Medalowe starcie Stanów z Chinami

Jacek ZalewskiJacek Zalewski
opublikowano: 2021-08-01 20:00

Igrzyska XXXII Olimpiady w Tokio mają już z górki. Obejmują trzy telewizyjne weekendy, w których organizatorzy koncentrują szczególnie widowiskowe konkurencje i finały.

Rzecz jasna najbogatszy będzie ten kończący zawody. Wygląda jednak na to, że ruch olimpijski pokonuje koronawirusa. Najpierw musiał ustąpić i przesunąć igrzyska, ale obecna XXXII olimpiada (miara czasu, zapożyczona ze starożytnej Grecji) trwa od 1 stycznia 2020 r. aż do 31 grudnia 2023 r., zatem wymuszony przez COVID-19 roczny poślizg to nic strasznego. Igrzyska przejdą do kronik jako Tokio 2020, jedynie mały odnośnik będzie przypominał, że faktycznie był to 2021. Olimpiady, podczas których toczyły się krwawe światowe wojny, w ogóle nie miały swoich igrzysk: VI w roku 1916, a później XII i XIII odpowiednio w latach 1940 i 1944.

W samym Tokio impreza sparaliżowana epidemią jest bardzo nietypowa, ale dla telewizyjnej globalnej wioski – w zasadzie normalna. Gdyby czasami w kadrze nie trafiły się puste trybuny, nikt by nie zauważył różnicy. Paradoksalnie zatem inwazja COVID-19 tylko potwierdziła, że igrzyskami olimpijskimi już od dawna rządzą prawa telewizyjne do transmisji, sponsorzy oraz ogromne pieniądze. Ze względu na różnicę czasu godzinowy program np. pływania dopasowany został do pory najlepszej oglądalności w USA. Na szczęście tym razem obroniła się przed takim amerykańskim dyktatem lekkoatletyka, zwyciężył interes Europy. Symbolem przemian jest porównanie samego terminu tokijskich Igrzysk XVIII Olimpiady w 1964 r. oraz obecnych. Ze względu na tropikalne temperatury 57 lat temu igrzyska odbyły się od 10 do 24 października, wtedy dla Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego (MKOl) priorytetem był jeszcze dobrostan sportowców. Globalny przekaz telewizyjny dopiero jednak raczkował, np. Europa oglądała Tokio 1964 z puszki, dopiero po… przewiezieniu taśm z nagraniami samolotem.

W klasyfikacji medalowej Stany Zjednoczone Ameryki tradycyjnie już ścierają się z Chińską Republiką Ludową. W Pekinie 2008 gospodarze naturalnie wygrali, ale w Londynie 2012 i Rio de Janeiro 2016 nastąpiła sportowa rekonkwista USA. Obecnie obie potęgi walczą o generalną hegemonię światową, zatem triumf olimpijski to tylko drobny element, lecz o gigantycznym znaczeniu wizerunkowym. Według stanu na niedzielę nieznacznie przodują Chiny, albowiem mają więcej złota (a te medale decydują), chociaż w liczbie ogólnej lepsi są Amerykanie. Na zakończenie igrzysk ewentualne zwycięstwo z całą pewnością wykorzysta politycznie zarówno prezydent Joseph Biden, jak też przewodniczący Xi Jinping.

Notabene ciekawe również, jak Tokio rozegra politycznie Władimir Putin. Po stwierdzeniu zbudowania przez Rosję państwowego przemysłu dopingowego, MKOl podjął decyzję kontrowersyjną, jednak w sumie uczciwą – dokładnie przebadani rosyjscy sportowcy startują, ale bez prawa używania państwowej flagi Federacji Rosyjskiej i hymnu, jedynie w barwach komitetu olimpijskiego. Notabene osiągają sukcesy, ba, w niektórych dyscyplinach odbyły się nawet wewnątrzrosyjskie finały. Dumny hymn Rosji zostałby zagrany już ponad 10 razy, a tu figa. Nie tylko dla cara Kremla, lecz generalnie dla Rosjan to bardzo silne uderzenie w ich dumę. Co prawda cywilizowana ludzkość uważa, że po zagarnięciu Krymu agresor powinien zostać całkowicie wykluczony z igrzysk, ale we współczesnym świecie to nierealne. Gdyby MKOl podchodził tak ortodoksyjnie do różnych konfliktów, to lista startowa w Tokio musiałaby stopnieć o przynajmniej kilkanaście państw

Pierwszy złoty medal dla Polski zdobyła mieszana sztafeta 4 x 400 m: Natalia Kaczmarek, Karol Zalewski, Justyna Święty-Ersetic i Kajetan Duszyński. Dzięki przedziwnemu zapisowi regulaminowemu, tytuły mistrzów olimpijskich i złote krążki dodatkowo przysługują także zawodnikom… występującym w eliminacjach – Dariuszowi Kowalukowi, Idze Baumgart-Witan oraz Małgorzacie Hołub-Kowalik.
HANNAH MCKAY / Reuters / Forum