Mario Draghi zachęca spekulantów

Przemysław Kwiecień
opublikowano: 2015-04-17 08:00

Szef Europejskiego Banku Centralnego nie miał łatwej konferencji.

Ledwo wprowadził program skupu obligacji, którego oczekiwał rynek, a już pojawiają się pytania, czy nie zostanie on skrócony. Ich ignorowanie osłabia euro i obniża rentowności obligacji, potęgując efekt programu, ale też rodzi pytania, czy rajdy na europejskich rynkach nie skończą się źle.

Zatrzymajmy się na chwilę na rynku niemieckich obligacji. Ich ceny rosły już przez większość 2014 r. Na początku roku rentowność obligacji 10-letnich wynosiła 1,94 proc., na koniec już tylko 0,5 proc. Niemniej jednak teraz nawet owe 0,5 proc. wydają się nieosiągalnie wysokie. Jeszcze przed rozpoczęciem programu skupu obligacji rentowność wynosiła 0,3 proc., obecnie jest to już mniej niż 0,1 proc.! W szczycie eurokryzysu z 2012 r. było to 1,27 proc. Czy teraz, pomimo zauważalnej poprawy koniunktury w ostatnich miesiącach, pomimo EBC przewidującego powrót inflacji do celu w 2017 r., rynek sądzi, że bank nie podniesie stóp procentowych przez niemal 10 kolejnych lat? Bo dopiero w dziesiątym roku niemiecka rządowa krzywa wynurza się na pozytywne terytorium. Czy inwestorzy sądzą, że przez 10 kolejnych lat ceny w Niemczech praktycznie się nie zmienią? Przecież przyjmuje się, że długoterminowe obligacje zabezpieczają przed inflacją. Odpowiedzi na te pytania brzmią: nie. Duża część inwestorów, analityków, ekonomistów zdaje sobie sprawę z tego, że prawdopodobnie inflacja i dodatnie stopy wrócą wcześniej. Ale wobec nawałnicy zakupów ze strony EBC niewielu odważy się zająć przeciwstawne pozycje. Są za to gracze niczym eskorta rekina gotowi skorzystać z łowów i zwiększający nierównowagę na rynku. Ich celem jest taniej kupić, drożej sprzedać, nie interesuje ich, ile wyniesie inflacja za 5 czy 10 lat. Na ten moment może powstrzymać ich tylko rekin, siejąc wątpliwości, czy aby polowanie nie zakończy się przedwcześnie.

Czy EBC powinien to zrobić?

Czysto teoretycznie tak, bo EBC powinien uczciwie interpretować wszystkie nowe informacje i jeśli w styczniu program danej skali wydawał się odpowiedni, a przez trzy miesiące mieliśmy sporo pozytywnych zmian, to używając tego samego algorytmu, w kwietniu adekwatny byłby już program mniejszej skali. Jednak ostrożność Mario Draghiego można zrozumieć. Jest wiele ryzyk dla ożywienia w Europie i na świecie. Chiny spowalniają, Grecja nie daje spokoju, nawet co do amerykańskiej gospodarki pojawiają się wątpliwości. Prezes EBC chce uniknąć sytuacji, w której dziś powie, że być może program będzie musiał być ograniczony tylko po to, aby na kolejnym posiedzeniu wskazywać, że powinien być większy. To kwestia pewnej ciągłości w komunikacji. Rynek powinien to wiedzieć i reagować odpowiednio na dane. Ogrom programu zakupów sprawia jednak, że ten mechanizm nie działa, jak należy. Jeśli ożywienie w Europie będzie kontynuowane, rynek obligacji w pewnym momencie się dostosuje — ze wszystkimi konsekwencjami dla rynków akcji i euro. Natomiast rentowności mogą osiągnąć jeszcze bardziej nierealne poziomy, zanim to się stanie.