazie co Tomasz Józefacki, czyli na Parris Island w Marine Corps Recruit Depot. Co roku 16 tys. chłopaków przechodzi na tej wyspie obóz treningowy.

— Ci, którzy zostają, po trzech miesiącach kończą podstawowe szkolenie. Z grupy nieznajomych tworzy się zespół, który wykonuje wspólnie zadania — twierdzi Tomasz Józefacki.

„W wojnie ceni się zwycięstwo, a nie przedłużające działania” — Sun Tzu

W 1991 r. licealista z podwarszawskiego Międzylesia wyruszył do rodziców, którzy czekali na niego w Nowym Jorku.

— Poza podstawową znajomością angielskiego nie byłem przygotowany na tę przygodę. Wiedza o Stanach Zjednoczonych sprowadzała się do stereotypów, tego, co można było zobaczyć w filmach i usłyszeć od ludzi, którzy mieli okazję wyjechać — przyznaje Tomasz Józefacki.

Nowy Jork początku lat 90. zaszokował nastolatka z Polski.

— Skok z szarej i zaniedbanej Warszawy prosto do Nowego Jorku w środku upalnego lata... Koktajl z fascynacji multikulturowością, różnorodnością i własnych obaw i uprzedzeń. W porównaniu z Polską wszystko wydawało się olbrzymie, kolorowe. Nie byłem gotów na różnorodność zachowań, choćby agresji. Pierwszego dnia w Nowym Jorku niechcący wszedłem pod koła rowerzyście, a ten mnie opluł — wspomina Tomasz Józefacki.

Naukę kontynuował w nowojorskim liceum w dzielnicy Bay Ridge na Brooklynie. Skończył je z wyróżnieniem.

„Dowódca jest filarem podtrzymującym państwo” — Sun Tzu

Dostał amerykańskie obywatelstwo i tuż po ukończeniu szkoły średniej zaciągnął się do Marines. Dołączył do plutonu szkoleniowego w lutym 1993 r. W tym roku zaczął też studia japonistyczne na University of Maryland.

— Dlaczego się zaciągnąłem? To szansa na poznanie swoich słabości, sprawdzenie się w najbardziej ekstremalnych warunkach bojowych — twierdzi Tomasz Józefacki.

Zaczynał w stopniu szeregowca. Po dwóch latach był już podoficerem. Jego batalion, część 3 dywizji Marines, stacjonował na wyspie Okinawa. Zabezpieczał działania obronne związane z napięciami na Półwyspie Koreańskim. Tomasz Józefacki korzystał z okazji i poznawał kulturę Japonii. Był zafascynowany tym krajem od najmłodszych lat. Najbardziej interesował się przełomem ustrojowym zwanym Restauracją Meiji (1868-1912), kiedy zaczęła się tworzyć Japonia, którą znamy.

— Okazuje się, że nie mając żadnych zasobów poza ludzkimi, można wygrywać. Japonia pozostaje trzecią gospodarką świata, skupiając się na innym sposobie osiągania celu. Gdy mam jakieś wyzwanie biznesowe, staram się spojrzeć na problem z odmiennej perspektywy. Zawsze zadaję sobie wtedy pytanie: Jak do tego problemu podeszliby Japończycy? — mówi biznesmen.

„Prawdziwym szczytem osiągnięć jest pobicie armii wroga bez walki” — Sun Tzu

Kiedy przeszedł do rezerwy w grudniu 1996 r., przez kolejne cztery lata był zobowiązany do dwóch tygodni służby rocznie i gotowości do czynnej służby w razie konfliktu zbrojnego.

— Służba w Marines pozwoliła mi się uwolnić od stereotypu chłopaka z Europy Wschodniej. Dzięki Marines otrzymałem dodatkowe punkty, które pozwoliły mi się dostać na bardzo oblegane studia na New York University — mówi Tomasz Józefacki.

Studiował tam International Business Marketing, a w 1999 r. dostał się na MBA (Operations Management). W latach 1999-2004 pracował w Nowym Jorku dla „NYTimes.com”. Awansował w digitalowej strukturze „NYT” i w wieku 27 lat był szefem marketingu jednej z najważniejszych marek informacyjnych.

— W tym mieście jest dokładnie tak, jak śpiewa Frank Sinatra w „New York, New York”: „If I can make it there, I'll make it anywhere” [jeśli uda mi się tam, uda mi się wszędzie — red.]. W Nowym Jorku rywalizuje się z najbystrzejszymi i najbardziej utalentowanymi ludźmi z całego świata o miejsce na uczelni, ciekawą karierę zwłaszcza w mediach, reklamie, finansach czy technologiach — twierdzi Tomasz Józefacki.

Podczas wywiadów lubi wtrącać hasło żołnierzy piechoty: „Once a Marine, Always a Marine” (raz żołnierz — na zawsze żołnierz). Jak to się ma do życia w cywilu?

— Lubię to hasło. Symbolizuje związek z Marines, który nie ustaje z dniem końca służby. To są przyjaźnie na całe życie. Wiedza o własnych silnych i słabych stronach wyrobiona w rozmaitych sytuacjach. Marines zawsze mogą liczyć na siebie w cywilu i dla wielu żołnierzy to ważna grupa wsparcia w trudnych sytuacjach życiowych — wyjaśnia były żołnierz piechoty morskiej.

„Kto potrafi zwyciężać, atakuje” — Sun Tzu

Powtarza, że Marines przygotowują liderów. Czy zasady z wojska są przydatne w prowadzeniu biznesu? Odpowiada, że porównywanie biznesu do wojny od dawna jest popularne, poczynając od klasycznej książki chińskiego generała Sun Tzu „Sztuka wojny.” Tomasz Józefacki uważa, że biznes jest rywalizacją, dążeniem do sukcesu rynkowego i finansowego. To metafora, zwłaszcza w odniesieniu do Marines, którzy są samodzielną formacją. Ich zadaniem jest bycie pierwszymi na polu walki, zabezpieczanie głównych celów strategicznych i przetrwanie bez wsparcia przez dwa tygodnie.

— Bez rozkazów muszą rozwiązywać nieprzewidziane problemy, zanim pojawi się potężna i wyspecjalizowana armia, czyli „korporacja” z zasobami, procesami i specjalistami. Doktryna Marines bazuje na bardzo dobrze zgranych, interdyscyplinarnych zespołach, które potrafią działać szybko i skutecznie. Każdy Marines musi znać cel i zasady. Ale osiągnięcie tego celu bez szczegółowych rozkazów jest możliwe tylko dzięki działaniu zespołu — tłumaczy Tomasz Józefacki.

Potwierdza to ppłk Krzysztof Przepiórka. Ten były dowódca grupy szturmowej GROM i były szef fundacji GROM udziela inspirujących wykładów m.in. z zarządzania zasobami ludzkimi w sytuacjach kryzysowych.

— Wojskowy styl, system działania — to się dzieje w korporacjach od lat, choć publicznie unikają wojskowej terminologii, słów, że idą na wojnę, pokonać przeciwnika. Tego już w korporacjach nie spotkałem — twierdzi ppłk Krzysztof Przepiórka.

Zdaniem Tomasza Józefackiego, często w biznesie nie doceniamy wysiłku, który jest niezbędny do stworzenia zgranego i skutecznego zespołu, będącego w stanie samodzielnie zrealizować projekt czy cel sprzedażowy.

— Kolejnym elementem jest wzajemne zaufanie i przestrzegana zasada, że żaden Marines nie zostawi drugiego w potrzebie. To daje poczucie jedności i celu. Ale też zobowiązuje liderów, podoficerów i oficerów, by zawsze stawiali zespół ponad indywidualne potrzeby. Będąc liderem, więcej czasu spędzałem, dbając o dobrą formę i atmosferę w zespole, niż kierując zadaniami. Brakuje przywódców, którzy potrafią dbać o ludzi, mają poczucie misji i wiedzą, że nie osiągną jej bez zgranego, zmotywowanego zespołu, do którego mają zaufanie — uważa Tomasz Józefacki.

„Kto zna wroga i zna siebie, temu nic nie grozi” — Sun Tzu

Do Polski wrócił w 2004 r. Nie miał tego w planach. Chciał zostać w Stanach na stałe. Ale w Polsce dowiedziano się, że pracuje na kierowniczym stanowisku w dla „The New York Times” i ściągnięto go nad Wisłę. Myślał, że po pół roku wróci do Nowego Jorku.

— Dziś wiem, że to jedna z najlepszych decyzji w moim życiu. Nie myślę o celach w kategoriach rankingów zarobkowych. Skupiam się na tym, w czym jestem dobry — na budowaniu zespołów i skalowaniu projektów, głownie technologicznych. Chcę się angażować w przedsięwzięcia, które zmieniają świat i życie ludzi na lepsze. Jestem pod ogromnym wrażeniem pracy Eli Madej i Setha Bannona w ich funduszu Fifty Years, w który zainwestowałem. Wspieram projekty, których celem jest rozwiązanie najtrudniejszych problemów, np. dostęp do komunikacji, bezpiecznej żywności czy usług medycznych — twierdzi Tomasz Józefacki.

Jest współwłaścicielem i głównym inwestorem w start-upie Nais. Platforma do nagradzania i motywowania pracowników ma zmniejszać rotację zatrudnienia w firmach przez zwiększanie zadowolenia z pracy. Ponadto wspiera szefów i działy HR w budowaniu relacji z pracownikami, a także ułatwia integrowanie zespołów, zwłaszcza rozproszonych i pracujących zdalnie.

— Marines to stan umysłu. Motto piechoty morskiej brzmi: Semper Fi, czyli Zawsze Wierni. Liczą się tylko inni Marines i misja, nikt tego nigdy nie kwestionuje. Także w biznesie bez wzajemnego zaufania, wspierania się w trudnych chwilach i akceptacji błędów niewiele byśmy zdziałali. Razem się trzymamy, a kiedy upadamy, to pomagamy sobie i idziemy dalej — konkluduje Tomasz Józefacki.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Robert Rybarczyk

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Po godzinach / Marines to stan umysłu