Minister spraw zagranicznych Stefan Meller zapytany, czy złożył rezygnację, przyznał na poniedziałkowej konferencji prasowej, że "miał skłonność posłużenia się piórem i na tym skończy swą odpowiedź".
Powtórzył, że obecnie jest skoncentrowany ma przygotowaniu wystąpienia na temat polityki zagranicznej, które wygłosi w Sejmie 15 lutego.
Meller przyznał też, że ze zdziwieniem dowiedział się z mediów o swym złym stanie zdrowia, który wymieniano jako jedną z przyczyn jego rezygnacji. "Informacje o mojej śmierci są przedwczesne" - dodał, parafrazując powiedzenie Marka Twaina. Zaprzeczył też, jakoby miał zrezygnować z powodu problemów rodzinnych. "Gdy o tym przeczytałem, pytałem żonę - czy ode mnie odchodzi, a dzieci - czy jeszcze mnie kochają" - żartował.
Dopytywany jednak przez dziennikarzy o inne wymieniane w mediach powody ewentualnej dymisji, takie jak konflikty z jednym ze swych zastępców, Meller przyznał: "Jest niewątpliwie problem, który mnie zaprząta - skutecznego funkcjonowania MSZ, jako koordynatora polityki zagranicznej. To niewątpliwie jest coś, co każdemuministrowi spraw zagranicznych powinno spędzać sen z oczu, gdy dostrzega elementy szwankujące". Dodał, że jest to powodem jego "rozmaitych rozmów, jakie prowadził w ostatnim czasie".
Zdaniem szefa MSZ, przyczyną tej sytuacji jest kształtowanie i umacnianie się w pierwszym okresie funkcjonowania rządu pewnych ośrodków oraz przekonań, które utrudniały niekiedy koordynację polityki zagranicznej.
Minister ocenił też, że szef MSZ powinien być członkiem Rady Bezpieczeństwa Narodowego. Meller nie został powołany do tego gremium.
Szef polskiej dyplomacji przekonywał jednak dziennikarzy, że bardzo ceni współpracę z premierem Kazimierzem Marcinkiewiczem i uważa, iż może prowadzić spójną i skuteczną politykę zagraniczną.