Mikołaj zabłądził, ktoś zbankrutuje

Mariusz Zielke
opublikowano: 2009-01-06 00:00

Świetny okres świąteczny tym razem może okazać się gwoździem do trumny dla firm, które przesadziły z zakupami.

Pierwszy kwartał będzie okresem bolesnej weryfikacji dla branży

Świetny okres świąteczny tym razem może okazać się gwoździem do trumny dla firm, które przesadziły z zakupami.

Dla branży informatycznej ostatni kwartał roku jest zawsze okresem wzmożonego popytu, księgowania zysków, kończenia projektów i nadrabiania słabszych okresów. Koniec 2008 r. też taki miał być, szczególnie dla producentów, dystrybutorów i sprzedawców sprzętu. Konsola, nowa gra, laptop zajmują czołowe miejsca na listach życzeń do Świętego Mikołaja.

Kryzys jednak zaczyna zaglądać w oczy i tej branży, a ostatnie święta mogą okazać się dużo gorsze niż w poprzednich latach. Symptomów kryzysu przybywa: firmy ubezpieczeniowe ostrożniej udzielają gwarancji na linie kredytów kupieckich i obcinają limity, producenci są coraz częściej proszeni o wydłużenie terminów płatności, a sprzedawcy zamawiają za dużo i mogą mieć problemy z płatnościami.

— W połowie pierwszego kwartału będziemy mieć problem, bo wiele firm i sklepów nie pogodziło się z tym, że Mikołaj w tym roku zabłądził, a za towar trzeba będzie zapłacić. Możemy mieć do czynienia z falą upadłości — mówi przedstawiciel jednego z największych polskich dystrybutorów sprzętu IT i elektroniki.

Umiarkowani optymiści

Oficjalnie przedstawiciele dystrybutorów starają się nie dostrzegać kryzysu. Przeważają opinie: różowo nie jest, ale sprzedajemy więcej niż latem. Każdy jednak podkreśla, że mówi o stanie "na dziś". Bo "jutro" wszystko się może zmienić.

— Na dziś nie ma spektakularnego zatoru płatności czy bankructw. Jeśli rynek nie stanie, to katastrofy nie będzie. Na pewno sytuacja się pogorszy i wiele firm będzie musiało pogodzić się z osłabieniem kondycji, a co za tym idzie — niższymi limitami kredytowymi, ale jakieś dramatyczne załamanie nie nastąpi — uważa Mariusz Jaworski, prezes firmy Incom, jednego z dużych dystrybutorów sprzętu komputerowego.

— Dziś jeszcze nie wyolbrzymiałbym tego, ale jest problem z zatorami. Coraz więcej firm opóźnia płatności. Czasem podejrzewam, że nasze linie kredytowe traktują jak kredyt konsumpcyjny, z którego opłacają inne zobowiązania zamiast regulować płatności. To droga do bankructw. I te firmy mogą mieć bardzo poważne problemy w pierwszym kwartale. W całej gospodarce jest masa opóźnień. Nawet giełdowe spółki nie płacą — przestrzega Ireneusz Dąbrowski, dyrektor polskiej części Tech Daty, jednego z największych globalnych dystrybutorów.

— Na pewno mieliśmy mniej biznesu w 2008 r. niż oczekiwaliśmy. Przechodzimy teraz przez okres dużego spowolnienia. Biorąc jednak pod uwagę ogólną sytuację ekonomiczną i coraz większą ostrożność klientów, nie możemy narzekać — dodaje Andrzej Sobol, szef ABC Daty, dużego dystrybutora, dawniej części Actebisa, a obecnie spółki z portfela funduszu MCI.

Notowane na giełdzie wrocławskie AB o płatności się nie obawia. Andrzej Przybyło, założyciel i prezes spółki, przekonuje, że partnerzy handlowi są solidni i już zweryfikowani, a ubezpieczyciel nie ma podstaw do zmiany warunków i z powodu bezszkodowości zwraca w części składkę AB.

— Nie dostarczamy naszemu ubezpieczycielowi podstaw do zmiany naszych warunków współpracy. Jesteśmy oczywiście świadomi, że ubezpieczyciele z uwagi na pogłębiający się kryzys finansowy z większą ostrożnością podchodzą do oceny ryzyka ubezpieczanych kredytów naszych klientów. Jednak dbałość o dobry portfel kredytowy zarówno z naszej strony, jak i naszego ubezpieczyciela powinna przełożyć się na zachowanie możliwie jak najwyższego poziomu wymiany handlowej — zapewnia Andrzej Przybyło.

Nieoficjalnie w prawie wszystkich firmach różowe okulary zastępują czarne szkiełka.

— Problemy będą, i to wielkie, bo będą je mieć duże firmy, którym banki ukrócą linie kredytowe, a nie tylko mali sprzedawcy. Ci sobie poradzą. Po wynikach giełdowych spółek widać, kto może sobie nie poradzić — mówi szef jednej ze spółek.

— Mamy do czynienia z charakterystycznym łańcuszkiem: opóźnienia opłat idą od końcowych użytkowników do sprzedawców, dilerów, aż do dystrybutorów i producentów — mówi jeden z prezesów.

— Ubezpieczyciel skreślił nam kilkadziesiąt firm, których linii kredytowych nie chce ubezpieczać. W wielu przypadkach obniżono limity. To zwiastuje problemy — mówi dyrektor jednej z dużych firm.

Światełko ostrzegawcze

Większość ubezpieczycieli przyznaje, że branża IT dołącza do segmentów o podwyższonym ryzyku, choć daleko jej do przemysłu samochodowego, budowlanki czy branży mięsnej.

— Obniżamy limity firmom z tej branży, bo to wynika z naszej analizy ryzyka — mówi "opiekunka" firm IT w jednej z dużych korporacji specjalizujących się w ubezpieczeniach transakcji biznesowych i monitorowaniu kondycji firm.

Rynek opanowały trzy firmy zarządzające ryzykiem: Coface, Atradius i Euler Hermes. Coface unika oficjal- nej odpowiedzi na pytania o branżę IT. Atradius przyznaje, że elektronika znalaz-ła się na widelcu obok innych zagrożonych branż. Hermes nie chce nikogo wyróżniać i zaznacza, że problem nie dotyczy jednej branży.

"Zwracamy obecnie ich uwagę na to, ze kryzys finansowy zmniejsza podaż pieniądza na rynku. Mając problemy ze zredukowanym przez banki finansowaniem bieżącej działalności, wiele firm sięgnie po jedyne dostępne źródło, zwiększając finansowanie się kosztem dostawców. W związku ze skalą zjawiska, obejmującą całą gospodarkę, tworzyć się mogą zatory płatnicze i jest ryzyko, że spora część tych przedłużających się "kredytów klienckich" nie zostanie w rezultacie spłacona. Proponujemy w związku z tym wdrożenie procedur dokładniejszej kontroli opóźnień należności i wcześniejsze, niż to z dotychczasowej praktyki biznesowej wynika, wstrzymywanie dostaw czy kierowanie spraw do windykacji w przypadku przewlekłej zwłoki odbiorcy" — pisze Grzegorz Błachnio z Euler Hermes Zarządzanie Ryzykiem.

— Nie ma dramatycznego wycofywania się z ubezpieczeń czy obniżania limitów, ale zauważam, że wszelkie preteksty są do tego wykorzystywane — mówi przedstawiciel jednego z dystrybutorów.

— To oczywiście dla nas problem, ale z drugiej strony, my też wyjaśniamy klientom, że może lepiej nie kupować tyle na magazyn i sprzedać to, co już mają — kwituje kolejny nasz rozmówca z branży.

To może być dramatyczny kwartał

Czwarty kwartał zawsze był okresem żniw dla branży IT. Niestety, nie w 2008 r. Część naszych dilerów skarży się na brak klientów w sklepach. Ludzie częściej pytają i oglądają, niż kupują. Z perspektywy dużego dystrybutora nie widzę jednak dziś spadku sprzedaży i problemów z zatorami płatniczymi. Kształtują się one na poziomie z 2007 r. Niestety, ta sytuacja może zmienić się dramatycznie w pierwszym kwartale 2009. Mamy sygnały od naszego ubezpieczyciela o pogarszającej się sytuacji finansowej niektórych klientów. Kilku z nich odebrał już limity kredytowe, kilkudziesięciu — obniżył. Na bieżąco analizujemy wyniki firm, lekko zacieśniając politykę kredytową. Mam nadzieję, że nie spełnią się najczarniejsze scenariusze, ale branża przejdzie trudny okres wyhamowania gospodarczego.

Karol Dudij

dyrektor handlowy Actiona

Mariusz

Zielke