Martin Scorsese liczy na jakiś koniak

Weronika A. Kosmala
opublikowano: 07-09-2016, 22:00

Nikt nie mówił, że aukcja nie może się odbyć, jak do sprzedania jest tylko jeden obiekt. Jeśli to koniak Louis XIII — wystarczy.

Kiedy spodziewana cena na aukcji podawana jest w przedziale 100-500 tys. USD (0,38-1,9 mln zł), prawdopodobieństwo, że początkujący kolekcjoner zadeklaruje najwyższą stawkę, jest raczej małe. Planując jednak wzmocnić aktywa wysokoprocentowym alkoholem — co na lokalnym rynku przestało już budzić kontrowersje — warto przyjrzeć się ofercie, bo to w końcu tylko jedna karafka, a można coś ugrać, nawet bez włączania się w licytację.

Pixabay

Grande pułapka

Pierwszą informację, która na rynku koniaku okaże się bardzo przydatna, da się wyciągnąć już z samej nazwy Louisa XIII, opisywanego jako jeden z najsłynniejszych koniaków Grande Champagne. Skoro wart 0,5 mln USD koniak ma w nazwie szampana, coś może wydawać się nie tak — i właśnie dlatego trzeba dodać, że obszar Cognac podzielony jest na 6 tzw. crus, czyli terenów uprawy winogron, z których za najlepszy uznaje się wymieniony Grande Champagne. Z koniakiem jest więc prościej niż z inwestycyjnym winem, bo poza pierwszym cru do skojarzenia zostaje tylko pięć: Petite Champagne, Borderies, Fins Bois, Bons Bois i Bois Ordinaires.

W przypadku jedynej pozycji z sobotniej aukcji żadne trudne słowa przypisywane elementom drugiej kategorii nie są w dodatku potrzebne, bo karafkę uformował najstarszy francuski wytwórca szkieł, opakowaniem zajął się Hermès, a rekomendacją Martin Scorsese. Naczynie na 1,75 litra powstało w Saint-Louis, podobnie jak cztery pasujące kieliszki z wytrawionymi zarysami geografii Ameryk. Chociaż łatwo przyjąć, że poważnemu inwestorowi nie będą zaprzątać głowy jakiś wzorek na szkle czy miękkie pudełko, na rynku kolekcjonerskich alkoholi takie myślenie ma niewiele wspólnego z inwestycyjną strategią.

Posłużenie się zarysamiz mapy ma odróżniać edycję amerykańską — która trafi pod młotek 10 września — od azjatyckiej i europejskiej, a tej ostatniej można się spodziewać na aukcji w Londynie dopiero w połowie listopada. Kosztowna oprawa nie jest kolekcjonerskiemu koniakowi niezbędna, ale jeśli już producent ją zapewnił, stanowi element budujący wartość, który do następnej transakcji musi pozostać w nienagannym stanie. Nawet na aukcjach win, na których poszczególne roczniki wystawiane są na przykład po sześć czy dwanaście butelek, informuje się o zachowaniu drewnianej skrzynki z oznaczeniem château — skrótem OWC, od Original Wooden Case.

Nie wszystko złoto

Wszystkie tego typu atrakcje nabierają jednak znaczenia tylko w sytuacji, kiedy płynna zawartość ma rzeczywiście kolekcjonerską jakość — w każdym innym przypadku warto doczytać dokładnie, czy hasła typu „limited edition” nie odnoszą się czasem wyłącznie do opakowania, bo alkoholu nie dotyczą żadne ograniczenia podaży. Z Louisem XIII raczej nie ma o to obawy i nie tylko dzięki temu, że wystawia go Sotheby’s, ale dlatego, że właściwie trudno o bardziej rozpoznawalny symbol najwyższej półki niż ta seria z domu koniakowego Rémy Martin.

Wśród wszystkich skrajnie wymyślnych rygorów jej wytwarzania, dla inwestycyjnego potencjału istotne jest wymieszanie ponad tysiąca destylatów, z których niektóre dojrzewały około stu lat — a to ważne też dlatego, że koniak nie rozwija się już w butelce, więc zawsze trzeba zwracać uwagę na czas, jaki spędził w beczce. Innym kryterium wyboru są rekomendacje, ale tym razem nagrodzony reżyser ma w tym swój interes, bo dochód z aukcji ma zasilić jego fundację ratującą stare filmy przed kompletnym zapomnieniem. Niszczejące zwoje taśm mają na co liczyć, chociaż wyniki z aukcji pokazują, że ceny w milionach dolarów można byłoby się spodziewać, dopiero gdyby na karafce było jeszcze trochę złota i kilka tysięcy diamentów.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Weronika A. Kosmala

Polecane