Markowe notebooki podbiły rynek

Kamil Kosiński
opublikowano: 2001-04-09 00:00

Markowe notebooki podbiły rynek

W 2000 roku sprzedano w Polsce prawie 80 tys. note- booków. Było to o 50 proc. więcej niż w roku 1999. Rynek zdominowali najwięksi światowi producenci sprzętu PC. Pod względem ilościowym ich komputery osiągnęły 87-proc. udział w rynku. Wyraźnie spadł za to popyt na wyroby krajowych montowni. Ich ilościowy udział w rynku skurczył się w ciągu roku prawie o połowę.

Polski rynek notebooków co roku ustanawia kolejne rekordy sprzedaży, zarówno w ujęciu ilościowym, jak i wartościowym. Według szacunków International Data Corporation, w 2000 roku sprzedano w Polsce prawie 80 tys. komputerów przenośnych. Było to o 51 proc. więcej niż w roku 1999 i prawie trzy razy więcej niż cztery lata wcześniej.

Wzrost rynku związany jest głównie z popytem na maszyny markowe, m.in. firm Compaq, Dell, IBM, Toshiba, od których pochodziło ponad 87 proc. komputerów przenośnych, które znalazły w Polsce nabywców w 2000 roku. Wzrost sprzedaży komputerów światowych potentatów wyniósł prawie 70 proc., był więc wyraźnie wyższy niż całości rynku. Giganci rynku IT zyskiwali dotychczas głównie na spadającym zainteresowaniu produktami importowanymi z mniejszych dalekowschodnich i europejskich montowni. Ilościowy udział takich wyrobów w polskim rynku spadł w latach 1996-2000 z prawie 17 do nieco ponad 3 proc. W roku 2000 jednak wyraźnie załamał się również popyt na wyroby krajowych montowni (California Access). Ich ilościowy udział w rynku spadł do 9,5 proc., podczas gdy jeszcze rok wcześniej wynosił ponad 17 proc.

Ceny idą w dół

W ujęciu wartościowym, polski rynek notebooków osiągnął w 2000 roku 148 mln USD. Było to o 49,5 proc. więcej niż w roku 1999. Na jego dynamikę nie wpłynęły więc obniżki cen zapoczątkowane już w 1999 roku. Wtedy to dystrybucją tego typu sprzętu zajęło się kilka nowych firm. Zaowocowało to spadkiem typowych marż z 20-25 do 13-14 proc. Niektóre modele oferowano zaś z marżami poniżej 10 proc., co doprowadziło do spadku ceny najtańszych z tych komputerów poniżej symbolicznej granicy 5 tys. zł netto. W roku 2000 padła kolejna granica ceny notebooka. Poniżej 5 tys. zł netto spadły ceny modeli z aktywnymi matrycami. Nowe maszyny z pasywnymi matrycami oferowano zaś użytkownikom końcowym już poniżej 4 tys. zł netto. Najniższa cena, jaką trzeba było zapłacić za komputer przenośny, wyniosła przy tym 3,6 tys. zł netto. Tradycyjnie już prym w obniżaniu cen maszyn przenośnych wiodły krajowe montownie oraz importerzy niemarkowego sprzętu dalekowschodnich i europejskich producentów. Praktyki tego typu nie ominęły jednak lokalnych oddziałów największych dostawców sprzętu komputerowego. Poniżej 4 tys. zł netto można było kupić nowe notebooki IBM i Compaqa. Znamienny jest przykład modelu 100 tej ostatniej firmy. W sześć miesięcy cena jego wersji z pasywną matrycą spadła o 1,5 tys zł.

— W maju 2000 roku model N100 z pasywną matrycą wprowadziliśmy na rynek w cenie 5,5 tys. zł netto. W lipcu obniżyliśmy cenę tej wersji do 4999 zł, ale pod koniec roku dokonaliśmy kolejnej korekty cen i jego cena spadła do 3999 zł. Za wersję z aktywną matrycą trzeba było wtedy zapłacić 4999 zł netto — przypomina Dominik Sumowski, product manager, odpowiedzialny za notebooki w polskim oddziale Compaq Computer.

Kowalski woli desktop

Pomimo ogólnego spadku cen, do poziomu zbliżonego do komputerów biurkowych, notebooki nie trafiły pod strzechy. Przedstawiciele branży zgodnie twierdzą, że ich niewielka popularność wśród użytkowników prywatnych związana jest z parametrami komputerów przenośnych.

— Nie widzę obecnie w Polsce dużego rynku notebooków dla użytkowników domowych. W liczbach bezwzględnych ceny komputerów przenośnych zbliżyły się do cen maszyn stacjonarnych, jednak za te same pieniądze otrzymuje się komputery o dość różnych parametrach. Notebooki mają wyraźnie słabsze karty graficzne i mniejsze wyświetlacze, a to utrudnia używanie ich do gier i programów multimedialnych, stanowiących podstawę wykorzystania domowych komputerów PC — tłumaczy Dominik Sumowski.

Nasi rozmówcy dodają, że brak zainteresowania notebookami wśród użytkowników domowych, nie wyhamuje popytu. Ciągle bowiem rośnie zainteresowanie komputerami przenośnymi wśród użytkowników instytucjonalnych. Dystrybutorzy tłumaczą to zmieniającym się sposobem pracy wielu firm oraz faktem, że komputery przenośne stają się oznaką prestiżu kadry menedżerskiej. Podkreślają też, że jest to rynek, dla którego cena nie jest najważniejsza przy decyzji o wyborze sprzętu.

— Cena nie jest głównym czynnikiem decydującym o wyborze notebooka. Gdyby tak było, najwięcej sprzedawalibyśmy modeli najtańszych. Tymczasem na 2720 notebooków Toshiby sprzedanych w marcu 2001 roku, tylko 368 stanowiły maszyny o cenie 4999 zł netto. Prawie trzy razy większym popytem cieszyły się zaś komputery wyceniane na 7990 zł. Komputery przenośne wykorzystują ludzie pracujący w terenie. Wyposażenie ich w taki sprzęt nie jest dla firmy wielkim wydatkiem. Miesięczny koszt leasingu notebooka, kosztującego 8 tys. zł wynosi około 350 zł netto. To mniej więcej tyle co rachunek za służbowy telefon komórkowy, a pracownik staje się bardziej elastyczny i wydajny. Poza tym notebooki występują w roli bonusów. Popularność tych komputerów rośnie, ale ich posiadanie wciąż nobilituje — wyjaśnia Andrzej Kuźniak, dyrektor działu zarządzania produktami w firmie Techmex, będącej dystrybutorem Toshiby.

Niedoceniani klienci

Analitycy podkreślają jednak, że taka niewrażliwość rynku na ceny jest wynikiem tego, że notebooki kupują ciągle stosunkowo duże firmy. Dla najmniejszych podmiotów cena sprzętu ma bowiem znaczenie. Aby do nich dotrzeć, trzeba jednak nie tylko oferować coraz tańsze komputery, ale także stworzyć odpowiednią sieć sprzedaży.

— Trzy czwarte komputerów przenośnych kupują firmy zatrudniające powyżej 6 pracowników. Ponad 40 proc. sprzedaży przypada zaś na przedsiębiorstwa zatrudniające ponad 100 osób. Co prawda ceny notebooków osiągnęły już poziom, który może zainteresować klientów z rynku SOHO, ale ciągle brak odpowiednich dla tego sektora kanałów sprzedaży. Sieć sprzedaży notebooków jest o wiele węższa niż komputerów typu desktop adresowanych do tego samego segmentu rynku. Najtańszych notebooków nie ma na przykład w supermarketach. Nie jest to w Polsce jeszcze bardzo efektywny kanał sprzedaży produktów IT, ale jego rola w utrwalaniu opinii, że notebook lub desktop są towarami powszechnego użytku, jest ogromna — komentuje Andrzej Jarosz, dyrektor ds. badań w IDC Central Europe.