Mechanizm V4  nadal użyteczny

Jacek Zalewski
opublikowano: 08-11-2010, 00:00

Grupie Wyszehradzkiej, zawiązanej 15 lutego 1991 r. przez Polskę, Węgry i Czechosłowację (Czechy i Słowacja istnieją od 1 stycznia 1993 r.) wkrótce stukną dwie dekady. Jej udziałowcy osiągnęli oba główne cele, czyli weszli do NATO (Słowacja z opóźnieniem) oraz do Unii Europejskiej (wszyscy razem). Później zasadne stało się jednak pytanie, po co ów polityczny byt nadal istnieje. Jego pęknięcie zarysowało się na finiszu negocjacji akcesyjnych z UE. Ale ostatnio Wyszehrad, skrótowo zwany V4, znowu jednoczą wspólne biedy.

Podczas swego pierwszego wysze- hradzkiego szczytu w Karlowych Warach Bronisław Komorowski nie był najmłodszą głową państwa. Przysięgę składał 6 sierpnia, czyli tego samego dnia, co Pál Schmitt z Węgier, ale ciut wcześniej — dlatego dyplomatyczna precedencja naszego sytuuje wyżej. Premierowy występ prezydent upamiętnił definicją "użyteczny mechanizm", której pojemność od razu stała się orężem broniącym sensu istnienia V4.

Debata prezydencka toczyła się na wysokim poziomie ogólności, skoro na przykład na nadchodzącym szczycie NATO delegacji będzie przewodniczył tylko Bronisław Komorowski, a z pozostałych państw V4 przyjadą, rzecz jasna, premierzy. Jednak na konferencji prasowej udało się uzyskać bardzo ważną wypowiedź gospodarza szczytu, którą cytujemy powyżej. W praktyce oznacza ona, że jeśli ewentualna nowelizacja traktatu z Lizbony przyjmie również formę traktatową, wymagającą ratyfikacji i podpisów głów 27 państw UE — to na Hrad w Pradze owego dokumentu w ogóle nie ma sensu przysyłać.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu