Między książki na randkę

Agnieszka Ostojska
29-08-2003, 00:00

Decyzjami o zakupie książki przez Polaków nadal kieruje impuls. Nie zwykli spędzać wolnego czasu w księgarniach — jak Anglicy, Francuzi czy Niemcy. Ale tamtejsze domy książki to miejsca pełne nie tylko opasłych tomów, ale miękkich foteli i zapachu kawy. W Polsce też tak będzie — obiecuje Czesław Apiecionek, właściciel sieci księgarń Odeon, komentator rynku książki w prasie, radiu i telewizji.

Księgarz — na samą myśl o takiej posadzie wielu robi maślane oczy. Cisza, spokój, książki — marzenie ściętej głowy.

— Wielu mi zazdrości. Zwłaszcza ci, którzy lubią czytać, a wykonują inny zawód. Nie każdy robi to, co lubi i na dodatek dostaje za to pieniądze — mówi Czesław Apiecionek, prezes Odeon AiR, trzech księgarń i wydawnictwa.

Książkowym molem był od zawsze. Czyli od 4 roku życia — był chyba najmłodszym czytelnikiem bibliotek publicznych.

W 1987 r. porzucił pracę w wydawnictwie Polonia i pojechał do Paryża. Zorientował się, że księgarnie wyglądają tam inaczej niż w Polsce.

— Ludzie przychodzili spędzić miło czas, a nie tylko coś kupić — wspomina prezes.

Po powrocie podjął próbę stworzenia czegoś podobnego. Księgarni z duszą, niewielkiej, do której się powraca bez konkretnego celu — choćby po to, by przewertować ofertę na półkach.

Szczęśliwie zaoferowano mu wolny lokal przy Mokotowskiej 49, w bramie pod schodami — wchodziło się, jak do piwnicy. Niewiele miejsca — 30 mkw. Powstała jego pierwsza księgarnia- -antykwariat. Po pewnym czasie okazało się, że do tego miejsca przychodzą niezwykłe osoby. Znane postacie ze świata literatury i prasy.

— Moja mała księgarnia stała się miejscem, gdzie toczyły się spory między redakcjami, wydawnictwami. Może spowodowało to „podziemne” położenie? — zastanawia się Czesław Apiecionek.

Był rok 1988 — początek prywatnych wydawnictw w Polsce.

W ramach prywatyzacji w 1991 r. zaproponowano mu księgarnię na Hożej 19 — Odeon. Opuścił „podziemie” na Mokotowskiej i przeniósł się kilka ulic dalej. Teraz jego księgarnia miała już witryny od ulicy — jak w Paryżu — a klienci swobodny dostęp do półek. Chyba jako pierwszy sprowadził profesjonalny sprzęt do odsłuchiwania płyt. Potem wystartował z firmową księgarnią Czytelnika na Wiejskiej, a w 1994 r. z księgarnią Pod Globusem w Krakowie przy Długiej. Było jeszcze kilka innych. Apogeum to 6 księgarni i dwa stoiska — m.in. w podziemiach Zamku Królewskiego.

— W pierwszej połowie lat 90. nakłady były wysokie, a przed wystawą czasem ustawiały się kolejki — mówi księgarz.

Dobra passa trwała do 1997 r. Wtedy kapituła nagrody Kisiela uhonorowała zasługi Czesława Apiecionka „za łączenie przedsiębiorczości z kulturą i popularyzacją książki”.

— Jak to zwykle z nagrodami — lubią być przewrotne. 1997 rok był ostatnim rokiem dobrej prosperity na rynku książki. 1998 i 1999 r. to czas stagnacji, a od 2000 do dziś — zastój i oczekiwanie na zmiany — komentuje księgarz.

Z różnych powodów musiał zamknąć trzy księgarnie — niektóre były blisko siebie, przez co konkurowały, albo spotkał się z wrogą postawą właściciela budynku.

W branży księgarskiej podobnie jak wszędzie — wolniej. Mniej pieniędzy do wydania, mniej czasu na czytanie. Poza tym do tej pory z jakiś względów do branży księgarstwa detalicznego nie wkroczył jeszcze żaden większy zachodni kapitał — ani krajowy, ani zagraniczny.

Ma nadzieję, że sygnałem lepszych czasów dla książki jest pojawienie się Traffic Clubu przy Brackiej, olbrzymiej księgarni na kilku tys. mkw.

— Jestem zachwycony rozmiarami i odwagą właścicieli. Księgarnia porównywalna z londyńskimi! — choćby z tymi na Piccadilly Street. Podobno są plany otwarcia kolejnej — mówi z zapałem Czesław Apiecionek.

Twierdzi, że rynek księgarni powinien być zorganizowany na wzór piramidy: wiele małych sprawnych księgarni, potem kilka większych sieciowych — jak Empik, i kilkanaście domów księgarskich. Miejsce swojej firmy widzi w pierwszej grupie.

Nie boi się konkurencji księgarni internetowych. Tam książki kupuje wąska grupa klientów: 5-8 proc. — najbardziej zapracowani albo ci najbardziej leniwi.

— Prawdziwy miłośnik książki musi ją wziąć do ręki, dotknąć, powąchać. To również piękny przedmiot, nie tylko nośnik — twierdzi.

Księgarnia to takie miejsce jak klub czy kawiarnia. Musi przyciągnąć klientów, zaprzyjaźnić się z nimi, tak by wracali.

— Anglicy obliczyli, że klient w księgarni bywa średnio 45 minut. W Polsce nadal to realizacja impulsów — wchodzi się, kupuje i wychodzi. Nie wykształcił się jeszcze obyczaj spędzania wolnego czasu w księgarniach — ubolewa księgarz.

Na Zachodzie ludzie umawiają się w domach książki na spotkania, nawet na randki. Amerykańska sieć Barnes & Noble prowadzi statystykę małżeństw, które poznały się w ich księgarni.

— W końcu książka to bardzo wdzięczny temat do rozpoczęcia rozmowy, znalezienia wspólnego tematu, intelektualnej gry czy flirtu — dodaje Czesław Apiecionek.

W polską rzeczywistość wtapia się zwyczaj przerwy lunchowej. Ma się często dwie godziny — 30 minut się je i pije, przegląda prasę, a potem trzeba zrobić coś z resztą czasu.

— Księgarnie na Zachodzie ożywają w porze lunchu i wieczorem. Ludzie siedzą na wykładzinach, fotelach, czytają książki, nie spieszą się — dodaje prezes. To wszystko jeszcze przed nami, ale są pierwsze oznaki. W księgarniach pojawiają się wygodne kanapy, fotele, gdzieniegdzie zapachnie kawą. Proces będzie postępował. Dom książki powoli staje się miejscem, gdzie oprócz możliwości zakupu czegoś do czytania można będzie przyjemnie i niedrogo spędzić wolny czas.

U Apiecionka przy Hożej kawy jeszcze napić się nie można. Ale pojawił się stolik i kilka krzeseł — na razie metalowych. Szef tłumaczy to brakiem miejsca.

— Ważne, że jest gdzie przysiąść, w spokoju przeczytać kilka stron, podjąć decyzję o zakupie — mówi księgarz.

Na czym polega dzisiaj sukces wydawniczy?

— Taki efekt sprzedaży książki, który pozwala autorowi na napisanie następnej bez podejmowania dodatkowej pracy — recytuje Czesław Apiecionek.

Dotyczy to niewielkiej grupy wybrańców. Można ich policzyć na palcach dwóch rąk. Ryszard Kapuściński, Zygmunt Kubiak, Stanisław Lem, Jerzy Pilch, Andrzej Sapkowski, Katarzyna Grochola. To ci, którym udaje się przekroczyć magiczną granicę 100 tys. egzemplarzy. Nakłady książek drastycznie zmalały. Rośnie natomiast liczba tytułów. W branży o zjawisku mówi się: „nadprodukcja”.

— Średni nakład, uważany już za udane przedsięwzięcie, to 3 tys. egzemplarzy. Każda książka, która się sprzeda powyżej 10 tys. egzemplarzy, to dziś sukces wydawniczy! — opowiada Czesław Apiecionek.

Ale cuda też się zdarzają. Na Zachodzie był Harry Potter, u nas „Tryptyk Rzymski” papieża — w krótkim czasie sprzedano ponad 500 tys. egzemplarzy.

To wyjątek. Lista bestsellerów w Polsce nieznacznie różni się od podobnej w Wielkiej Brytanii, Francji czy Niemczech. Ci sami autorzy, te same tytuły, może tylko mniej sprzedanych egzemplarzy. Prym wiedzie dobra beletrystyka, powiększa się grono wielbicieli poezji. Dobrze sprzedają się wspomnienia, biografie oraz poradniki.

— Przez pierwsze kilka lat po 89 roku nadrabialiśmy zaległości do Europy. Z półek szybko znikały tłumaczenia książek sensacyjnych, politycznych, historycznych. Teraz czytamy to samo, co cały świat — mówi prezes.

Do księgarni na Hożej trafiają różni czytelnicy. 80 proc. z nich to stali klienci.

— Przychodzą nie tylko po to, by kupić książkę, ale również po to, by podzielić się wrażeniami. To osoby, które nie chcą być anonimowe, lecz rozpoznawane. Chcą, by personel księgarni pamiętał, co lubią. Traktują nas trochę jak prywatnego stomatologa czy fryzjera — żartuje Czesław Apiecionek.

A co robią księgarze z Odeonu? Podpowiadają, odkładają, niekiedy sugerują. Przy rekrutacji, by dostać pracę, musieli namówić szefa na kupno książki. To nie takie proste.

— Namówić kogoś na przeczytanie książki, to namówić na przyjęcie podobnego systemu wartości — twierdzi Czesław Apiecionek.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Agnieszka Ostojska

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Nieruchomości / / Między książki na randkę