Miedź i żywica jaśnie oświecone

Magdalena Mastykarz
opublikowano: 06-03-2016, 22:00

POMYSŁ NA BIZNES: Tiffany, Swarovski, Murano… czas na coś świeżego — mówią twórcy marki Bloomlight. Cel mają jasny, choć trudno go osiągnąć z prędkością światła

Co wyjdzie z połączenia przedsiębiorczości z kreatywnością? Coś osobliwego. Takie są ręcznie wytwarzane lampy i żyrandole z miedzi i żywicy, które tworzy Małgorzata Młynarz, założycielka firmy Bloomlight. Pomysł na ręcznie wykonywane lampy inspirowane przyrodą i żywiołami pojawił się w 2004 r. Przez kolejne miesiące wspólnie z Miłoszem Idzikowskim założycielka Bloomlight próbowała i testowała, aby w 2005 r. zaprezentować efekt prac. Jej specjalnością są ręcznie wytwarzane lampy i żyrandole z miedzi i żywicy.

W INNYM ŚWIETLE:
W INNYM ŚWIETLE:
— Pokazujemy, że światłem można kreować nie tylko przestrzeń wnętrz, ale przede wszystkim ich nastrój, że światło ma wpływ na nasze samopoczucie — mówią Miłosz Idzikowski i Małgorzata Młynarz, twórcy marki Bloomlight.
LUCJUSZ CYKARSKI

Na start nagroda

Zaczęli z przytupem — jeszcze w tym samym roku znaleźli się w gronie laureatów Prodeco 2005 — konkursu organizowanego przez magazyn „Elle Decoration”. Były też inne wyróżnienia, m.in. w prestiżowym konkursie Śląska Rzecz. Jako że wcześniej zajmowali się już metaloplastyką, nie zaczynali od zera. Mieli narzędzia i maszyny, a przede wszystkim know-how pracy z miedzią. Musieli dopracować technologię i dać się zauważyć. Etap przygotowań pochłonął 50 tys. zł.

Nie tylko oświetlenie

— Pokazujemy, że światłem można kreować nie tylko przestrzeń wnętrz, ale przede wszystkim ich nastrój, że światło ma wpływ na nasze samopoczucie — mówią twórcy marki Bloomlight.

Duży nacisk kładą też na indywidualizm i oryginalny styl. Swoje założenia realizują, współpracując z architektami — wspólnie podejmują się nietypowych zleceń wykonania lamp dopasowanych i zaprojektowanych do konkretnych wnętrz. — Dzięki ręcznemu wykonaniu naszych produktów nie jesteśmy skrępowani w ich projektowaniu. Jedynym ograniczeniem są wytyczne inwestorów — zaznacza Małgorzata Młynarz. Firma wykonuje duże żyrandole, lampy, kinkiety, często całe oświetlenie. Najczęściej na zlecenie prywatnych inwestorów do domów, restauracji, browarów.

Choć w nazwie wyraźnie wybrzmiewa „light”, Bloomlight nie zajmuje się wyłącznie oświetleniem, ale również metaloplastyką. Ciekawym punktem oferty są miedziane kolumny do piwa, tzw. nalewaki, które w połączeniu z oświetleniem są niemałą gratką dla browarów rzemieślniczych poszukujących czegoś wyjątkowego i z charakterem.

Będą jak Tiffany

Firma jest małą, kilkuosobową manufakturą, nie nastawia się na masową produkcję. — Zwykle robimy kilkanaście lamp w miesiącu, przeważnie w ramach jednej lub dwóch dużych realizacji: rezydencji na wsi, domu z bali w górach, restauracji, pubu czy browaru restauracyjnego — przybliża Miłosz Idzikowski.

Szerokie wody

Podział ról jest jasno określony. Właścicielka Bloomlight koordynuje zespół i zlecenia, szuka nowych inspiracji, a przede wszystkim jest odpowiedzialna za prowadzenie firmy. Nowych wyzwań i projektów dostarcza Kasia Zachariasz- -Rybak, prowadząca biuro architektoniczne K2 i projektująca oświetlenie, a także całe wnętrza.

— A żeby te rury, blachy, druty, listki i kuleczki zamieniły się w lampy, to już moja w tym głowa — dodaje Miłosz Idzikowski, który również uczestniczy w projektowaniu nowych wzorów. Jak widzą swoją firmę za kilka lat? Chcą ją wprowadzić na szerokie wody, np. poprzez wystawienie produktów Bloomlight na międzynarodowych targach w Mediolanie i nawiązanie szerszej współpracy z partnerami z Europy. Mierzą wysoko, ale po ponad 10 latach udanej współpracy mają podstawy, by twierdzić, że cel jest w zasięgu. Tiffany, Swarovski, Murano — to już było, czas na coś świeżego — mówią twórcy marki.

 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Magdalena Mastykarz

Polecane