Medicine i Answear przybierają na wadze

W trzy lata jeszcze 50 salonów w Polsce, kolejne kraje dla marki stacjonarnej i rozwój kolekcji e-marki. Internetowa platforma ma rosnąć o 50-70 proc. rocznie

Po sprzedaży stworzonych przez siebie odzieżowych szyldów House i Mohito grupie LPP Krzysztof Bajołek zabrał się za tworzenie… odzieżowego szyldu Medicine i modowej platformy internetowej Answear.com. Buduje, żeby znowu sprzedać gigantowi? — Nie mam takich planów, ale oczywiście w biznesie nigdy nie należy mówić nigdy — twierdzi Krzysztof Bajołek.

NIE TYLKO CENTRUM I WSCHÓD: Stworzony przez Krzysztofa Bajołka Answear.com ma być silnym graczem w Europie Środkowo-Wschodniej. Będzie debiutował także na rynkach zachodnich, m.in. niemieckim. Sporo zamówień generują już konsumenci z Europy Zachodniej, choć serwis nie posiada jeszcze wersji angielskojęzycznej.
Zobacz więcej

NIE TYLKO CENTRUM I WSCHÓD: Stworzony przez Krzysztofa Bajołka Answear.com ma być silnym graczem w Europie Środkowo-Wschodniej. Będzie debiutował także na rynkach zachodnich, m.in. niemieckim. Sporo zamówień generują już konsumenci z Europy Zachodniej, choć serwis nie posiada jeszcze wersji angielskojęzycznej. Fot. ARC

Własna marka...

Oba biznesy mają mieć w tym roku obroty na poziomie około 360 mln zł. Medicine ma 80 salonów w Polsce i kilkanaście za granicą.

— W kraju widzimy miejsce dla 130, a brakujące 50 chcemy otworzyć w trzy lata. Na razie znacznie więcej uwagi poświęcamy polskiemu rynkowi, więc rozrost sieci za granicą nie jest znaczący. Nie ma jednak powodu, by w dłużej perspektywie nie było to kilkaset placówek — mówi biznesmen. Dziś szyld Medicine można zobaczyć w Rosji, Słowacji i na Ukrainie.

— Chcemy dołożyć Czechy i inne rynki, na których działa Answear [poza Polską, Słowacją, Ukrainą i Czechami to Węgry oraz Rumunia — red.], bo ta wspólna ekspansja jest nam po drodze. Zdobycie klienta w internecie jest kosztowne, a raz zdobyty jest już skłonny do zakupów online w sklepie, którego witrynę widział w centrum handlowym, a produktów miał okazję dotknąć. Zwłaszcza że przesyłki z Answearu może odbierać w salonach Medicine, od razu przymierzając towar, co dla klienta jest wygodne, a dla nas tańsze — mówi Krzysztof Bajołek.

Przychody Medicine rosną o około 25 proc. rocznie (w tym roku mają sięgnąć 190 mln zł), a Answear.com o 50-70 proc. rocznie (plan na 2017 r. to 170 mln zł). — Obie dynamiki są do utrzymania w najbliższych latach — uważa przedsiębiorca. Nie odżegnuje się od przyspieszenia wzrostu przejęciami.

— Konsolidacja tak po stronie offline, jak online będzie następować. Jesteśmy otwarci, aby w niej uczestniczyć. Przyglądamy się, ale nie prowadzimy żadnych poważnych rozmów. Na razie w obydwu markach mamy jeszcze duże pole do organicznego wzrostu — twierdzi Krzysztof Bajołek.

...bez kanibalizacji

Nie kusi go budowa od zera kolejnego brandu. Tym bardziej że markę własną rozwija Answear. Na razie odpowiada za kilka procent obrotów platformy. Nie chce dla niej budować sieci tradycyjnych sklepów.

— Marka internetowa rządzi się trochę innymi prawami. Tu wszystko musi dziać się szybciej, czyli np. codziennie muszą pojawiać się nowe produkty, a im więcej, tym lepiej, co kłóci się z marką stacjonarną chociażby dlatego, że nie sposób zmieścić na ograniczonej powierzchni salonu aż tylu towarów — mówi Krzysztof Bajołek. Własna marka platformy nie oznacza kanibalizacji.

— Internet jest pojemny, a internauci oczekują jak największego wyboru. Kolejne marki i kolejne produkty nakręcają ruch, poprawiają wyniki w wyszukiwarkach, a specyficzne potrzeby klienta mogą być lepiej zaspokojone, korzystają więc na tym wszyscy — twierdzi biznesmen.

Na odzież, obuwie i akcesoria Polacy wydają rocznie około 30 mld zł. Udział e- -zakupów wynosi około 5-6 proc. i rośnie, ale zwiększają się też zakupy w wersji offline. Takie wyniki przyciągają do Polski kolejne marki — i tradycyjne, budujące własną sieć sklepów, i internetowe platformy multibrandowe. Debiut nad Wisłą zapowiedział niedawno silny na rynku czeskim Zoot, a ogromne inwestycje w centrum logistyczne poczyniło niemieckie Zalando.

— Kolejni gracze nie przeszkadzają nam rosnąć. Dobrze, że są i będzie ich coraz więcej. W Polsce sprzedaż w internecie nie zjada sprzedaży sklepowej, jak jest na rynkach zachodnich, z powodu ogólnego wzrostu konsumpcji i rynku. Wejście nowych spółek jest więc dość oczywiste. Ta branża ma jednak tę świetną cechę, że pozwala się różnić produktowo i wizerunkowo — każdy może znaleźć swój segment, swoją niszę i odróżnić się od innych. Nawet największy globalny gracz nie jest w stanie mieć tak szerokiego portfolio, żeby pomieścić wszystko i dogodzić każdemu klientowi — każdy ma przecież inne upodobania i potrzeby — twierdzi Krzysztof Bajołek.

Nie martwią go również wzmożone inwestycje producentów i właścicieli marek w swoje własne e-commerce.

— Własny e-sklep to dziś obowiązkowe narzędzie sprzedażowe i wizerunkowe każdej marki, ale żaden monobrandowy sklep nie jest w stanie przyciągnąć wszystkich potencjalnych klientów i przekonać do zakupu każdego. Tak jak marka stacjonarna musi mieć sklepy we wszystkich najlepszych lokalizacjach w mieście, aby docierać do klientów i budować pozycję na rynku, tak samo online’owa musi być obecna na najważniejszych platformach internetowych — uważa Krzysztof Bajołek.

 

OKIEM EKSPERTA

Dobra koniunktura

AGNIESZKA GÓRNICKA, prezes firmy badawczej Inquiry

To bardzo dobry czas dla branży modowej w Polsce. Niezła koniunktura dotyczy wszystkich segmentów cenowych, więc wszyscy tu ciągną. W efekcie zagęszczenie rośnie, ale polskie marki radzą sobie na rodzimym rynku w większości przypadków lepiej niż zagraniczne — to kwestia znajomości lokalnych gustów, dopasowania do klienta itp. Te zakupy można realizować w dużej mierze online, ale w Polsce to jeszcze nie ten etap rozwoju, żeby online pożerał sklepy stacjonarne. Klienci lubią porównywać wiele ofert i to, czy ostatecznie zrobią zakupy przez internet, czy wybiorą się do sklepu, jest wypadkową wielu czynników, jak cena, dostępność czy doświadczenia związane z zakupami. Polska jest idealnym miejscem do rozpoczęcia ekspansji w regionie. Rynek jest wystarczająco duży, żeby rozpocząć działalność na widoczną skalę, a dogodne geograficzne położenie zachęca do wchodzenia do kolejnych krajów.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Michalina Szczepańska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Handel / Medicine i Answear przybierają na wadze