Między młotem rządu a kowadłem regulacji

Eugeniusz TwarógEugeniusz Twaróg
opublikowano: 2020-04-02 22:00

Banki muszą sprostać oczekiwaniom rządu, a jednocześnie wymogom regulatorów. Nie tylko w Polsce.

Przeczytaj tekst i dowiedz się:

  • jakie korzystne dla przedsiębiorców zmiany chce wprowadzić Ministerstwo Rozwoju w ustawie o Polskiej Strefie Inwestycji,
  • które regulacje mogą niekorzystnie wpłynąć na inwestycje,
  • jak zmiany tłumaczy Wojciech Murdzek, wiceminister rozwoju i jak je komentują eksperci z firm doradczych,
  • dlaczego może nie być to ostatnia nowelizacja przepisów.

Amerykańskie banki stanęły przed takim samym problemem jak sektor bankowy w Polsce: co zrobić, by zgodnie z intencjami rządu stać się pasem transmisyjnym do słania pieniędzy przedsiębiorcom, a równocześnie spełniać regulacy jne wymogi. Banki mają szybko dawać finansowanie i równocześnie prześwietlać klientów w ramach standardowej procedury. Jak podaje Reuters, we wtorek szefowie największych instytucji finansowych w USA mieli wideokonferencję z Departamentem Skarbu, jak wybrnąć z tego problemu. Na razie z dyskusji niewiele wynikło i mówi się nawet o możliwym bojkocie udziału w wartym 2 bln USD programie pomocowym rządu.

Obawy bankowców za oceanem są takie same jak nad Wisłą: nikt bez gwarancji nadzoru nie chce wziąć na siebie odpowiedzialności za udzielanie kredytów z pominięciem procedur, bo za to są konkretne paragrafy. Sektor argumentuje, że kiedy kryzys się skończy i w zapomnienie pójdą nadzwyczajne okoliczności, w jakich przyszło im działać, regulatorzy, audytorzymogą zażądać utworzenia rezerw, a nawet pociągnąć do odpowiedzialności. Istnieje duże ryzyko, że pieniądze rozdawane w uproszczonej procedurze przepadną, czy to wskutek nadużyć, czy nietrafionych decyzji przedsiębiorców. Jest też druga strona medalu: zbyt duża powolność w udzielaniu finansowania, trzymanie się procedur mogą opóźnić proces i sprawić, że pomoc do gospodarki trafi za późno, co narazi banki na oskarżenia o nadmierny biurokratyzm. To z kolei może doprowadzić do impulsywnych działań polityków i regulatorów.

W podobnej sytuacji są polskie banki, z tą różnicą, że w ramach konsultacji z Komisją Nadzoru Finansowego (KNF) udało się wypracować rozwiązania, które pozwalają na stosowanie zmodyfikowanych zasad kredytowych wobec klientów firmowych w czasie pandemii. Chodzi o stanowisko KNF z wtorku, w którym nadzór odniósł się do kwestii oceny zdolności kredytowej i przedstawiania zabezpieczeń.

— To bardzo dobry krok. Stanowisko nie ma mocy rekomendacji, ale świadczy o tym, że nadzór gotów jest wziąć na klatę problem, którego rozwiązanie w dużym stopniu nie leży w jego kompetencjach — mówi prezes jednego z banków.

Piłka jest po stronie audytorów. W miniony piątek odbyła się wideokonferencja z udziałem przedstawicieli KNF, firm audytorskich i banków. Jej efektem było utworzenie specjalnego zespołu z Cezarym Stypułkowskim, prezesem mBanku, na czele. Według naszych rozmówców szanse na wypracowanie kompromisu w sprawie stosowania zasad księgowych w czasie pandemii są spore. Polskie banki, podobnie jak amerykańskie, muszą postępować w sposób bardzo ostrożny, by nie spotkać się z zarzutem hamowania działań antykryzysowych czy działań na szkodę klientów. Stąd oczekiwania Jacka Jastrzębskiego, przewodniczącego KNF, że sektor uporządkuje kwestię zgłaszania wniosków o wakacje kredytowe.

W rozmowie z „Pulsem Biznesu” powiedział, że zdezorientowani klienci banków dzwonią do nadzoru ze skargami na brak informacji co do zasad ubiegania się o wakacje kredytowe. Jeśli dzwonią do KNF, to z pewnością kontaktują się z Rzecznikiem Finansowym i UOKiK, które ostatnio aż nadto wykazują się inicjatywą celem udowodnienia, że dbają o bezpieczeństwo i dobro konsumentów. Istnieje ryzyko, że jeśli branża sama sprawy nie ureguluje, zrobią to za nią politycy.