Na początku 2012 r. prof. Krzysztof Rybiński stworzył fundusz inwestycyjny, który w scenariuszu bankructwa Grecji oraz rozpadu strefy euro miał zarabiać krocie. Nic z tego nie wyszło, ale apokaliptyczne wizje są żywe — tyle że nie dotyczą starego kontynentu, ale lokomotywy globalnego wzrostu — Chin i największych tego beneficjentów, czyli rynków wschodzących.

— Nazwa „chinagedon” powstała z przekory do eurogedonu. Mówiąc prostym językiem, chodzi o określenie kolejnego krachu, który moim zdaniem czeka rynki wschodzące. Mam na myśli tzw. kraje peryferyjne, które opierają się na handlu surowcami i nisko przetworzonymi towarami — wyjaśnia Wojciech Białek.
Według analityka CDM Pekao, źródłem napięć w światowej gospodarce będzie cykliczność na rynku dolara. Ekspert przypomina, że dokładnie 10 lat temu rozpoczęła się era taniego pieniądza. Inwestorzy wykorzystali ten fakt i w rezultacie kapitał popłynął szerokim strumieniem, zwłaszcza do krajów aspirujących do miana rozwiniętych.
Według specjalisty CDM Pekao, zapalnikiem, który wywoła panikę, będzie wycofanie Fedu z ultrałagodnej polityki pieniężnej. Jego zdaniem, proces „ucieczki” kapitału rozpocznie się w 2014 r.
— Wszystko wskazuje na to, że wtedy Rezerwa Federalna przestanie drukować dolary — wyjaśnia Wojciech Białek.
Historia lubi się powtarzać
Polityka amerykańskiego banku centralnego steruje globalnymi nastrojami na rynkach — tani dolar jest wodą na młyn dla rynków akcji, obligacji czy surowców. Zdają sobie z tego sprawę również finansiści z państw wschodzących. Niektóre kraje już teraz zabezpieczają się przed gwałtownym odpływem kapitału, do którego może doprowadzić zaostrzenie polityki Fedu. Banki centralne Indii i Tajlandii ostatnio interweniowały na rynkach walutowych, aby zastopować deprecjację swoich walut, a Indonezja niespodziewanie podniosła stopy procentowe. Wojciech Białek koncentruje jednak szczególną uwagę na zachowaniu jena. Analityk zauważył, że japońska waluta, tak mocno jak w tym roku osłabiała się wobec dolara jedynie w czerwcu 1979 r. i w listopadzie 1995 r. Wtedy rykoszetem dostały zwłaszcza rynki surowcowe.
— Te dwa wcześniejsze epizody słabości jena względem dolara poprzedziły kluczowe szczyty cen surowców z listopada 1980 r. i stycznia 1997 r. o odpowiednio 17 miesięcy i 14 miesięcy. Powtórzenie tego opóźnienia dałoby szczyt GSCI (Goldman Sachs Commodity Index) pomiędzy czerwcem a wrześniem 2014 r. — zakłada Wojciech Białek.
Jego zdaniem, deprecjacja jena jest realnym zagrożeniem dla azjatyckich sąsiadów Japonii. Ekspert przypomina, że ostatnie głębokie osłabienie waluty Kraju Kwitnącej Wiśni poprzedziło wybuch kryzysu azjatyckiego w 1997 r. Analityk zwraca także uwagę na zachowanie giełd w krajach peryferyjnych — wschodzące rynki akcji słabną w stosunku do rozwiniętych już od 2,5 roku.
Według Wojciecha Białka, zachowanie względnej siły indeksu MSCI Emerging Markets w stosunku do MSCI World wydaje się analogiczne do tego z lat 1995-97 r. — ekspert przypomina, że wtedy bessa na rynkach wschodzących nabierała rozpędu.
Polska bezpieczna
Specjalista CDM Pekao twierdzi, że paradoksalnie niepokoje w krajach peryferyjnych mogą okazać się zbawienne dla Polski.
— Pękniecie bańki na rynkach wschodzących może nam pomóc. W przypadku realizacji mojego scenariusza krótkoterminowa reakcja z pewnością będzie nerwowa. Natomiast w dłuższym horyzoncie powinniśmy zyskać w oczach inwestorów. Po prostu okaże się, że państwa takie jak Polska staną się bezpieczną przystanią — komentuje Wojciech Białek.
Potwierdzenie? Wojciech Białek zwraca uwagę na wydarzenia w Turcji, z której kryzys polityczny wymiótł kapitał m.in. do Polski. Jego zdaniem, to nie przypadek, że w czerwcu WIG znalazł się na najwyższym poziomie od prawie 2 lat, a MSCI Emerging Markets spadł na półroczne minimum.
— Względna siła polskiego indeksu względem benchmarku rynków wschodzących osiągnęła najwyższy poziom od końca 2008 r. Wydaje się, że w ostatnich tygodniach można mówić o wyraźnym przepływie pieniędzy na GPW. Na razie jednak nie jest jasne, jak trwała okaże się ta tendencja — dodaje ekspert CDM Pekao.
Scenariusz się nie zrealizował
Kontrowersyjne wypowiedzi i prognozy, gwarantujące obecność w mediach, to jeszcze nie jest gwarancja zysków dla inwestorów — przekonał się o tym Krzysztof Rybiński, który był spiritus movens utworzonego w lutym zeszłego roku przez Operę TFI funduszu Eurogeddon. Miał on zarobić na realizacji scenariusza rozpadu strefy euro. Postawić na to pieniądze zdecydowało się niewielu — w szczytowym momencie fundusz nie miał nawet 5 mln zł aktywów. Dziś wynoszą 2,43 mln zł, a wynik za ostatnie 12 miesięcy to -50 proc.