Miecz wiszący nad małymi firmami tym razem spadnie

Jacek Zalewski
opublikowano: 2000-09-08 00:00

Miecz wiszący nad małymi firmami tym razem spadnie

FALOWANIE AKTYWNOŚCI: Dane statystyczne (pochodzące sprzed roku, jako że GUS zawiesił te wartościowe badania) pokazują prawdę o nominalnym czasie pracy w Polsce.

Już się nie uda wywinąć. Komu i od czego? Prywatnym przedsiębiorcom od nowelizacji kodeksu pracy. Głosami doraźnej koalicji AWS/SLD/PSL, wbrew stanowisku mniejszościowego rządu AWS oraz klubu UW, Sejm skróci od 1 stycznia 2001 r. nominalny tygodniowy wymiar czasu pracy z 42 do 40 godzin (zachowując pełne wynagrodzenia), zaś każdą sobotę awansuje do rangi dnia ustawowo wolnego od pracy (dotychczas soboty są wliczane do puli 39 tzw. dodatkowych dni wolnych).

PRZYPOMNIJMY, iż ta nowelizacja była już przesądzona w roku ubiegłym. Jednak 3 grudnia sejmowe kluby tak się skłóciły o termin — SLD żądał 40 godzin już od 1 stycznia 2000 r., AWS optowała za 1 stycznia 2002 r, zaś rząd (czytaj UW) chciał rozłożyć wszystko w czasie do 1 stycznia 2004 r. — że cała ustawa niespodziewanie poszła do kosza. Szybko wróciła w postaci projektu rządowego, który jednak został gruntownie przerobiony przez sejmową komisję kodyfikacyjną.

PRYWATNI przedsiębiorcy są tym bardzo rozczarowani i czują się oszukani. W grudniu wręcz nie wierzyli własnemu szczęściu, jako że zdają sobie sprawę z potęgi parlamentarnej reprezentacji związków zawodowych. Dlatego popierali kompleksową nowelizację kodeksu pracy, przygotowywaną przez rząd AWS/UW. Zdecydowanie opowiadali się za elastycznością czasu pracy w zależności od rodzaju przedsiębiorstwa oraz gałęzi, w jakiej ono działa.

LOBBY ZWIĄZKOWE podkreśla, że do Unii Europejskiej powinniśmy wchodzić bez opóźnień w jakiejkolwiek dziedzinie. A zatem najwyższy czas zakończyć obiecanki i wreszcie wprowadzić 40-godzinny tydzień pracy, który jest przecież unijnym standardem. Ba, przodujące państwa zeszły już do 35 godzin. Dyskretnie przemilczana jest kolosalna różnica w wydajności pracy między Polską a krajami zachodnioeuropejskimi.

Z DRUGIEJ STRONY trzeba pamiętać, że w wielu firmach i całych branżach kodeksowy wymiar czasu pracy jest iluzją — od dawna obowiązuje w nich tydzień 5-dniowy i 40-godzinny. Z kolei rząd widziałby na obecnym etapie rozwiązanie pośrednie — wprowadzenie wszystkich wolnych sobót (w tej sprawie istnieje zgodność poglądów związkowców i pracodawców) przy pozostawieniu 42 godzin.

TAK NAPRAWDĘ nowelizacja kodeksu pracy stanowi największe zagrożenie dla przedsiębiorstw najmniejszych, zatrudniających kilka osób. Spowoduje w tym sektorze falę oficjalnych redukcji zatrudnienia i wymuszone przechodzenie do strefy pracującej na czarno. Czy na pewno o to idzie animatorom tak populistycznej ustawy?