Marwit ma pełne ręce roboty

Michalina SzczepańskaMichalina Szczepańska
opublikowano: 2015-03-16 00:00

Żywność convenience, dystrybucja niemieckich napojów i aplikacja do zakupów — to plany lidera rynku soków jednodniowych.

Kiedyś byliśmy niszą, dziś jesteśmy kategorią — mówi Maciej Jóźwicki, prezes Marwitu. I jednocześnie przyznaje, że to kategoria mocno dziś ograniczona.

— Wart około 70 mln zł rynek świeżych soków w ostatnich latach był w stagnacji pod względem wolumenu i wartości. W tym roku ma zacząć rosnąć wolumenowo, a my próbujemy pobudzać go nowościami i limitowanymi seriami smaków jak jabłko z żurawiną. Zdajemy sobie jednak sprawę z tego, że wiele tu nie ugramy ponad obecne 74,2 proc. udziałów — mówi Maciej Jóźwicki.

Dlatego Marwit zaczął wchodzić w kategorię żywności convenience. Sałaty, surówki, zupy — to kierunek dalszego rozwoju firmy. Eksperymentuje nie tylko z produktami, ale też z kanałami sprzedaży.

— Nasze Marwitki [małe marchewki — red.] testowaliśmy w kinach jako zdrową przekąskę, alternatywę dla popcornu, ale się tam nie przyjęły — mówi prezes.

Soki to wciąż większość, bo około 60 proc. sprzedaży Marwitu. W ostatnich latach największe inwestycje pochłonęło zaplecze surowcowe spółki. Na 600 hektarach rośnie 80 proc. surowców zużywanych do produkcji. Niepotrzebne Marwitowi zbiory sprzedawanesą pod szyldem grupy producenckiej Witmar.

— W ostatnich latach w produkcję surowców i bazę do ich przechowywania zainwestowaliśmy 40 mln EUR. Teraz największe wydatki pochłania system informatyczny, który jest w całości wymieniany. Nowy pozwoli nam lepiej zarządzać dostawami produktów gotowych, a więc i zwiększyć sprzedaż — twierdzi Maciej Jóźwicki.

Obecnie Marwit dociera do 8 tys. punktów w miastach powyżej 50 tys. mieszkańców. — W mniejszych na razie nie widzimy potencjału, który pokryłby wysokie koszty dostawy tego typu produktów. Natomiast tam, gdzie już jesteśmy, chcemy zaproponować klientom bezpośrednie zakupy poprzez aplikację mobilną. Właśnie ją opracowujemy — informuje prezes Marwitu. Firma próbowała też przecierać szlak za granicą. Na razie się sparzyła.

— Zamknęliśmy firmę w Berlinie, bo idea soku jednodniowego w Niemczech się nie sprawdziła. Żeby taki produkt miał rację bytu, konsument musi jak najczęściej przychodzić do sklepu. Polakom zdarza się to nawet dwa razy dziennie, Niemcom — raz w tygodniu. Być może na tamtym rynku sprawdziłyby się inne nasze produkty jak surówki czy zupy, ale na razie mamy sporo do zrobienia w kraju — mówi Maciej Jóźwicki.

Nie powiodło się z polskimi produktami w Niemczech, może uda się z niemieckimi nad Wisłą. Od kwietnia Marwit będzie sprzedawał w Polsce niemieckie napoje dla dzieci Capri-Sonne.

— Zostaliśmy wyłącznym dystrybutorem. W ten sposób dotrzemy bezpośrednio do grupy, dla której nie mamy dziś idealnego produktu. Oczywiście rodzice czasem kupują dzieciom Marwit, ale szklana butelka nie jest wygodna do szkolnego plecaka czy na wycieczkę, więc często wybierają np. Kubusia — tłumaczy prezes Marwitu.

Firma rozgląda się też za akwizycjami.

— W minionym roku przejrzeliśmy dwie oferty, ale nie zdecydowaliśmy się na przejęcie. Co jakiś czas pojawiają się też u nas inwestorzy finansowi i branżowi z różnymi ofertami — mówi Maciej Jóźwicki.

Na razie Marwit ma na koncie jedno przejęcie — w 2010 r. kupił Ogrody Natury. Obecnie w ramach całej grupy (łącznie z produkcją i sprzedażą surowców) generuje roczne przychody na poziomie 135 mln zł. © Ⓟ