Czytasz dzięki

Między siodłem a fotelem prezesa

opublikowano: 20-11-2020, 15:00

Konie nauczyły Krzysztofa Witkowskiego, prezesa Virako, jak panować nad emocjami, a firma rodzinna – jak budować relacje w zespole i zmieniać rzeczywistość w jej otoczeniu.

Lekcja psychologii
Lekcja psychologii
Koń jest świetnym trenerem. Uczy opanowania i pokory przydatnych w życiu prywatnym i w biznesie – mówi Krzysztof Witkowski, prezes Virako.
materiały prasowe

Jeździecka pasja towarzyszy Krzysztofowi Witkowskiemu od ośmiu lat, a od dwudziestu jest zaangażowany w deweloperską firmę rodzinną. Od dwóch lat spędza w siodle nieliczne godziny, z trudem wyrwane z kalendarza służbowych obowiązków. Owocem ostatnich lat jest Monopolis, projekt rewitalizacji zabytkowego kompleksu dawnych łódzkich zakładów Monopolu Wódczanego, uznany w konkursie MIPIM Awards za najlepszy obiekt mixed-use na świecie w 2020 r.

– Miłość do koni zaszczepił we mnie dziadek, ale jeździectwem zainteresowałem się dopiero w 35 roku życia. Kiedy jednak w nim zasmakowałem, na treningi poświęcałem cztery lub pięć poranków w każdym tygodniu. Do tego trzeba dodać amatorski udział w zawodach – mówi Krzysztof Witkowski.

Ma konia sportowego o imieniu Jazz, którego trzyma w prywatnej stajni pod Łodzią. Wszystkie zawody, w których startował, były konkursami o charakterze sportowym.

– Mam licencję jeździecką, umożliwiającą startowanie w regionalnych konkursach skokowych. Choć brałem w nich udział dla przyjemności, walka o zwycięstwo zawsze była bardzo ważnym czynnikiem. W latach 2013-15 kilka razy wygrałem regionalne zawody w Salio (Salio Summer Cup) i w Gajewnikach pod Łodzią. Jeden z przyjemniejszych sukcesów to pierwsze miejsce w zawodach towarzyskich Gałkowo Masters w 2013 r. organizowanych przez Karolinę Ferenstein-Kraśko. W Gałkowie wygrałem też – w parze z Larą Gessler – Mistrzowski Test Powożenia i Próby Terenowej Samochodem w 2019 r. – wspomina prezes Virako.

Jazda konna wymaga ścisłej współpracy dwóch zawodników – jeźdźca i konia, który jest równoprawnym partnerem startów i rywalizacji. Sport ten urzeka poczuciem wolności, wiatru we włosach i jest w nim adrenalina związana z pokonywaniem przeszkód i podnoszeniem coraz wyżej poprzeczki.

Prezes Virako uważa, że koń jest świetnym trenerem umiejętności psychologicznych. Tak jak dziecko bez słów wyczuwa emocje rodzica, tak wierzchowiec wychwytuje każdy lęk, niepewność, irytację czy choćby lekko podniesioną temperaturę nastroju jeźdźca.

– Koń to wszystko wyczuwa i emocje jeźdźca natychmiast przekładają się na sytuację na parkurze [torze przeszkód – red.] w strefie zawodów. Nawyki panowania nad sobą, które się kształtują w tym sporcie, pomagają w życiu prywatnym i zawodowym, sprawiają, że do emocji podchodzimy z dystansem – tłumaczy Krzysztof Witkowski.

Duch firmy

Ukryte w kadrze

Virako, choć buduje duże obiekty, jest niedużą firmą – zatrudnia raptem kilkanaście osób. W realizacji poszczególnych etapów projektów deweloperskich posiłkuje się współpracą z firmami zewnętrznymi.

– Firmę założyłem wspólnie z mamą i pracuję w niej od początku. Potem przejąłem zarządzanie, doszli nowi wspólnicy, jednak cały czas jest to przedsiębiorstwo o charakterze rodzinnym. Rotacja jest bardzo niska – nasi pracownicy zaczynali u nas pracę przeważnie zaraz po studiach i rozwijali się razem z firmą. Są z nami już po kilkanaście lat, znamy się i na spotkaniach rozmawiamy też o tym, co się dzieje u każdego z nas prywatnie – mówi Krzysztof Witkowski.

Rodzinny charakter firmy ma wyraz w organicznym modelu rozwoju, bez spektakularnego wzrostu, realizacji wielu projektów równocześnie i pozyskiwania licznych inwestorów. Dwaj wspólnicy, którzy dołączyli do firmy, są inwestorami pasywnymi. Prezes Virako stawia w centrum uwagi kulturę pracy i relacje w zespole.

– Postrzegam to jako ducha organizacji. Tak samo, jak można powiedzieć o duchu Łodzi zamkniętym w murach Monopolis, tak myślę o duchu zespołu, który czerpie siłę z doświadczeń i relacji tworzących go osób. To jak kręgosłup firmy pozwalający nawet w tak trudnych czasach, jak obecna pandemia, realizować zaplanowane projekty – twierdzi Krzysztof Witkowski.

Oczywiście funkcjonując w środowisku polskich i międzynarodowych koncernów, do których zaliczają się najemcy w biurowcach Virako, firma żyje w symbiozie ze światem korporacji. Rodzinny rodowód pomaga jej jednocześnie w szybszym nawiązywaniu i utrzymywaniu dobrych relacji z najemcami wywodzącymi się z polskiej tradycji przedsiębiorczości – na przykład właścicielami restauracji i sklepów w Monopolis.

Sąsiednie podwórka

Ukryte w kadrze

Z racji tego, że Virako jest firmą opartą na bezpośrednich relacjach, wspomaga restauracje w Monopolis, które szczególnie dotknęła pandemia koronawirusa. W ramach drugiej już edycji Monopolis wspiera kulinarnie, spółka kupuje posiłki od swoich najemców, a potem rozwozi je medykom z łódzkich szpitali.

– Bez wsparcia wiele osób może stracić pracę, a firmy – nie przetrwać. Pamiętamy też, że personel medyczny mierzy się z koronawirusem na co dzień, niejednokrotnie narażając własne zdrowie. Chcemy wesprzeć naszych najemców, ale też pragniemy pokazać pracownikom szpitali, że widzimy ich poświęcenie i je doceniamy – podkreśla Krzysztof Witkowski.

Rodzinny charakter firmy ułatwił też Virako zaangażowanie się w pomoc świetlicom środowiskowym w Łodzi. Korporacjom wygodniej jest budować wizerunek biznesu odpowiedzialnego społecznie, wspierając np. dzieci chore, budzące współczucie. Tymczasem na drodze Virako zupełnie przez przypadek pojawiła się placówka dla dzieci z tzw. środowisk dysfunkcyjnych. Młodzi ludzie zajmujący się nimi byli pozostawieni samym sobie, bez wsparcia systemu czy prywatnych filantropów.

– To nie był oczywisty wybór. Takie dzieci są postrzegane jako łobuziaki, rysujące lakier na samochodach, mogące nawet wyrządzić komuś krzywdę. W bardzo wielu przypadkach jest to zwyczajnie nieprawda – to ocenianie książki po okładce. To nie jest wina tych dzieci, że znalazły się w tym życiowym miejscu. Pomyśleliśmy, że jeśli wyciągniemy do nich rękę, będą miały szansę znaleźć i rozwinąć swoje zainteresowania i pasje – mówi Krzysztof Witkowski.

W symbiozie ze sztuką

W nagłośnieniu akcji Szczęśliwe podwórka pomógł wydawany przez Virako artystyczny kalendarz charytatywny, który ma na celu pozyskanie środków na wsparcie świetlic. Do współpracy przy jego kolejnych edycjach dali się zaprosić światowej rangi artyści: Janusz Kaniewski, Andrzej Pągowski, Ryszard Horowitz, Chris Niedenthal, Jodi Biber, Arkadiusz Branicki i inni.

Innym owocem społecznej aktywności Virako stała się Letnia Scena Monopolis, goszcząca w przestrzeni miejskiej w parku Źródliska znane warszawskie teatry. Przez dwa lata zorganizowano tam siedem bezpłatnych spektakli, m.in. Teatru Polskiego z Andrzejem Sewerynem czy Teatru Kamienica z Emilianem Kamińskim. Uczestniczyło w nich łącznie 6 tysięcy widzów.

W końcu Virako zaprosiło do przestrzeni Monopolis teatr Kamila Maćkowiaka. Teatr ma tu swoją salę i całą infrastrukturę teatralną, swoje premiery i utrzymuje się ze sprzedaży biletów i sponsoringu podmiotów prywatnych.

– Rodzinny charakter naszej firmy sprawia, że na biznes patrzymy nie tylko przez rubryki Excela. Dostrzegamy możliwość finansowania rzeczy, które zmieniają nasze otoczenie – sumuje Krzysztof Witkowski.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Paweł Berłowski

Polecane