Miasta pełne paradoksów

opublikowano: 16-05-2019, 22:00

Smutne wnioski płyną z architektoniczno- -urbanistycznej debaty podczas EKG: dziś nie ma wielkich szans na to, byśmy żyli w pięknym otoczeniu.

Polska urbanistyka jest pełna paradoksów. Przykład?

Michał Olszewski, wiceprezydent Warszawy, martwi się likwidacją instytucji użytkowania wieczystego: był to jedyny mechanizmem podobny do podatku katastralnego, bo opłata zależała od wartości nieruchomości. Teraz go zabraknie.
Zobacz więcej

KRES UŻYTKOWANIA:

Michał Olszewski, wiceprezydent Warszawy, martwi się likwidacją instytucji użytkowania wieczystego: był to jedyny mechanizmem podobny do podatku katastralnego, bo opłata zależała od wartości nieruchomości. Teraz go zabraknie. Fot. Marek Wiśniewski

— Polacy, jak wynika z badań, które przeprowadzono całkiem niedawno, bo w 2014 r., chcą przepisów prawnych, które regulowałyby kwestie ładu architektonicznego. Jednocześnie aż 40 proc. ankietowanych w tym sondażu opowiada się za tym, żeby panowała zupełna swoboda dotycząca charakteru budynków stawianych na prywatnych gruntach — powiedział Olgierd Dziekoński, architekt. Przykładów tego typu sprzeczności jest znacznie więcej.

— Najbardziej nieekologiczny sposób zamieszkiwania, czyli domy jednorodzinne, to marzenie aż 70 proc. Polaków — zauważył inny architekt, Zbigniew Maćków.

Konieczna jest więc edukacja, szczególnie że często prawda może być zupełnie inna, niż nam się zdaje. I tu kolejny przykład:

— Trzeba uczyć choćby tego, że miejskie trawniki, których nie ma kto utrzymywać, podlewać, są złe — powiedział Zbigniew Maćków.

Uważa, że najbardziej ekologicznym miastem świata jest… Nowy Jork, gdzie nie ma takich właśnie małych trawniczków, jest natomiast Central Park, stanowiący kompletny ekosystem. Te paradoksy, sprzeczności i brak uświadomienia rodzą konkretne problemy, z jakimi już teraz zmagają się polskie miasta. Choćby Warszawa. Tu również trzeba obalać mity.

— Dobre miasto nie jest wieżowcem otoczonym zielenią — tłumaczył Michał Olszewski, wiceprezydent stolicy.

Przypomina, że dobre miasto musi być zwarte, żeby było bardziej ekonomiczne i odporne na zmiany. Tu samorządy napotykają trudności. Jedną z nich jest wynikająca z poszukiwania oszczędności migracja na dalekie obrzeża aglomeracji.

— Samorządy nie są dziś w stanie normami prawnymi zatrzymać tej suburbanizacji, a ci, którzy się wyprowadzają, bo chcą tanich mieszkań, za chwilę będą też chcieli mieć po sąsiedzku szkoły, przedszkola itd. — wyjaśnił Michał Olszewski.

Problem w tym, że na skutek zwyżek cen coraz mniej jest publicznych pieniędzy na urządzenie przestrzeni miejskiej. W tej sytuacji — podkreślił Olgierd Dziekoński — przestrzeń staje się dobrem rzadkim. W tych warunkach miasta mają coraz większy problem z kształtowaniem ładu przestrzennego.

— Tymczasem, jak ktoś kiedyś powiedział, ład przestrzenny to jedyna rzecz, która nie może podlegać wolnemu rynkowi — zauważył inny Tomasz Konior, architekt.

Nic dziwnego, że pojawiają się postulaty, aby tak jak bywa w niektórych zachodnioeuropejskich miastach, np. Sztokholmie czy Amsterdamie, samorząd powiększał obszar, którym dysponuje, m.in. skupując okoliczne grunty.

— Kłopot polega na tym, że w Polsce każdy tego typu zakup jest z definicji podejrzany — powiedziała Agnieszka Kaczmarska, była prezes katowickiego oddziału Stowarzyszenia Architektów Polskich.

Praktyka jest dokładnie odwrotna, polskie miasta wyprzedają grunty i w ten sposób coraz bardziej tracą wpływ na kształtowanie ładu przestrzennego.

— Nie powinny tego robić, bo jedynym sposobem na regulowanie przestrzeni miejskiej będą wtedy podatki. Trzeba przejść na system koncesyjny: firmy deweloperskie mogłyby budować i użytkować nieruchomości przez 20, 30 lat, a potem oddawałyby je miastu — postulował Zbigniew Maćków.

Jego zdaniem za jakiś czas może się okazać, że tytuł czasowego użytkowania będzie dla firm korzystniejszy niż prawo własności. Tu jednak napotykamy kolejną sprzeczność — ruch w dokładnie odwrotnym kierunku, czyli przegłosowaną niedawno ustawę o przekształceniu użytkowania wieczystego we własność.

— Dziś rozdaje się majątek publiczny, który już do miast nie wróci — ubolewał wiceprezydent Warszawy.

Zbigniew Maćków uważa, że te przepisy oznaczają cofnięcie się o 50 lat.

— Już nie będzie kooperatyw, które były jedynym funkcjonującym mechanizmem rewitalizacji starych kamienic w centrum miast — wyjaśnił Zbigniew Maćków.

Dziś trudno będzie już odejść od takich regulacji. Pozostaje więc edukacja i poszerzanie świadomości mieszkańców miast. Co jeszcze? Zdaniem Tomasza Koniora… czas.

— Kilkanaście lat temu w konkursie urbanistycznym zgłoszono pomysł zwartej zabudowy centrum Katowic. Wtedy ta koncepcja spotkała się z ogromną krytyką. Ostatecznie pomysłu nie zrealizowano i myślę, że ciągle jeszcze nie jesteśmy gotowi, aby takie decyzje podejmować. Trzeba zaczekać na odpowiedni czas — podsumował architekt.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Bartłomiej Mayer

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy