Marzę o stworzeniu terminalu pracy UE

Monika Witkowska
opublikowano: 2004-12-15 00:00

Tomasz Szpikowski i Tomasz Misiak stworzyli największą polską agencję pracy tymczasowej. Teraz budują pozycję w Europie.

Co można zrobić mając 4 tys. zł w kieszeni? Dwaj studenci ekonomii: Tomasz Szpikowski i Tomasz Misiak postanowili za takie pieniądze założyć we Wrocławiu firmę pośrednictwa pracy.

— Był rok 1999, teraz z takim kapitałem nie byłoby co startować. Nawet za pracowników zatrudnionych czasowo trzeba płacić ZUS, urlopy — mówi Tomasz Szpikowski, prezes firmy.

Młodym biznesmenom udało się nawiązać pierwszy kontrakt, który postawił firmę na nogi.

— Kontrahentem była zagraniczna sieć handlowa. Wysłaliśmy do pracy pierwszych 50 ludzi — wspomina Tomasz Szpikowski.

Dziś za pośrednictwem Work Service pracuje około 20 tys. osób. To największa polska firma wysyłająca na tak dużą skalę pracowników za granicę. Ich klientami jest 500 firm. Głównie z branży spożywczej, IT, transportowej i biura.

Największe zapotrzebowanie, jak twierdzą, jest na „niebieskie kołnierzyki”, czyli na pracowników fizycznych zatrudnionych w przemyśle przy produkcji, stopniowo jednak coraz więcej ofert pracy pojawia się dla pracowników biurowych, tłumaczy czy konsultantów.

Czwarty wymiar

— Proponujemy czwarty wymiar pracy — nowoczesną formę zatrudnienia. Wykwalifikowany, tani i łatwodostępny pracownik przyjmowany do pracy czasowo to szansa na obniżenie kosztów w firmie — twierdzi Tomasz Szpikowski.

Kalkulacja jest prosta. Pracownika tymczasowego łatwiej i szybciej można zarówno zatrudnić jak i zwolnić. Płaci się mu np. tylko 7-dniową odprawę, nie należy mu się również tzw. trzynastka, dodatki za staż pracy czy inne dodatkowe świadczenia wynegocjowane przez związki zawodowe. Odpowiedzialność za wyrządzone szkody w firmie ponosi natomiast taką samą jak pracownik etatowy. Do pewnej kwoty jest ubezpieczony (NW i OC) przez agencję.

Kierunki ekspansji

Work Service ma w Polsce 21 oddziałów i 100 przedstawicielstw. Nastawia się, przede wszystkim, na kontrakty długoterminowe. Do wejścia na rynki zagraniczne właściciele firmy przygotowywali się kilka lat starając się poznać lokalne rynki i obowiązujące tam systemy prawne i podatkowe. W tym roku udało im się rozpocząć działalność w Czechach, Wielkiej Brytanii, na Słowacji, w Rosji i Szwecji.

— W Czechach nie mieliśmy żadnych problemów z otwarciem biura, a polscy pracownicy są tam cenieni. Pośredniczymy też w zatrudnianiu Czechów. W Wielkiej Brytanii ponieśliśmy duże koszty związane z wynajmem biura i zatrudnienia pracowników, ale opłaciło się. Bardzo przyjazna okazała się Szwecja, gdzie działają już trzy nasze biura prowadzone na zasadzie franczyzy. Specyficznym rynkiem okazała się Moskwa. Panują tam określone zwyczaje. Załatwić coś drogą formalną graniczy z cudem — twierdzi Tomasz Szpikowski.

Firma badała też rynek francuski, ale tam koszty wysyłki pracowników są jeszcze zbyt wysokie. Obecnie właściciele myślą o Grecji i Włoszech. W sumie w ciągu trzech lat planują otworzyć biura w 10 państwach europejskich, a docelowo we wszystkich krajach Unii. Chcą wypracować jak największy udział w unijnym rynku pracy tymczasowej, którego wartość szacuje się na 60 mld EUR. Marzy im się zbudowanie swoistego terminalu, który pozwoliłby swobodnie przesyłać pracowników tymczasowych — najpierw z Europy Środkowej do „starej Unii”, potem także między państwami całej UE.

Parkiet w perspektywie

W nadchodzącym roku wspólnicy zamierzają przekształcić spółkę z o.o. w akcyjną, a w 2006 r. wprowadzić ją na giełdę. Zrezygnowali z propozycji pozyskania inwestora branżowego. Uzyskane ze sprzedaży akcji pieniądze chcieliby przeznaczyć na dalszy rozwój firmy. Oczekują również zwiększenia zyskowności spółki.

W tym roku firma osiągnęła przychody (za półrocze) 89,1 mln zł, a zysk 1,33 mln zł. Na 2005 r. Tomasz Szpikowski przewiduje obroty na poziomie 450 mln zł netto.