Melduję wykonanie zadania - wygrałem

Jacek Zalewski
opublikowano: 2008-03-04 00:00

Uzyskanie przez Dymitra Miedwiediewa w pierwszej turze wyborów prezydenckich 70,23 proc. głosów (drugie miejsce po przecinku może się jeszcze minimalnie zmienić) było wykonaniem dyrektywy, niezezwalającej namaszczonemu carewiczowi na przekroczenie 71,31 proc. Władimira Putina z 14 marca 2004 r. Centralna komisja wyborcza dopilnowała, żeby popierający Miedwiediewa wyborcy nie przeszarżowali i bezwiednie nie sfałszowali końcowych wyników.

Polska, Unia Europejska, Stany Zjednoczone i cały świat zastanawiają się, jak to wszystko czytać i kto naprawdę będzie w Rosji numerem jeden. Tymczasem taki układ został już przerobiony u nas w epoce podwójnych rządów braci Kaczyńskich. Dlatego tytuł odnoszącego się do Rosji komentarza nieprzypadkowo nawiązuje do pamiętnego meldunku, złożonego przez Lecha Kaczyńskiego starszemu Jarosławowi w pierwszych słowach po ogłoszeniu prezydenckiego zwycięstwa. Powyższe zdjęcie, wykonane w niedzielę na koncercie powyborczym na placu Czerwonym w Moskwie, nie pozostawia wątpliwości, kto w duecie Władimira Putina z Dymitrem Miedwiediewem jest mocarzem, a kto skromnym petentem.

Dlatego w międzynarodowych relacjach Rosji najprawdopodobniej powtórzy się syndrom pamiętnego szczytu Rady Europejskiej w czerwcu 2007 r. w Brukseli. Polskę fizycznie reprezentował tam prezydent Lech Kaczyński, ale przywódcy największych państw UE odetchnęli dopiero, gdy telefonicznie uzgodnili wszystko z pozostającym w Warszawie premierem Jarosławem Kaczyńskim.

Od maja można założyć albo reprezentowanie Rosji w relacjach z USA i Unią Europejską, czyli także z nami, przez szefa rządu Władimira Putina, jedynie kurtuazyjnie konsultującego się z prezydentem, albo udział Dymitra Miedwiediewa, ale wiszącego na telefonie do prawdziwego pryncypała, nadzorującego podróże nominalnej głowy państwa z Moskwy.

My to przerobiliśmy i jakoś udało się w takim trybie zaklepać traktat reformujący. Unia Europejska wtedy się śmiała, ale musiała anormalną sytuację zaakceptować. Różnica jest taka, że z Rosji nikt się śmiać nie odważy.

Jacek Zalewski