Miękiszonizm vs utwardzenie

Jacek ZalewskiJacek Zalewski
opublikowano: 2022-10-12 20:00

Epoka tzw. dobrej zmiany przyzwyczaiła nas, że doraźne cele polityczne oraz starcia koterii na szczytach władzy mają absolutną wyższość nad racjonalnymi regułami zarządzania.

Posłuchaj
Speaker icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl
Subskrypcja

Kolejnym potwierdzeniem tej doktryny PiS były środowe zmiany w składzie Rady Ministrów (RM). Liczba konstytucyjnych członków co prawda się nie zmieniła, ale nie nastąpiła prosta wymiana na stanowiskach — jednego ministra kierującego Kancelarią Prezesa Rady Ministrów (KPRM), zaś drugiego do spraw Unii Europejskiej (UE). Michał Dworczyk przestał być szefem KPRM, ale… pozostał w konstytucyjnym składzie rządu, nie wiadomo po co i na jak długo. Przejmujący KPRM były marszałek Marek Kuchciński naturalnie został również pełnym ministrem. Odwrotnie rozegrano obsadę urzędu ministra ds. unijnych. Konrada Szymańskiego sczyszczono, ale na jego miejsce na razie nikogo nie powołano. Bilans wyszedł zatem arytmetycznie na zero, ale to kpina z reguł zarządzania.

Obie zmiany potwierdzają systematyczne słabnięcie pozycji premiera Mateusza Morawieckiego. Michał Dworczyk, jego zaufany przyboczny, miał sporo za uszami, przede wszystkim słynne mejle z prywatnej skrzynki, szczegółowo ujawniające ciemne sprawki obecnych władców. Nikt jednak nie negował, że druh Dworczyk przeniósł z harcerstwa wielką sprawność organizacyjną, notabene z tej właśnie przyczyny był dociążany coraz to nowymi obowiązkami. W zestawieniu z nim Marek Kuchciński, usunięty w poprzedniej kadencji Sejmu słynny latający marszałek, to zarządczy krok wstecz. Ma jednak historyczny przymiot — należy do twardego zakonu Porozumienia Centrum, czyli dziadka PiS (ojciec to tzw. Ruch Odbudowy Polski) z początków III RP. Wstawiony został do KPRM z rozkazu najwyższego prezesa Jarosława Kaczyńskiego, co Mateusz Morawiecki musiał zaakceptować, ale z nadzieją, że objęcie stanowiska przez partyjnego dinozaura będzie czynnikiem stabilizującym i do października 2023 r. rozepnie nad premierem parasol ochronny przed knowaniami wewnątrz obozu władzy. Kabaretowy wydźwięk ma okoliczność, że właśnie szef KPRM koordynuje wykorzystywanie… rządowej floty z 1. Bazy Lotnictwa Transportowego.

Mimo zbierających się ciemnych chmur, zaskakująca była dymisja Konrada Szymańskiego. Na początku obecnej kadencji premier wydzielił ministra ds. UE ze struktury MSZ, jego obsługę umieścił w KPRM, awansował z sekretarza stanu do rangi konstytucyjnego ministra, powierzył dział administracji „członkostwo RP w UE” oraz wyodrębnioną część 23. budżetu państwa. Po akcesji Polski do UE Konrad Szymański był przez dwie kadencje — 2004-14 — deputowanym PiS do Parlamentu Europejskiego (PE). W tamtym okresie oceniany był jako jeden z najlepszych polskich europosłów. Podpisuję się pod tym obiema rękami, wtedy szczególnie imponował mi głęboką wiedzą o mechanizmach zakulisowych unijnych gierek. Z ogromnym zdziwieniem przyjąłem niewystawienie go w 2014 r. na trzecią kadencję do PE, ale PiS jednak o nim nie zapomniało. Od 2015 r. został unijną prawą ręką premierów, najpierw Beaty Szydło, a potem Mateusza Morawieckiego. W całym zgiełku tzw. dobrej zmiany był wyraźnie jaśniejszym punktem, niekiedy z nieukrywanym zażenowaniem musiał wykonywać polityczne rozkazy, z którymi nie całkiem się zgadzał. Ostatnio polem jego konfliktu z betonem stało się bardzo szkodliwe dla Polski starcie o tzw. praworządność. W ocenie utwardzonych, których liderem stał się Zbigniew Ziobro, kolega z rządu obciążony był syndromem tzw. miękiszonizmu — no i władcy wreszcie go sczyścili. Wyrażam prywatną nadzieję, że w eurowyborach w 2024 r. Konrad Szymański jednak wróci do PE.

Chyba jednak o czymś zapomniałeś – gdzie wniosek o odwołanie z rządu ministra Michała Dworczyka? Kiedy powołamy następcę ministra Konrada Szymańskiego?
Joanna Skladanek / Forum

Możesz zainteresować się również: