Miasto w rusztowaniach

Karolina Guzińska
opublikowano: 2004-07-23 00:00

Zanim rozpocznie się inwestycję, archeolodzy badają grunt. Bo nieważne, gdzie się kopie — prędzej czy później natyka się na starożytne pamiątki.

Biurowiec wznosi się na fragmentach murów. Plac pod apartamentowiec kryje studnię sprzed tysięcy lat... Współczesne Ateny wyrosły na antycznych ruinach. Stąd decydujący głos archeologów przy pracach budowlanych. Uciążliwe? Może, ale dzięki temu to miasto ma duszę.

Napór cywilizacji

— Ateny wyglądają jak wykop pod wieżowiec, do którego ktoś nawrzucał starożytnych resztek. Zabytki wtapiają się w nowoczesną zabudowę. Napór cywilizacji na historię to smutny widok... — uważa Marek Jurewicz, koordynator w firmie Prokom Software.

Bez przerwy coś się buduje, wciąż się coś odnawia. Przygotowania do olimpiady przesłoniły rusztowaniami wiele turystycznych atrakcji.

— Części zabytków nie dało się zobaczyć. Chcieliśmy wejść na stadion, gdzie odbyły się pierwsze nowożytne igrzyska olimpijskie w 1896 r., ale w lecie 2003 r. był zamknięty — wspomina Marek Jurewicz.

Niespieszne tempo prac budziło niepokój przybyszów.

— W lutym miasto było rozkopane. Dziwiłem się: jak ci Grecy zdążą? Zatrudnili jednak siłę roboczą z Albanii. I teraz kończą wykładać drogi — dodaje Artur Godlewski z TUI Centrum Podróży.

Ateny, wciśnięte między góry i morze, to najmniej zielona ze stolic Europy. Słynie ze smogu, unoszącego się ponad dachami, z brudnych ulic i korków — o lepsze walczą tu samochody i „kaczuszki” (papakia), jak pieszczotliwie Grecy zwą skutery. Do tego temperatura, przekraczająca latem 30 stopni. I braki wody, z którymi ateńczycy borykają się jesienią — dwa zbiorniki retencyjne nie starczają pięciomilionowemu miastu. Zmorą turystów są banki i poczta — czynne do 13.00. A sklepy? W poniedziałki i środy, czasem w piątki — zamknięte...

— Grek pije poranną kawę, pali papierosa i spokojnie rozpoczyna dzień od rozmowy z przyjaciółmi. Około południa jest już zmęczony. Pora na sjestę. Potem wraca do pracy, by dokończyć dyskusję o naprawie świata, życiu, polityce... — Anna Rzeżuchowska, rezydentka Orbisu Travel w Grecji, przybliża mentalność Hellenów.

To wszystko sprawia, że Ateny albo zachwycają, albo szokują.

— Mnie pozytywnie zaskakują. To urokliwe miasto. Z Pireusem, malowniczym przedmieściem pełnym pięknych kamienic, nadmorskich barów, ekskluzywnych portów... Cenię brak wieżowców — najwyższe budynki Aten to 8-piętrowe hotele w centrum. I doskonałą komunikację — z metrem, które Grecy zaczęli budować później niż my warszawskie. I bardzo sprawnie się z tym uporali — przekonuje Artur Godlewski.

Ateny żyją własnym tempem. Nikomu się nie śpieszy — nawet taksówkarzom.

— Nie warto się łudzić, że jak się złapie taksówkę, to się nią pojedzie. Bo kierowca wskazuje kierunek — jeżeli chcemy pojechać w przeciwnym, musi zdarzyć się cud, by nas zabrał. Kolejna niespodzianka czeka w taksówce. Gdy w pojeździe są niewykorzystane miejsca, taksówkarz zatrzyma się na najbliższym skrzyżowaniu i zabierze nadprogramowych pasażerów — opowiada Artur Godlewski.

Kierowca często nie zna wskazanej ulicy — o ile nie powiemy mu, która to dzielnica. Bo w mieście jest wiele ulic o tej samej nazwie.

— Ale taksówki w Atenach są najtańsze w Europie. Nigdzie nie płaci się za przejazd tak symbolicznie jak tu. Uwaga! Wzywane telefonicznie są droższe od złapanych na ulicy — ostrzega Artur Godlewski.

Wieki patrzą na nas

Wspomnienie z lekcji historii — Ateny, tętniąca życiem kolebka myśli politycznej i filozofii. Miasto sympozionów — wieczornych spotkań przy winie i rozmowach do bladego świtu. I teatru — Sofokles, Ajschylos, Arystofanes wystawiali tu swoje tragedie i komedie.

— Pierwszy Partenon datuje się na XII w. p.n.e., ale prawdziwy rozkwit Aten przypada na V w. p.n.e. Wtedy rodzi się demokracja. Kobiety nie mają praw obywatelskich, a mężczyźni dzielą się na „polites” i „idiotes”... Pierwsi interesują się życiem państwa i uczestniczą w nim czynnie, drudzy są obojętni wobec tego, co dzieje się w polis — opowiada Anna Rzeżuchowska.

Te czasy przypomina Akropol, skaliste wzgórze wysokości 156 m. Tu, w samym sercu miasta, wznosiły się najwspanialsze świątynie. Największa, Partenon, powstała w latach 447-432 p.n.e. Budowlę, wspartą na potężnych kolumnach doryckich, poświęcono Atenie Dziewicy. W środku stał niegdyś monumentalny posąg patronki miasta, dzieło Fidiasza.

— Partenon, Erechtejon, Propyleje... Z tymi nazwami potykałem się na lekcjach. I wreszcie przekonałem się, co kryją. Postawiłem stopę, dotknąłem ręką... Zderzenie z historią rzucające na kolana! — uważa Marek Jurewicz.

U stóp Akropolu rozciąga się Agora, starożytny rynek, ongiś pełen sklepików handlarzy, świątyń, siedzib instytucji politycznych.

— Tu się ostała najlepiej zachowana świątynia dorycka — Hefajstejon z V w. p.n.e. Prawie nienaruszona! Nie za duża, z pełną kolumnadą i stropem. Będąc na Agorze, można też zajrzeć do małego muzeum. Wśród eksponatów — antyczna maszynka do głosowania, znana z pocztówek butelka na oliwę w kształcie klęczącego chłopca, starożytny nocnik... — wylicza Marek Jurewicz.

Warto zaliczyć Odeon Herodesa (amfiteatr), antyczny cmentarz Keramejkos, Wieżę Wiatrów — świetnie zachowany, ośmiokątny miejski zegar i wiatrowskaz z 40 r. p.n.e., rzymską Agorę oraz świątynię Zeusa Olimpijskiego, obok której wznosi się Łuk Hadriana (124-129 r.) — brama oddzielająca miasto greckie od rzymskiego. Napis z jednej strony głosi: „Tu są Ateny, dawne miasto Tezeusza”, z drugiej — „Tu jest miasto Hadriana, a nie Tezeusza”... To skromny wybór — Ateny gromadzą w jednym miejscu tyle zabytków, że wszystkich wymienić nie sposób.

Ziemniaki i kwiaty

Centrum handlowe stolicy Grecji ograniczają dwa place: Sintagma — Konstytucji, oraz Omonia — Zgody. Po wschodniej stronie placu Sintagma stoi gmach parlamentu — wzniesiony w latach 1834-38 dawny pałac królewski. Da się tu zobaczyć widowiskową zmianę warty.

— Gwardziści noszą drewniaki z kolorowymi pomponami i grube, sukienne ubrania — przy 35-stopniowym skwarze! Choreografia przypomina zaś ludowy taniec z przytupywaniem, machaniem rękami i defiladowym krokiem — mówi Marek Jurewicz.

Po tym spektaklu pije się kawę w otaczających parlament Ogrodach Narodowych. Założyła je Amalia, żona Ottona Bawarskiego — pierwszego króla wolnej Grecji.

— Żołnierzy greckich z jej czasów nazywano ogrodnikami, gdyż z wypraw przywozili sadzonki roślin. Kiedyś podarowali Amalii pędy ziemniaków. Posadzone, wyrosły i zaowocowały. Rozdawano je ludziom na głównym placu Aten. Ale Grecy boją się obcego... Co robić, by jedli ziemniaki? Wydać edykt zakazujący ich spożywania! I postawić straż. Już po pierwszej nocy na placu nie został ani jeden ziemniak — śmieje się Anna Rzeżuchowska.

Od placu Omonia wiedzie, w kierunku Akropolu, ulica Athina. Znana z markowych sklepów, a przede wszystkim z tradycyjnego bazaru.

— Można posłuchać nawoływań sprzedawców, spróbować orzeszków, oliwek, sera... I kupić wszystko! Idąc Athiną do końca, trafia się na pchli targ. Również tam warto zajrzeć — przekonuje Anna Rzeżuchowska.

Spragnionym wrażeń poleca eskapadę na „buzukia” — tradycyjne greckie biesiady. Główne punkty programu: muzyka na żywo, najlepsi piosenkarze, whisky i orzeszki. Ale wstęp do nocnych klubów jest drogi...

— Wśród stolików przechadzają się kelnerki z tackami kwiatowych płatków. Koniecznie trzeba je kupić swej damie lub ulubionej piosenkarce. Podłoga usypana jest kwiatami, a ich aromat miesza się z zapachem whisky. Kwiatami pachną ciała kobiet — zwyczajem jest obsypywanie płatkami i wcieranie ich w ramiona, palce i dekolty dam, z którymi się przybyło... — opisuje Anna Rzeżuchowska.

Dary bogów

Hellenowie wierzą, że bogowie podarowali im wszystko, co do życia potrzebne. Chleb, by wzmacniał ciało, oliwę, by czyniła serce silnym, i wino, które sprawia, że duch staje się lżejszy. Unosząc się do góry, może rozmawiać z Bogiem....

— Czas poświęcony rodzinie i przyjaciołom jest święty. Tuż przed 22.00 Grecy zabierają bliskich do tawerny. Kilka lub kilkanaście osób wspólnie je kolację. Do 3-4 nad ranem! Nieistotne, że trzeba wstać do pracy. Dorośli się bawią, a maleństwa zasypiają w ramionach rodziców. Ludzie nie zamawiają osobnych dań. Proszą o różne potrawy i stawiają je na środku — kosztują wszyscy. Zaczynają od szklaneczki wina i lodów, potem kilkanaście przystawek. Jedzą palcami, maczając chleb w sosach i sałatkach — tak lepiej smakuje. Stoły zasłane są papierowymi serwetami: łatwiej potem sprzątać — opowiada Anna Rzeżuchowska.

Radzi: Jeżeli wieczór w Atenach, to w XIX-wiecznej dzielnicy Plaka. Położona u stóp Akropolu, czaruje gąszczem wąziutkich uliczek, białymi domkami, kwiaciarkami sprzedającymi róże... Muzyka grecka, cykady, zapach jaśminu, a po dobrej kolacji spacer na Akropol i rzut oka na panoramę miasta nocą.

— Szukaliśmy klimatu Plaki. Pierwsza wizyta rozczarowała. Tłok, hałas, dym, zamiast nastrojowych kafejek — ciąg jubilerskich witryn, z żółtym złotem, przywodzącym wspomnienia „skarpetkowego importu” z byłego ZSRR... Ale potem — olśnienie! Trafiliśmy na maleńką enklawę domków, przytulonych do zbocza Akropolu. Świat rodem z greckich wysp — bielone ściany, niebieskie framugi, wygrzewające się koty. Zobaczyliśmy też tabliczkę wskazującą Akropol. Jej zdjęcie zdobi okładkę przewodnika Pascala! Zrobiliśmy własną wersję tego zdjęcia... — wspomina Marek Jurewicz.

Romantyków przyciąga wzgórze Likiawittos. Najwyższa góra Aten ze świątynią św. Jerzego, kościółkiem zakochanych.

— Widoki rekompensują trudy wspinaczki. Siedząc w jednej z knajpek na szczycie, podziwia się oświetlone Ateny. I surowe wzgórze Akropolu, wynurzające się z morza miejskiej zabudowy — dodaje Marek Jurewicz.

Na drinka warto udać się do Pireusu. Port Pasalimani słynie z doskonałego uzo (grecka wódka anyżowa). Najlepiej dostać się tam metrem — podróż trwa około 25 minut. Kto chce wypuścić się poza rogatki Aten, może też skusić się na krwisto-czerwony zachód słońca na Sunion (70 km od miasta). Malowniczo położony przylądek znany jest z ruin świątyni Posejdona, z trzech stron otoczonej morzem.

— Jedną z kolumn „zdobi” wyjątkowe grafitti — podpis Georga Byrona z 1810 r. Wprawne oko, uzbrojone w aparat z zoomem, dojrzy wyryty podpis pisarza wandala — zapewnia Marek Jurewicz.

Trzeba się jednak liczyć, że powrót do miasta będzie koszmarem.

— Przedmieścia Aten są rozległe, z masą zakładów i warsztacików. A ruch samochodowy wielki — jedzie się w kurzu, spalinach, hałasie, obok ogromnych tirów i przedpotopowych ciężarówek. Jednak — wbrew opinii o motoryzacyjnym temperamencie południowców — ludzie jeżdżą rozważnie. Statystycznemu Grekowi po prostu się nie śpieszy! — sumuje Artur Godlewski.

Możesz zainteresować się również: