Mark Mobius: polska giełda ma przyszłość

Adrian Boczkowski
opublikowano: 2010-07-14 00:00

To tylko spodziewana korekta — tak Mark Mobius opisuje spadki cen akcji od połowy kwietnia.

W 10 lat wasze indeksy mogą urosnąć trzykrotnie, ale Polacy powinni szukać

zysków także za granicą — twierdzi znany inwestor

To tylko spodziewana korekta — tak Mark Mobius opisuje spadki cen akcji od połowy kwietnia.

Spotkaliśmy się z Markiem Mobiusem, guru rynków wschodzących z Templeton Asset Management. Pod jego opieką są aktywa z emerging markets warte około 110 mld zł. To ponad cztery razy tyle, ile wynosi wartość aktywów netto wszystkich funduszy akcyjnych polskich towarzystw i dwa razy więcej niż planowany na ten rok deficyt budżetowy Polski.

Mark Mobius znany jest ze swojego byczego nastawienia do emerging markets. Przed rokiem ostrzegał jednak, że spadki o 20-30 proc. na rynkach wschodzących nie będą niczym szczególnym. Właśnie w ten sposób ocenia zresztą niedawne załamanie indeksów w Chinach i kwietniowo-majową korektę w Europie oraz USA. O ile jednak akcyjna hossa rozpoczęła się w Chinach, to trudno oczekiwać, by tamtejszy rynek dał znak do jej końca. Dlaczego? Odpowiedź znajduje się obok. Podobnie jak na pytanie, dlaczego polskie akcje stanowią mniej niż 1 proc. globalnego portfela Templetona. Długoterminowe perspektywy dla polskiego rynku są jednak, według Marka Mobiusa, bardzo dobre. Znany na całym świecie zarządzający rozmawiał z nami również o surowcach, złotym, Polnordzie i o tym, co radzi polskim inwestorom.

Mark Mobius...

...o Chinach:

Jeśli ktoś wierzy w załamanie w Chinach, to nie zdaje sobie sprawy z tego, co naprawdę się tam dzieje.

W ubiegłym roku roku chiński rząd nakazał bankom wpompować pieniądze w gospodarkę. Efektywność podaży pieniądza z powodu tego ruchu była jednak w Chinach zdecydowanie wyższa niż w przypadku pakietów stymulujących w USA czy Europie. W USA i Europie wszystko odbywa się pośrednio. Rząd daje kapitał bankom, kupując ich obligacje lub akcje. To, co banki zrobią z tymi pieniędzmi, zależy już jednak od nich. To wcale nie znaczy, że zaczną więcej pożyczać społeczeństwu i firmom. W Chinach rząd po prostu poinstruował banki, że mają pożyczać i tak było. Olbrzymie pieniądze trafiły więc na projekty budowlane czy na konsumpcję prywatną. Jednocześnie rynek akcji poszedł z wycenami za daleko, bo pieniądze płynęły tam szerokim strumieniem. Gdy rząd chiński nakazał wycofywanie pieniędzy z rynku, kursy akcji się załamały. Spadki były dużo mocniejsze niż na innych rynkach. Jest tu bowiem jeszcze jeden element układanki. Z 96 mld USD gotówki zebranej w ostatnich miesiącach na rynku pierwotnym w krajach wschodzących połowa przypadła na Chiny. Na oferty giełdowych debiutantów pieniądze odpłynęły więc częściowo także z rynku wtórnego.

Chiński rząd podejmuje obecnie decyzje o schładzaniu niektórych rynków, np. mieszkaniowego czy pożyczkowego. Nie zmienia jednak swojej polityki, której celem jest wzrost gospodarczy i to wysoki. Jednocześnie jednak Chińczycy nie chcą dopuścić do utworzenia bąbli spekulacyjnych i załamań. Wciąż jestem byczo nastawiony wobec chińskiego rynku akcji, którego podstawą jest pędząca gospodarka. Ci, którzy sądzą inaczej, nie zdają sobie najwyraźniej sprawy z tego, co naprawdę dzieje się w Chinach.

...o Polsce:

Polski konstytucyjny limit długu publicznego to coś wspaniałego.

Europa jest na drodze do ożywienia. To bardzo dobra wiadomość dla Polski. Brak reform fiskalnych w Polsce? Być może tak, ale macie wspaniałą rzecz: konstytucyjny limit długu publicznego, który wynosi 60 proc. PKB. Rynek polski jest największy w regionie Środkowej i Wschodniej Europy, pomijając Rosję. Na GPW notowane są również spółki z Ukrainy. Polska z giełdy narodowej staje się regionalną. Gospodarka Polski jest zdrowa.

Owszem, gdy na rynkach rządzi panika, wszyscy zapominają o atutach Polski. Wystarczy spojrzeć na CDS-y wobec długu rządu polskiego, greckiego czy jakiegokolwiek innego. Ale to, co widzieliśmy ostatnio, jest tylko chwilowe. Korekta o 20-30 proc. jest niczym w obecnym otoczeniu.

...o złotym:

Obecna wycena złotego jest fair.

Z punktu widzenia naszych inwestycji, które są rozliczane w dolarach, kurs złotego ma duże znaczenie. Uważamy, że obecnie złoty jest dobrze wyceniony przez rynki i porusza się blisko ceny równowagi, zarówno wobec dolara, jak i euro. Dlatego nie spodziewamy się wyraźnych zmian jego wartości. Bardzo istotne dla złotego i polskiej gospodarki jest jednak przyjęcie euro. Mówienie o zwlekaniu z tym krokiem czy prognozowanie rozpadu strefy euro nie ma podstaw.

...o polskich akcjach:

Polska giełda byłaby atrakcyjna dla nas, gdyby ceny były o 20 proc. niżej.

W Polsce przyglądamy się spółkom surowcowym i zorientowanym na konsumenta. W pierwszej grupie dużego wyboru nie ma, ale w drugiej — już tak. Interesuje nas wszystko, co związane z wydatkami konsumpcyjnymi, bo Polacy się bogacą. W drugiej grupie chodzi nie tylko o firmy handlowe, ale i banki detaliczne. Interesuje nas pełen zakres dóbr —zarówno te z wyższej półki cenowej, jak ze średniej i niższej. Mamy otwarte głowy. Wszystko jednak rozbija się o ceny.

"PB": Czy w Polsce jest za drogo?

Tak. Ceny trzyma brak dywersyfikacji portfeli lokalnych inwestorów. Nie chodzi tylko o decyzje indywidualnych Polaków. Fundusze emerytalne powinny inwestować za granicą ponad 20 proc. aktywów [teraz limit wynosi 5 proc. — red.]. Potrzebujemy też więcej prywatyzacji poprzez giełdę, a nie dla inwestorów branżowych. Patrząc na obecne wyceny akcji na świecie, polski rynek byłby dla nas już atrakcyjny, gdyby kursy spadły przeciętnie o 20 proc. Dlatego na razie polskie akcje stanowią mniej niż 1 proc. naszego globalnego port- fela.

...o Polnordzie:

(Templeton ma 13,9 proc. akcji):

To nasza długoterminowa inwestycja. Aktualna wycena Polnordu wydaje mi się fair i daje podstawy do wzrostów. Firma jest profesjonalnie zarządzana.

...o perspektywach polskiej giełdy:

W perspektywie 10 lat kapitalizacja polskiego rynku będzie cztery razy wyższa, a indeksy wzrosną trzykrotnie.

W perspektywie kilku miesięcy pewna jest wysoka zmienność, która wynika z 600 bln USD derywatów, czyli 10 razy więcej niż łączny PKB wszystkich państw. Rządy przy tym nie robią nic, by to zmienić. Zmienność jest jednak dobra dla małych inwestorów, bo mogą kupować w dołkach i sprzedawać na górkach. Dotyczy to również dużych inwestorów, jak fundusze. W ich przypadku sprawa rozbija się jed- nak o psychikę klientów, któ- rzy podczas spadków częs-to panikują i wycofują pie- niądze.

...o inwestowaniu:

Polacy za dużo inwestują w Polsce, a za mało na innych emerging markets.

Sugerowałbym zmienić podejście do inwestowania. Brakuje wam dywersyfikacji geograficznej. Kupowanie wyłącznie polskich akcji nie jest dobrym pomysłem. Polski rynek może zachwycić wzrostami przez rok, ale nie jest w stanie dawać wysokich stóp zwrotu przez długi czas rok po roku. Najlepszą drogą do dywersyfikacji są globalne fundusze emerging markets. Do tego fundusze akcji, a nie obligacji. Dobry portfel akcji to podstawa. Dobrym pomysłem jest również przeznaczenie niewielkiej części kapitału na ryzykowniejsze, ale da-jące duży potencjał wzrostu fundusze agresywne (tzw. high grow funds) z Amery-ki Łacińskiej czy Europy Wschodniej.

...o ciekawych rynkach:

Obecnie najatrakcyjniejsze rynki akcji to Brazylia (surowce i konsumpcja), Turcja, Nigeria, Wietnam, Ukraina i Kazachstan.

Jesteśmy optymistycznie nastawieni do surowców. Stawiamy na rudę żelaza i ropę. Ten drugi surowiec to nasza największa ekspozycja na surowce. W pierwszym przypadku stawiamy na spółki z Chile i Indii, a w drugim z Chin (PetroChina).