Michałowski: "Nikt nie wciskał mi walizki z kasą"

KAP
opublikowano: 2009-10-02 11:42

Miałem dość domu w Kazimierzu, bo po „taśmach Oleksego” zaczęły „odwiedzać” go tłumy turystów i dziennikarzy. Postanowiłem go sprzedać – tak sprawę transakcji z CBA komentuje Marek Michałowski, który właśnie przestał być szefem Budimeksu, a będzie reprezentował interesy jego inwestora w Europie.

"Gazeta Wyborcza" napisała, że CBA próbowało udowodnić, że Jolanta i Aleksander Kwaśniewscy ukrywają dochody. Mieli ponoć być faktycznymi właścicielami domu w Kazimierzu Dolnym, który formalnie należał do Marka Michałowskiego. Aby udowodnić tezę, CBA odkupiło dom.

Punktem wyjścia do postępowania CBA miały być tzw. taśmy Oleksego.

- Kupiłem dom w 2007, ale po ujawnieniu taśm Oleksego pojawiały się pod nim tłumy turystów, dziennikarzy i pewnie także agentów. Nie dało się tam przebywać, więc postawiłem go sprzedać – mówi Marek Michałowski.

Kupca pomógł znaleźć syn kobiety, która administrowała domem w Kazimierzu. Okazał się nim Tomasz Małecki. Taki pseudonim nosi agent CBA, który oprócz sprawy domu w Kazimierzu prowadził także sprawę Weroniki Marczuk-Pazury i Beaty Sawickiej.

- Zapłaciłem za dom 1,5 mln zł, uzgodniliśmy w lipcu tego roku, że sprzedam go za 1,6 mln zł. Rynek nieco siadł, ale nie chciałem stracić. Pana Małeckiego widziałem 15 może 20 minut u notariusza. Po podpisaniu aktu miał zapłacić mi przelewem za dom, ale pieniądze nie wpłynęły do tej pory – opowiada Marek Michałowski.

W „GW” pojawiły się informacje, że podobno cena była ustalona na 3 mln zł, ale tylko połowa kwoty miała być wykazana w akcie notarialnym. Po jego podpisaniu agent miał wręczać Michałowskiemu walizkę z nadajnikiem, myśląc, że pieniądze zawiezie on rodzinie Kwaśniewskich. Jednak Marek Michałowski nie chciał jej wziąć.

- Nikt nie dawał mi żadnej walizki. Po podpisaniu aktu wyszliśmy z żoną jako pierwsi i odjechaliśmy – twierdzi natomiast Marek Michałowski.