Wtorkowa sesja na giełdzie nowojorskiej upływa pod znakiem zaledwie wyhamowania wcześniejszej przeceny. Na półmetku handlu S&P500 utrzymuje się w okolicach poniedziałkowego zamknięcia, Dow Jones traci 0,2 proc., a Nasdaq zniżkuje o 0,3 proc.. Tym samym główny wskaźnik, który w poniedziałek stracił 2,6 proc., pogłębia pięciotygodniowe minimum. Od początku kwartału S&P500 jest na 8,8-procentowym minusie, co może dla niego oznaczać najgorszy kwartał od 2011 r.
- Kiedy rynek się rozchwieje, zwykle potrzeba czasu, by nerwowy okres dobiegł końca – komentował w wypowiedzi dla Bloomberga Kevin Caron, strateg rynkowy i zarządzający banku Stifel Nicolaus.
Niewiele powodów do zadowolenia po dzisiejszej sesji mają inwestorzy europejscy. Frankfurcki DAX i paryski CAC40 straciły jednej trzeciej proc. Za oceanem nastrojów poprawić nie mogło obcięcie prognoz przez jednego z najbardziej byczo nastawionych specjalistów, Davida Kostina z banku Goldman Sachs. Główny strateg amerykańskiego rynku akcji obniżył poziom docelowy indeksu S&P500 na koniec tego roku z 2100 do 2000 punktów. To jednak wciąż oznaczałoby 6,4-procentowy potencjał zwyżek wskaźnika.
