Mięsna afera zbiera żniwo

Może lepiej odpuścić sobie czeski rynek, niż borykać się z barierami — zastanawiają się produci wołowiny. Drobiarze stanowczo chcą na nim pozostać, tymczasem sprzedaż spadła.

Od lutego do kwietnia import polskiej wołowiny do Czech spadł rok do roku z prawie 3,5 tys. ton do niespełna 2 tys. ton. Zbyněk Semerád, dyrektor czeskiej Państwowej Inspekcji Weterynaryjnej, twierdzi, że to skutek afery związanej z ubojem chorych krów w Ostrowi Mazowieckiej, skąd mięso trafiało m.in. do Czech — podał serwis aktualne.cz. Superwizjer TVN ujawnił ten proceder na początku lutego i w ciągu tygodnia wiele unijnych krajów ostro zareagowało — straszyły zablokowaniem importu i apelowały o stworzenie unijnego superurzędu sanitarnego. Przodowały Czechy — tamtejsi importerzy mieli obowiązek dodatkowego badania mięsa z Polski na własny koszt i zgłaszania dzień wcześniej każdej dostawy.

Przedstawiciele czeskiego resortu rolnictwa i podległych mu instytucji,
m.in. Zbynek Semerád,
szef Państwowej Inspekcji Weterynaryjnej, chętnie publicznie krytykują jakość
polskiej żywności. Ostatnio podsumowali, że od połowy kwietnia z Polski do
Czech trafiło łącznie 16 ton mięsa skażonego salmonellą.
Zobacz więcej

STRASZENIE SALMONELLĄ:

Przedstawiciele czeskiego resortu rolnictwa i podległych mu instytucji, m.in. Zbynek Semerád, szef Państwowej Inspekcji Weterynaryjnej, chętnie publicznie krytykują jakość polskiej żywności. Ostatnio podsumowali, że od połowy kwietnia z Polski do Czech trafiło łącznie 16 ton mięsa skażonego salmonellą. FOT. CTK PHOTO-VACLAV SALEK-PAP

Łączny import wołowiny do naszych południowych sąsiadów pozostał od lutego do kwietnia na dotychczasowym poziomie, co oznacza, że ktoś skorzystał na ograniczeniu zakupów u nas. Według czeskich danych zwiększoną sprzedaż odnotowali eksporterzy z Niemiec i z Holandii.

— Wolumen sprzedawany do Czech nie jest krytyczny dla branży, która eksportuje rocznie nawet do 400 tys. ton mięsa wołowego. Spadek dostaw świadczy jednak dobitnie, że utrudnianie życia importerem i dystrybutorom zbiera żniwo. Słyszmy o wielu pozataryfowych barierach — z nagonką na polską branżę w mediach na czele. Być może niektóre zakłady wolałyby zaprzestać eksportu mięsa do Czech, niż borykać się z barierami — mówi Jerzy Wierzbicki, szef Polskiego Zrzeszenia Producentów Bydła Mięsnego.

Witold Choiński zwraca uwagę, że to ważny rynek dla wszystkich polskich produktów. Jego zdaniem warto tu pozostać mimo zniechęcających działań Czechów.

— Cały czas od czeskich importerów docierają do nas sygnały o utrudnianiu im życia. Naciski, np. przedłużanie kontroli, mają ich przekonać do ograniczenia handlu polskimi produktami. Mimo to nie chcemy rezygnować z tego rynku, a polskim mięsem i inną żywnością chcą też handlować czeskie firmy. Najwięcej do stracenia mają drobiarze, mniej producenci wieprzowiny — mówi Witold Choiński.

Zbyněk Semerád podaje, że — po stwierdzonych w zeszłym miesiącu przypadkach sprowadzonego do Czech drobiu zakażonego salmonellą — spadł również import tego mięsa, choć w mniejszym stopniu. Jego zdaniem importerzy zareagowali szybko, obawiając się, że zostaną pozbawieni możliwości sprzedaży mięsa klientom.

— Jako prezes Krajowej Rady Drobiarstwa przeprowadziłemz naszymi producentami wewnętrzną dyskusję o tym, co dzieje się na rynku czeskim. Zgodnie uznaliśmy, że zależy nam, żeby nadal tam sprzedawać. Nie chcemy iść na wojnę z czarnym PR-em. Rynek reaguje emocjonalnie, nie zmienia to jednak faktu, że jako największy producent drobiu w UE jesteśmy w stanie zaoferować Czechom dobre produkty w atrakcyjnej cenie — komentuje Piotr Kulikowski, prezes Indykpolu i Krajowej Rady Drobiarstwa.

Serwis aktualne.cz napisał, że trudno obecnie przewidzieć, czy eksport mięsa z Polski powróci do poprzedniego poziomu. Przypomniał, że próbuje się u nas rozwiązać problem trefnego mięsa, a strona polska przekazuje czeskiej więcej informacji niż wymaga prawo. Zbyněk Semerád twierdzi, że teraz Polacy starają się, aby wszyscy inspektorzy rzeźni byli pracownikami państwowymi, tak jak w Czechach. W kwietniu w 11 dostawach kurczaków z Polski weterynarze stwierdzili skażenie salmonellą. Z tego powodu importerzy muszą teraz badać mięso, zanim wprowadzą je na rynek.

Czechy są samowystarczalne pod względem produkcji wołowiny (część trafia nawet na eksport), ale — jak zauważa szef inspekcji weterynaryjnej — są skazane na import wieprzowiny i mięsa drobiowego.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Michalina Szczepańska, Bartłomiej Mayer

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy